INFO

avatar Ten blog rowerowy prowadzi MARECKY z miasta Elbląg. Mam przejechane od 1995r. 318.150 kilometrów, czyli zaraz po raz ósmy okrążę równik :-). Pomykam po drogach i dróżkach z prędkością 20.86 km/h i tak jest OK.
Więcej o mnie.

MOJA STRONA INTERNETOWA

marecki.home.pl

KATALOG ŻUŁAWSKICH DOMÓW PODCIENIOWYCH

DOMY PODCIENIOWE Z XVIII/XIX w.

MOJE GALERIE

FOTOSIK (do 30.04.2023)



baton rowerowy bikestats.pl 2025 button stats bikestats.pl 2024 button stats bikestats.pl 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl 2011 button stats bikestats.pl 2010 button stats bikestats.pl 2009 button stats bikestats.pl 2008 button stats bikestats.pl

ARCHIWUM BLOGA

Wpisy archiwalne w kategorii

WYCIECZKI 50-150

Dystans całkowity:56503.00 km (w terenie 5439.50 km; 9.63%)
Czas w ruchu:2638:44
Średnia prędkość:21.02 km/h
Maksymalna prędkość:65.00 km/h
Suma podjazdów:194797 m
Maks. tętno maksymalne:189 (101 %)
Maks. tętno średnie:159 (85 %)
Suma kalorii:912755 kcal
Liczba aktywności:637
Średnio na aktywność:88.70 km i 4h 14m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
151.00 km 30.00 km teren
07:12 h 20.97 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:27.0
Podjazdy: m

PĘTLA MAZURSKA

Niedziela, 1 sierpnia 2010 · | Komentarze 0

11 bikerów brało udział w jeździe po Pojezierzu Olsztyńskim i Mrągowskim. 8 przyjechało PKP z Elbląga, jeden dołączył w Olsztynie, a dwóch w Purdzie. Przez cały dzień towarzyszyła nam wspaniała, rowerowa pogoda, którą wykorzystaliśmy nawet do kąpieli w urokliwym Jeziorze Dadaj.

Obejrzeliśmy wiele ciekawych miejsc z których na pierwszy plan wysuwa się Sanktuarium Świętego Krzyża w Klebarku Wielkim,

KLEBARK WIELKI- SANKTUARIUM ŚWIĘTEGO KRZYŻA © MARECKY

KLEBARK WIELKI - WNĘTRZE KOŚCIOŁA © MARECKY

KLEBARK WIELKI - WNĘTRZE KOŚCIOŁA © MARECKY


zabytkowe kościoły w Pasymiu:

PASYM - KOŚCIÓŁ NAJŚWIĘTSZEGO SERCA PANA JEZUSA © MARECKY

PASYM - KOŚCIÓŁ EWANGELICKO-AUGSBURSKI © MARECKY


i pałac w Sorkwitach, który chociaż był zamknięty na cztery spusty to jest ciekawą budowlą z jeszcze ciekawszą historią.
SORKWITY- PAŁAC RODU VON MIRBACH © MARECKY


Obiad w pizzerii w Biskupcu i kąpiel w Wilimach nad nieco chłodnym Jeziorem Dadaj były atrakcjami nieco innego gatunku.
BISKUPIEC - RYNEK MIASTA © MARECKY

BISKUPIEC - POMNIK ,,POWRÓT DO MACIERZY'' © MARECKY

WILIMY- KĄPIEL W JEZIORZE DADAJ © MARECKY


Zaś atrakcją całkowicie niezamierzoną był szybki przejazd z Wilim do Olsztyna na powrotny pociąg do Elbląga, który odbył się według wojskowej zasady ,,RWD'', bo pociąg nie będzie czekał :-). Ucierpiał przez to Piotr z Pasłęka, który nie wytrzymał szybkiego tempa i musiał samotnie pedałować, ale na PKP oczywiście zdążył :-).
OKOLICE BARCZEWA - DROGA ROWEROWA NR 16 ;-) © MARECKY


TRASA :
OLSZTYN- Klewki-Klebark Wielki-Purda-Pasym-Dźwierzuty-Targowo-Rybno-Sorkwity-Bredynki-Biskupiec-Wilimy-Ramsowo-Barczewo-OLSZTYN


Pełna fotorelacja jest TRADYCYJNIE TUTAJ, a relacja poniżej.

RELACJA


Bladym świtem 8 rowerzystów zebrało się na Placu Dworcowym, aby udać się na wycieczkę po Pojezierzu Olsztyńskim i Mrągowskim. Sprawnie zajęliśmy miejsca w pociągu, który równie sprawnie i bez przygód dowiózł nas do stolicy województwa, gdzie rozpoczęliśmy etap rowerowy naszej jazdy.

W Olsztynie czekał na nas Piotr z Pasłęka, który postanowił wykorzystać rodzinny wyjazd do wspólnej jazdy z nami.

Pierwszą miejscowością za Olsztynem były sławne Klewki, gdzie ktoś, kiedyś widział talibów. My nikogo obcego nie zaobserwowaliśmy, ja za to dostrzegłem tabliczkę kierunkową do Klebarka Wielkiego, gdzie znajduje się urokliwie położone nad Jeziorem Kleberskim Sanktuarium Świętego Krzyża. Klebark jest też siedzibą Związku Polskich Kawalerów Maltańskich.
Robert w kościele znalazł otwartą drogę na wieżę, gdzie mogliśmy podziwiać okazałe dzwony oraz organy. Nie udało się tylko zobaczyć widoku na okolicę, bo wszystkie okienka na wieży były szczelnie zasłonięte.

Z Klebarka pojechaliśmy do Purdy po drodze mijając unikatowy, jak głosiła stosowna tablica, w skali europejskiej akwedukt w Silicach. Więcej szczegółów o nim w mojej fotogalerii.

W Purdzie dołączyli do naszej grupy Marek i Rafi, wypoczywający w okolicy. Marek sobie znanymi skrótami i leśnymi drogami doprowadził nas do swojego domku letniskowego, gdzie grupa urządziła mały popas.

Dalsza droga wiodła do Pasymia, gdzie nasza uwaga skupiła się na dwóch kościołach – katolickim i protestanckim. Poza tym obejrzeliśmy dom, w którym przebywał w 1807 r. Napoleon Bonaparte. Nie omieszkaliśmy też zajrzeć do Osady Zamkowej, której nazwa wskazywał na zabytkowy charakter. W rzeczywistości okazało się, że jest jak najbardziej współczesna inwestycja duńskiego dewelopera. Domki kształtem i lokalizacją nawiązują tylko do dawnej architektury.

Z Pasymia fajną drogą asfaltową pojechaliśmy w poprzek Pojezierza Mrągowskiego w kierunku Sorkwit. Po drodze zatrzymaliśmy się w Dźwierzutach, gdzie znowu mieliśmy okazję zobaczyć dwa lokalne kościoły – katolicki i protestancki.

Kolejny ciekawy kościół, zbudowany częściowo z kamienia, obejrzeliśmy w Targowie, a kilka kilometrów dalej natknęliśmy się na ciekawą konstrukcję zbudowana w szczerym polu. Analiza dokonana z bliska przez płot i zasieki z drut kolczastego pozwoliła na stwierdzenie, że jest to obiekt lotniczy, a konkretnie radiolatarnia.
Wkrótce potem dojechaliśmy do Sorkwit, gdzie spotkało nas spore rozczarowanie ponieważ znajdujący się tu pałac rodu von Mirbach był zamknięty na głucho. Pozostało nam zrobienie fotek z pewnej odległości i wizyta w znajdującej się nieopodal bazie kajakowej nad rzeką Krutynią.
Nasza dalsza droga wiodła teraz w kierunku Biskupca, do którego dojechaliśmy bocznym asfaltami przez Choszczewo i Stanclewo. W Biskupcu nadszedł czas na obiad, który podano nam w lokalnej pizzerii. Po obiedzie zajrzeliśmy na rynek, którego średniowieczny układ przestrzenny jest jedną z atrakcji miasta.

Z Biskupca nad jezioro Dadaj w Rukławkach , gdzie zaplanowana była kąpiel, doprowadziła nas polbrukowa droga rowerowa. Tłumy ludzi na kąpielisku i brak miejsca na ziemi, skłoniły nas do poszukania bardziej kameralnego miejsca. Ruszyliśmy więc prawym brzegiem jeziora na północ w kierunku Czerwonki.

Droga prowadziła po niezłej jakości gruntówce, pojawiała się też trawa i las. Dogodne miejsce do kąpieli w normalnych warunkach znaleźliśmy w Wilimach. Woda w jeziorze pomimo długich lipcowych upałów nie była za ciepła, dawała doskonałą ochłodę po trudach pedałowania.

Kąpiel w jeziorze była ostatnim punktem programu, teraz pozostawało wrócić do Olsztyna, gdzie czekał na nas pociąg. Różnorakie plany powrotu do Elbląga na rowerach były formułowane, ale ostatecznie nic z nich nie wyszło. Tradycyjny, kolejowy niedoczas zrekompensowaliśmy sobie jadąc nieco na skróty i w szybszym tempie.

Przez Ramsowo dotarliśmy do DK 16 w Kromerowie i jadąc gotowym do oddania, ale jeszcze nie otwartym nowym odcinkiem DK 16 biliśmy rekordy w szerokości jazdy. Cała jezdnia była nasza :-). Zejście na ziemię (czytaj: powrót między blachosmrody na wąskiej drodze) nastąpiło w Barczewie, skąd ostatnie 17 km pokonaliśmy do Olsztyna wsłuchując się w odgłosy silników. W Barczewie odłączył od nas Marek, który wrócił w okolice Purdy do stęsknionej rodziny.

Na dworcu PKP zameldowaliśmy się z bezpiecznym zapasem czasowym, a późnym wieczorem byliśmy w Elblągu.

Dziękuję wszystkim za wspólne pedałowanie i zapraszam we wrześniu na wycieczkę będącą zakończeniem letniego sezonu rowerowego. Odwiedzimy Wyspę Sobieszewską i może uda nam się wykąpać w Bałtyku.
Kategoria WYCIECZKI 50-150


Dane wyjazdu:
79.00 km 2.00 km teren
03:52 h 20.43 km/h:
Maks. pr.:35.00 km/h
Temperatura:8.0
Podjazdy: m
Rower:

NOCNA STEGNA

Niedziela, 27 czerwca 2010 · | Komentarze 2

Wycieczka do Stegny GR STOP w jedną z najkrótszych nocy w roku doczekała się kontynuacji. Jej druga edycja zgromadziła na starcie rekordową liczbę 32 osób. Taki peleton świecących lampek powodował na trasie palpitację serca u napotkanych nielicznych kierowców, co objawiało się komentarzami w stylu np. Co to k... jedzie? :-).

Do Stegny dojechała zwarta grupa wszystkich night-bikerów, na powrocie peleton porwał się na co najmniej 4 grupy: kilka osób pojechało oglądać Półwysep Helski, bo Mierzeja Wiślana to było im za mało, ktoś zapragnął sprawdzić jak wyglądają słupy graniczne Wolnego Miasta Gdańska, a reszta zapragnęła sprawdzić jak się wygodnie śpi w łóżkach po zarwanej nocce :-). Ta reszta podzieliła się na zasadniczą grupę stopowców i 5 osobową ucieczkę, gdzie była Karolina, Patryk, Fish, Radek i ja.

Z Elbląga wyjechaliśmy o 0.30, w Stegnie byliśmy o 2.50 i do 4.11 rozmawialiśmy, piliśmy, jedliśmy, a nawet rozpalono ognisko. Kiełbasek tym razem nikt nie piekł, bo grzaliśmy się sami :-). Całą drogę towarzyszył nam księżyc w pełni, bezchmurne niebo i żuławskie mgły. Upału nie było, co czułem na palcach obu rąk.

Wschód słońca był modelowy, wszystko było widać jak na dłoni i w ten oto sposób główny cel wycieczki został zrealizowany w 100% :-).
NA STARCIE-MAREK, SYLWEK, MIREK © MARECKY

NA STARCIE-KAROLINA i PATRYK © MARECKY

NA STARCIE-JA © MARECKY

MARZĘCINO-FISH I JEGO ŚWIECĄCY KOKPIT :-) © MARECKY

STEGNA-PŁONIE OGNISKO W ... NA PLAŻY ;-) © MARECKY

STEGNA, GODZINA 4.11- WSCHÓD SŁOŃCA © MARECKY

STEGNA, GODZINA 4.11- WSCHÓD SŁOŃCA © MARECKY

STEGNA, GODZINA 4.11- WSCHÓD SŁOŃCA © MARECKY

STEGNA, GODZINA 4.12- WSCHÓD SŁOŃCA © MARECKY

STEGNA, GODZINA 4.12- WSCHÓD SŁOŃCA © MARECKY


TRASA:ELBLĄG-BIELNIK II-MARZĘCINO-TUJSK-STEGNA-TUJSK-MARZĘCINO-BIELNIK II-BIELNIK I-ELBLĄG

Pełne foto jest TUTAJ.
Kategoria WYCIECZKI 50-150


Dane wyjazdu:
59.00 km 10.00 km teren
03:03 h 19.34 km/h:
Maks. pr.:47.00 km/h
Temperatura:15.0
Podjazdy: m

PORANNY SPONTAN NA WYSOCZYZNĘ

Sobota, 19 czerwca 2010 · | Komentarze 6

Po nocnych opadach deszczu miałem pewne wątpliwości, czy wbijać się w sympatyczne błotko Wysoczyzny Elbląskiej, ale niezłomna postawa niezawodnego DARECKIEGO nie dała mi dużego wyboru :-). Po drodze zabieramy jeszcze wyrwanego z łóżka Roberta ;-). Jedziemy!
DARECKI i ROBERT © MARECKY


TRASA:ELBLĄG-Jelenia Dolina-Ogrodniki-Kadyny-Suchacz-Kamienica Elbląska-ELBLĄG

Spokojna jazda umożliwia prowadzenie rozmowy, podziwianie porannego piękna wilgotnej i zamglonej wysoczyzny i właściwe prowadzenie roweru pomiędzy koleinami z wodą i błotem.
ROBERT POMIĘDZY BŁOTKIEM © MARECKY

DARECKI POMIĘDZY BŁOTKIEM © MARECKY

Jest też moment na wazelinę ;-).
KWIATY DLA ŻONY :-) © MARECKY

Na zjeździe Czarną Drogą do Kadyn robi się zimno i cieszymy się, gdy pojawiamy się na dole. Rozgrzewamy się podjazdem na krzyżówkę Suchacz/Łęcze i zlatujemy do Suchacza z krótkim postojem w punkcie widokowym. W Suchaczu wizyta na lokalnej plaży(aktualnie dopuszczona do kąpieli), fotka statku płynącego do Krynicy Morskiej i jazda do domowych obowiązków :-).
SUCHACZ-ZALEW WIŚLANY I STATEK DO KRYNICY MORSKIEJ © MARECKY

ROZKŁAD REJSÓW WIDZIANEGO STATKU © MARECKY

SUCHACZ-KRYNICA MORSKA PO DRUGIEJ STRONIE ZALEWU © MARECKY

SUCHACZ-PLAŻA NADZALEWOWA © MARECKY


W Elblągu odwiedziłem jeszcze zaprzyjaźnioną myjnię i szybciutko doprowadziłem Kubusia do stanu wizualnie akceptowalnego ;-).

A po południu czas na zajęcia rowerowe innego typu :-). To nasz ulubiony,klimatyczny SKRÓT.
NA ŚCIEŻCE KOŚCIELNEJ © MARECKY


Liczby dnia: 6.000 tegorocznych km i 41.000km łącznie na bikestats. A od 1995r.- dużo, dużo więcej - 117.000km.
Kategoria WYCIECZKI 50-150


Dane wyjazdu:
139.00 km 20.00 km teren
06:54 h 20.14 km/h:
Maks. pr.:38.00 km/h
Temperatura:25.0
Podjazdy: m

ŚLUZY NOGATU-SURVIVAL ŻUŁAWSKI :-)

Niedziela, 6 czerwca 2010 · | Komentarze 6

Prawdziwie wakacyjna pogoda zebrała na Placu Słowiańskim liczną grupę 19 osób. W tym gronie miło było nam powitać bikerkę Karolinę, dla której był to debiut jazdy z naszą grupą.
NA STARCIE © MARECKY


Pełna FOTORELACJA z opisem. A tutaj dużo fotek JURKA MOCKA :-).

TRASA: ELBLĄG-Władysławowo-Helenowo-Kazimierzowo-Jazowa-Wierciny-śluza Michałowo-Półmieście-Szawałd-Kamienice-śluza Rakowiec-Malbork-śluza Szonowo-Kraśniewo-Pogorzała Wieś-Piekło-śluza Biała Góra-Sztum-Czernin-Mleczewo-Stary Targ-Tropy Sztumskie-Bukowo-Żuławska Sztumska-Stalewo-Zwierzno-Markusy-Jezioro-Karczowiska Górne-ELBLĄG

Nasza jazda do śluzy Michałowo miała spokojny i bardzo przewidywalny charakter.
ŚLUZA MICHAŁOWO © MARECKY

Ciekawie zaczęło się od momentu poruszania się po zarośniętym wale przeciwpowodziowym, kiedy trawa sięgała do kolan. Najlepsze było jednak dopiero przed nami-na wale pojawiły się krzaki i co pomniejsze drzewa, które zmusiły nas kilkukrotnie do zejścia z niego i poruszania się w zasiewach otaczających wał. Na szczęście było zrobione w nich ślady traktorem i jazda w tego typu koleinach była bardzo wygodna :-).
JAZDA W ZIELONYCH KOLEINACH © MARECKY

NA POLU © MARECKY

KONIEC POLA-Z POWROTEM NA WAŁ © MARECKY

Od miejscowości Półmieście do Malborka plan wycieczki przewidywał sprawdzenie dostępności rowerowej pieszego szlaku czerwonego (tzw. kopernikowskiego).
PÓŁMIEŚCIE-WAŁ NAD NOGATEM © MARECKY


Tutaj nastąpił prawdziwy pogrom naszych dętek spowodowany pojawieniem się ,,kszaczorów'' z ostrymi kolcami. Największego pecha miał Rafi, który przebił obie dętki i to prowadząc rower! W sumie cztery osoby miały co robić :-).
AKCJA: KLEJENIE DĘTEK © MARECKY


Sam szlak po wale okazał się nie tylko całkowicie nieprzejezdny, ale i jego przejście wymagałoby posiadania przez turystę przynajmniej dobrej maczety i kilku ładunków wybuchowych :-). Tak więc gdy ponownie pojawiły się kolczaste krzaki zarządziłem zejście ze szlaku.
TU POWIEDZIAŁEM - DOŚĆ! :-) © MARECKY


Przez morze pokrzyw i chwastów, a nawet mały strumyczek zeszliśmy na pole i ruszyliśmy w kierunku widocznego już elewatora zbożowego i zamku w Malborku. W końcu można było jechać :-).

Przez Szawałd i Kamienice dotarliśmy do śluzy Rakowiec, która jest już na terenie Malborka.
ŚLUZA RAKOWIEC © MARECKY

Tam ja wymieniłem sobie dętkę w której tkwił, a jakże, kawałek kolca :-). Zaraz za śluzą odwiedziliśmy stację benzynową, gdzie największym powodzeniem cieszył się kompresor ;-).

W Malborku zaprowiantowaliśmy się w ,,Biedronce'' na planowane ognisko i jadąc obok zamku krzyżackiego zjechaliśmy nad Nogat.
MALBORSCY KRZYŻACY © MARECKY

Tutaj szlak czerwony ma całkiem odmienną formę niż przed miastem i można spokojnie po nim jeździć, biegać i nawet skakać :-).
SZLAK CZERWONY MIĘDZY MALBORKIEM A SZONOWEM © MARECKY


Kilka kilometrów dalej dotarliśmy do śluzy Szonowo, na której teren dostaliśmy się przez betonowy mur. Brama była tradycyjnie zamknięta :-(.
RADEK NAD MUREM - CÓŻ ZA STYL :-) © MARECKY

ŚLUZA SZONOWO-ELEMENTY ELEKTROWNI WODNEJ © MARECKY


Za śluzą zaczęliśmy rozglądać się za dogodnym miejscem na popas i takowe znaleźliśmy tuż przed Pogorzałą Wsią. Oczko wodne, kilka wiat, drewno, śmietniki, a nawet sławojka. Po prostu ,,full wypas'' :-).
NA OGNISKU © MARECKY

Ognisko trwało dłuższą chwilę, a potem sympatycznym skrótem dotarliśmy do bram Piekła w okolicach Wisły. Rzuciliśmy okiem na rozlewisko królowej naszych rzek i raźno popedałowaliśmy w kierunku ostatniej na szlaku śluzy w Białej Górze.
Tutaj jest rozdział Wisły na Nogat - będący kiedyś głównym ramieniem królowej polskich rzek - i ujście rzeki Liwy do Nogatu, a całość konstrukcji śluzy i dalej patrząc Żuław, jest chroniona przed wielką wodą wrotami przeciwpowodziowymi.
ŚLUZA BIAŁA GÓRA I WROTA PRZECIWPOWODZIOWE © MARECKY


Od Białej Góry pozostało nam 60 km do domu, które przebiegły w spokojnej atmosferze, nie licząc rozerwania zasadniczego peletonu przez 5 ścigantów, dla których nasz tempo było zbyt leniwe :-).
JEZIORO-ZABYTKOWY MOST ZWODZONY NA RZECE TYNIE © MARECKY


Dla bardziej zainteresowanych tematem śluz i lokalnej hydrotechniki polecam ten LINK.

RELACJA


Doskonała rowerowa pogoda zgromadziła na Placu Słowiańskim 19 bicykli wraz z ich właścicielami i jedną właścicielką. Miło nam było powitać w gronie uczestników elblążankę Karolinę alias Owieczka :-).

Tradycyjna pamiątkowa fotka startowa i już mogliśmy ruszać w trasę. Plan wycieczki obejmował odwiedzenie czterech śluz na rzece Nogat i analizę czerwonego szlaku pieszego na odcinku Półmieście-Malbork.

Ulicami Warszawską i Żuławską wyjechaliśmy z Elbląga i przez Władysławowo i Helenowo dojechaliśmy do DK 7. Tam poruszaliśmy się drogą rowerową aż do mostu na Nogacie w Jazowej.

Tutaj nastąpił ostry skręt w lewo i grupa ruszyła w kierunku południowym, mając po lewej stronie rzekę. W międzyczasie grupa nieco się rozproszyła, gdyż mieliśmy w naszym gronie młodych sportowców, którzy nadawali szybkie tempo.

Od Wiercin asfalt uległ zanikowi i poruszaliśmy się drogą gruntową. Wkrótce dojechaliśmy w okolice pierwszej śluzy w Michałowie, gdzie sprawdziliśmy postępy w budowie elektrowni wodnej (potrwa jeszcze 1 rok), obejrzeliśmy samą śluzę i porozmawialiśmy z sympatyczną panią z obsługi śluzy. Przybiegła ona po zauważeniu sporej grupy przy śluzie, ale my ze śluzowania nie zamierzaliśmy korzystać :-).

Za Michałowem w dalszym ciągu poruszaliśmy się wałem nogatowym, ale szeroką drogę zastąpił singieltrack w trawie po kolana. Jazda w dalszym ciągu była możliwa, Tak sobie jadąc, dotarliśmy do miejsca, gdy w wale pojawiła się kilkunastometrowa wyrwa i wtedy zeszliśmy z niego, aby u jego podnóża jechać po utwardzonym polu, jeszcze bez zasiewów. Brązowe pole się zakończyło i przejechaliśmy przez kolejną wyrwę w wale na inne pole, już obsiane .

Zielone liście uprawy, co do której nie było zgody co to jest (pszenica, pszenżyto, kiszonka, kukurydza itp.), przyjemnie chłodziły nasze stopy i kostki, bo były jeszcze wilgotne. Jeżeli dodamy do tego szerokie koleiny traktorowe, to jazda była bardzo sprawna i lepsza niż po niejednym asfalcie.

Wiele hektarów przejechaliśmy w ten sposób, ale i ta zielenina się skończyła, a przez nami wyrosły krzaki i drzewka. Byliśmy już w okolicy wsi Letniki widocznej po drugiej stronie Nogatu, z górującymi nad wsią zabudowaniami ujęcia wody dla Centralnego Wodociągu Żuławskiego. Wdrapaliśmy się z powrotem na wał, ale w tym miejscu jazda po nim była praktycznie niemożliwa z uwagi na liczne doły niewiadomego pochodzenia oraz krzaki. Był to pierwszy odcinek pokonany z buta i trwał około 1 km, do wojskowej wieży obserwacyjnej lotniska w Królewie Malborskim.

Osoby, które nie były na niej podczas poprzednich wycieczek, wdrapały się na jej szczyt, a reszta w tym czasie udała się pod wiatę w Półmieściu i odpoczywała po trudach pchania rowerów i walki z wszechobecnymi, upierdliwymi muchami.

Po dotarciu reszty ekipy, trzy osoby postanowiły zawrócić do Elbląga, gnane niecierpiącymi zwłoki obowiązkami (a może wyczuły, co będzie się działo za chwilę ;-), a reszta ekipy ruszyła sprawdzić przejezdność czerwonego szlaku (kopernikowskiego) na odcinku Półmieście-Malbork.

Kilkaset metrów pokonanych u podnóża wału dawało nadzieję, że może nie będzie tak źle :-). Po chwili jednak szlak zaczął wdrapywać się na wał, a ja zrobiłem szybki rekonesans przez krzaki i pokrzywy, aby stwierdzić, że po wale da się jechać. Moje zejście z wału było nieco trudniejsze, zmuszony byłem wrócić inną drogą, przez morze pokrzyw i krzaków z ostrymi kolcami. Jak to się mówi, co cię nie zabije, to cię wzmocni :-).

W tym czasie na wał weszła reszta ekipy i stwierdziła 4 (cztery!) przebite dętki. Po chwili Rafi raportował, że on ma przebite dwie opony, czyli liczba dziur wzrosła do 5 :-o. Do tego kataklizmu przyczyniły się krzaki z długimi kolcami. Wymiana albo klejenie tylu dętek trwało dobry czas, w tym czasie udałem się z małą grupą na dalszy rekonesans szlaku.

Jakiś czas dało się jechać, ale gdy na wale zaczęły wyrastać małe drzewa i ponownie pojawiły się kolczaste krzaki uznałem, że dalsza jazda szlakiem czerwonym będzie niezdrowa dla nas i naszych rowerów :-). Po lewej stronie wału był Nogat, oczka wodne i trzciny, a więc mój wzrok przykuł znajomy widok zielonego pola po prawej :-).

Należało tylko do niego się przedrzeć, co nie było sprawą prostą, gdyż na przeszkodzie stały rosłe pokrzywy, niskie drzewa, krzaki i wąski strumyk.
Udało się jednak wykarczować jakieś przejście i dotrzeć do upragnionej zieleniny. Reszta grupy widząc nasze manewry, zeszła z wału nieco wcześniej, bo znalazła lepszą drogę.

Dynamiczna jazda w zielonej uprawie szybko doprowadziła nas do Szawałdu, pojawił się wypasiony asfalt, który wywołał niedowierzanie na twarzach części uczestników. W Kamienicach skręciliśmy w lewo, w kierunku drugiej śluzy na szlaku o nazwie Rakowiec. Znajduje się ona już w Malborku.

Podczas gdy ekipa oglądała śluzę i pracującą elektrownię wodną, ja skupiłem się na wymianie przebitej dętki. Co ją przebiło? – oczywiście kolec. Zadziałał z opóźnionym zapłonem :-).

Potem udaliśmy się całą grupą na nieodległą stację benzynową i skupiliśmy się przy kompresorze. Nasze dętki łaknęły powietrza po kolczastym pogromie :-). Tutaj też pożegnaliśmy się z Markiem, który zawrócił do Elbląga. Zaraz potem zajrzeliśmy do lokalnej Biedronki, gdzie zaopatrzyliśmy się w produkty o charakterze piknikowo-ogniskowym :-).

Następnie pojechaliśmy w okolice zamku krzyżackiego, przejeżdżając po drodze przez strumień fontanny tryskającej w okolicach malborskiego Mc Donalds’a. Miłe wrażenie ;-). Jurek pokazał nam tablicę z poziomem wody powodziowej z 1888 r., a potem poprowadził nad Nogat, gdzie wzdłuż rzeki, mijając przystań jachtową, popedałowaliśmy w kierunku trzeciej śluzy, Szonowo.

Prowadzi do niej droga oznakowana znakami czerwonego szlaku, ale diametralnie inna od tej przed Malborkiem. Jest szuter, jest pole, są w końcu płyty jumbo. Pełna kultura :-).

Po dotarciu do śluzy okazało się, że brama jest zamknięta, klucza nikt nie ma i pozostaje tylko przejście górą – nad betonowym murem. Sympatyczny człowiek z obsługi orzekł, że nie będzie ingerował w to wtargnięcie. Grzecznie podziękowaliśmy i do roboty. Przerzucenie 15 rowerów, 1 rowerzystki i 14 rowerzystów poszło nad wyraz sprawnie i po chwili oglądaliśmy urządzenia elektrowni i śluzy.

Po wyjechaniu z terenu śluzy poruszaliśmy się po płytach typu jumbo, którymi dotarliśmy do wału. Przejechaliśmy przez niego i dotarliśmy do Kraśniewa prowadzeni przez dwie miejscowe dziewczynki na rowerach. Po drodze intensywnie wypatrywaliśmy dobrego miejsca na ognisko, ale chwilowo takiego nie było.

W Kraśniewie wjechaliśmy na asfalt i pojechaliśmy w kierunku Pogorzałej Wsi. Tuż przed nią po prawej stronie znajduje się eleganckie pole biwakowe, nad małym stawem, wyposażone w trzy wiaty, ławki, plac zabaw, palenisko, śmietniki, a nawet klasyczną sławojkę :-). W najbliższej okolicy jest też zagajnik, gdzie jest mnóstwo drzewa.

Sprawnie i szybko przygotowane ognisko ucieszyło wszystkich, kiełbaski były wyczekiwane, bo trudy wycieczki dawały się już we znaki :-). Wszystko co dobre wszak kiedyś się kończy, tak i popas dobiegł końca, ognisko zagaszono litrami wody z jeziorka i pojechaliśmy dalej.

W Pogorzałej Wsi był otwarty sklep, tak więc uzupełniono zapasy wody i zjedzono kilka lodów. Miejscowi poradzili nam, że nie musimy jechać dookoła asfaltem, tylko możemy dalej poruszać się wzdłuż Nogatu. Upewniłem się dwa razy, czy nie ma tam jakiś niespodzianek, bo pokrzyw i krzaczorów każdy już miał dość :-).

Droga doprowadziła nas do Cypla Mątowskiego, kilometr przed Wisłą wjechaliśmy na asfalt, który miał już nam towarzyszyć do Elbląga. Tymczasem przed nami było rozlewisko Wisły, Piekło i ostatnia na szlaku wycieczki śluza w Białej Górze.

Spojrzeliśmy na szeroko rozlaną Wisłę i przejechaliśmy przez Piekło z którego jakiś diabeł ukradł tablicę drogową z nazwą miejscowości. Kilka osób było z tego powodu zawiedzionych, bo liczyło na pamiątkową fotkę z pobytu w tym oryginalnym miejscu. Spokojnie, co się odwlecze… :-).

Śluza w Białej Górze, podmyty brzeg w jej okolicach, zamknięte wrota przeciwpowodziowe i mocno zanieczyszczony początek Nogatu pokazały nam moc wodnego żywiołu. Dokonaliśmy dokładnych oględzin i po wykonaniu wielu fotek ruszyliśmy do Sztumu.

Na sympatycznym leśnym asfalcie grupa sportowa zaczęła się mocno oddalać od zasadniczego peletonu i tak już było do końca wycieczki. Za Sztumem straciliśmy ich na dobre z oczu.

W Sztumie nastąpił krótki postój pod sklepem na uzupełnienie wody, potem równie krótka wizyta na stacji benzynowej i już jechaliśmy w kierunku Żuław. Przez Stary Targ, Tropy Sztumskie i Żuławkę Sztumską stopniowo traciliśmy wysokość, żeby w końcu znaleźć się na poziomie morza, a nawet nieco poniżej :-).

Ostatni postój urządziłem grupie na zabytkowym moście zwodzonym nad Tyną w Jeziorze. W Karczowiskach dołączył do nas Darecki, ciekaw naszych wrażeń z jazdy i pchania.

Po chwili wjechaliśmy do Elbląga, a przy stacji Neste nastąpiło pożegnanie i każdy udał się w sobie wiadomym kierunku.

Dziękuję wszystkim uczestnikom za okazany hart ducha podczas niełatwej wycieczki. Słowa uznania dla Karoliny, która przejechała cały dystans bez słowa narzekania (albo ja nie słyszałem ;-p). Poprawy nie obiecuję, ale kolejna wycieczka do Gdańska z pewnością będzie łatwiejsza :-).

Pozdrower!

Kategoria WYCIECZKI 50-150


Dane wyjazdu:
57.00 km 5.00 km teren
02:32 h 22.50 km/h:
Maks. pr.:41.00 km/h
Temperatura:17.0
Podjazdy: m
Rower:

PASŁĘK ZE STOPEM

Niedziela, 30 maja 2010 · | Komentarze 2

O poranku wyrwałem się na widok słońca z
aktywem GR STOP na krótką przejażdżkę do Pasłęka. Oni jechali tam, aby nie dać zarobić PKP i połączyć się z zasadniczą grupą, a ja pojechałem, aby zetrzeć sen z oczu :-).
PORANNI AKTYWIŚCI GR STOP © MARECKY

W Pasłęku nasze drogi się rozeszły i SZLAKIEM POCZTYLIONA wróciłem do Elbląga.

TRASA: ELBLĄG-Komorowo Żuławskie-Dłużyna-Węzina-Drużno-Jelonki-Krosno-Pasłęk-Marianka-Aniołowo-Weklice-Pilona-Przezmark-Gronowo Górne-ELBLĄG

Taka urokliwa droga na szlaku.
SZLAK POCZTYLIONA PRZED WEKLICAMI © MARECKY

Fajnie byłoby mieć taki domek :-).
PILONA-DOM PODCIENIOWY © MARECKY

I jeszcze widoczek z Wysoczyzny Elbląskiej.
PANORAMA PRZEZMARKA © MARECKY


Dane wyjazdu:
88.00 km 0.00 km teren
03:14 h 27.22 km/h:
Maks. pr.:44.00 km/h
Temperatura:20.0
Podjazdy: m
Rower:

POWÓDŹ NAD WISŁĄ

Czwartek, 27 maja 2010 · | Komentarze 4

Po trzech dniach nicnierobienia rowerowego dzisiaj miałem wychodne (wyjezdne :-). A że chłopaki zorganizowali spontana nad powodziową Wisłę, to się z chęcią dołączyłem.

TRASA: ELBLĄG-Nowakowo-Marzęcino-Tujsk-Szkarpawa-Żuławki-śluza Gdańska Głowa-Dworek-Nowy Dwór Gdański-Solnica-Jazowa-ELBLĄG

Cel wycieczki był mokry, to i pogoda dostosowała się do celu i momentami padało całkiem nieźle. Z braku czasu towarzyszyłem ekipie tylko do Wisły, a potem samotnie walczyłem z deszczem i tirami na DK 7. Niezapomniane wrażenie - woda leje się z dołu, z góry i z boku też. Jednak przy 20 stopniach niejakiego Celsjusza nie jest to takie złe. Zaoszczędziłem na prysznicu :-)).

Widok samej Wisły nieco mnie rozczarował, bo myślałem, że wody jest znacznie więcej - po koronę wału. Pewnie szczyt fali jest już w Bałtyku. Wrażenie jednak pozostawił bardzo szybki nurt rzeki, jej kolor i to, że jednak od wału do wału jest woda, a w przypadku Wisły w tych okolicach to oznacza około 1 km wody.

Kilka fotek poniżej, a pełne foto TUTAJ.

UJŚCIE SZKARPAWY DO WISŁY © MARECKY

WAŁ WIŚLANY © MARECKY

MOST OBROTOWY NAD ŚLUZĄ GDAŃSKA GŁOWA © MARECKY

WROTA PRZECIWPOWODZIOWE I ŚLUZA GDAŃSKA GŁOWA © MARECKY

RAFI, MAREK, KUDŁATY (MARIUSZ) I KRZYSIEK © MARECKY

MOST W KIEZMARKU W CIĄGU DK 7 © MARECKY

DO OBRONY WAŁU SPRZĘT JEST PRZYGOTOWANY © MARECKY
Kategoria WYCIECZKI 50-150


Dane wyjazdu:
101.00 km 25.00 km teren
05:48 h 17.41 km/h:
Maks. pr.:45.00 km/h
Temperatura:11.0
Podjazdy: m

CESARSKA MAJÓWKA W KADYNACH

Sobota, 15 maja 2010 · | Komentarze 7

Majowa wycieczka z najmłodszymi mieszkańcami Nowego Monasterzyska prowadziła do Kadyn. Cel wyprawy nie był przypadkowy, bo odbywała się tam
STARTUJEMY Z NOWEGO MONASTERZYSKA © MARECKY


Nie ociągając się zasiedliśmy na naszych dwukołowcach i ruszyliśmy w trasę. Przez Majewo i Milejewo dotarliśmy do Ogrodnik, a za nimi skierowaliśmy się do Pagórek. Tam, przy krzyżu, zrobiliśmy przerwę na małe co nieco i odpoczynek.
PAGÓRKI-POSTÓJ PRZY KRZYŻU © MARECKY

KANAPKI TO PODSTAWA :-) © MARECKY

Po przerwie ruszyliśmy do oglądania atrakcji znajdujących się w Pagórkach, a jest to oryginalny dom podcieniowy z podcieniami szczytowymi, wiatrak energetyczny i nieco za wsią kamień Wilhelma.
PAGÓRKI-DOM PODCIENIOWY © MARECKY

PAGÓRKI-WIATRAK Z ROTORAMI MAGNUSA © MARECKY

PAGÓRKI-KAMIEŃ WILHELMA II © MARECKY


Potem nastąpił zjazd przez Ostrobrzeg, połączony z przebiciem dętki w jednym z rowerów. Jak się potem okazało, nie była to pierwsza awaria tego dnia. W roli głównej wystąpiłem ja, przebijając dwa razy dętkę w tylnym kole. Chyba czas wymienić opony :-). Do tego doszło jeszcze jedno przebicie dętki i wykręcenie się osi suportu. Całkiem nieźle, jak na jeden dzień ;-).

Jak już do Kadyn dotarliśmy, to wkrótce rozpoczęła się główna część imprezy,czyli przejazd cesarza wraz z małżonką i całą świtą po wsi.
KADYNY-CESARSKA PARADA © MARECKY

CESARZ WILHELM II z MAŁŻONKĄ AUGUSTĄ WIKTORIĄ © MARECKY

KADYNY-CESARSKA PARADA © MARECKY

KADYNY-CESARSKA PARADA © MARECKY

KADYNY-CESARSKA PARADA © MARECKY

KADYNY-CESARSKA PARADA © MARECKY

KADYNY-CESARSKA PARADA I PODDANI JCM NA ROWERACH :-) © MARECKY

CESARZ ZE SWOJĄ ŚWITĄ © MARECKY


Po obejrzeniu wielokolorowej, bardzo oryginalnej parady nadszedł czas na spotkanie z lokalnymi specjałami przygotowanymi przez gospodynie z okolicznych miejscowości.
GARMAŻ Z NARUSY :-) © MARECKY

PIEROGI Z TOLKMICKA :-) © MARECKY

CIACHA Z NARUSY :-) © MARECKY


Potem nadszedł czas powrotu i wyboru trasy powrotnej. Ponieważ nie lubię powtarzać już przejechanej trasy, zaproponowałem jazdę ,,Czarną drogą'' do Pagórek.
Jadąc w pięknych okolicznościach przyrody, pośród śpiewających ptaków i szumiącego potoku Grabianka spokojnie pokonaliśmy 6 km podjazdu. Zajrzeliśmy na chwilę do rezerwatu ,,Buki Wysoczyzny Elbląskiej'', potem przebiłem dętkę, potem kto inny przebił dętkę. Sielanka, po prostu :-).
WJAZD DO REZERWATU © MARECKY

POTOK GRABIANKA WZDŁUŻ CZARNEJ DROGI © MARECKY

POTOK GRABIANKA WZDŁUŻ CZARNEJ DROGI © MARECKY

PRACE BUDOWLANE NA CZARNEJ DRODZE © MARECKY


Tutaj nieco mnie wyniosło na zakręcie i zahaczyłem o skarpę ;-)
ZARWANA SKARPA © MARECKY

GÓRNY WJAZD NA CZARNĄ DROGĘ © MARECKY

A tutaj Panie, które pomagały w utrzymaniu kontroli nad dzieciarnią :-).
PANI TERESA I EDYTA © MARECKY


Przed Pagórkami pchający rower chłopak poczekał na samochód, a my ruszyliśmy przez Ogrodniki do Milejewa.
W Ogrodnikach okazało się, że rower Pani Teresy ma samoczynnie wykręcony suport i korba trzyma się na słowo honoru :-). Także i ona wsiadła więc do samochodu serwisowego, a resztki grupy potoczyły się dalej.
W Milejewie poczułem znaną miękkość w tylnej oponie, także uznałem, że czas się pożegnać i po nabiciu kompresorem dętki do oporu z prędkością światła udałem się do Elbląga :-).
Dzieciaki pod wodzą Pani Edyty dotarły do Nowego Monasterzyska, a ja jakoś doturlałem się do domu.
A potem zasnąłem jak dziecko :-))).

Pełna fotorelacja z opisem jest tradycyjnie TUTAJ.
Kategoria WYCIECZKI 50-150


Dane wyjazdu:
148.00 km 15.00 km teren
06:31 h 22.71 km/h:
Maks. pr.:57.00 km/h
Temperatura:14.0
Podjazdy: m

DOLINA RZEKI WAŁSZY

Niedziela, 25 kwietnia 2010 · | Komentarze 4

Doskonała, ba, perfekcyjna pogoda, zebrała na Placu Dworcowym wspaniałą ekipę 14 bikerów, pragnących pokręcić nogami w kierunku rzeki Wałszy i Pieniężna.
STARTUJEMY © MARECKY

W Pasłęku dołączył do nas jeszcze rowerzysta Piotr, dla którego była to inauguracja tegorocznego sezonu.
PIOTR z PASŁĘKA © MARECKY


TRASA: ELBLĄG-Pomorska Wieś-Borzynowo-Marianka-Pasłęk-Godkowo-Spędy-Chwalęcin- Wojnity-Pieniężno-Pakosze-Długobór-Wilczęta-Młynary-Zastawno-Pomorska Wieś-ELBLĄG.

Znaczna część dystansu wiodła różnej jakości drogami asfaltowymi, ale jak pojawiał się teren, to od razu robiło się wesoło.
Typowa warmińska piaskownica skutecznie spowalniała rowery MTB, o trekingach Fisha i Radka na szosowych oponach już przez grzeczność nie wspominając :-).
DROGA WOJNITY-KAJNITY © MARECKY


W drodze do Pieniężna zatrzymaliśmy się na zwiedzanie Chwalęcina, wsi gdzie znajduje się kościół, zwany miniaturą sanktuarium w Świętej Lipce. Jest to jedno z ośmiu miejsc pielgrzymkowych na Warmii, słynące z tzw. ,,czarnego krucyfiksu’’. Dzieki uprzejmości syna sołtysa, który otworzył nam drzwi mogliśmy zajrzeć do wewnątrz.
CHWALĘCIN-CZARNY KRUCYFIKS © MARECKY

CHWALĘCIN- WNĘTRZE KOŚCIOŁA © MARECKY

CHWALĘCIN-OŁTARZ GŁÓWNY © MARECKY

Okazało się także, że wjazd do rezerwatu znajduje się w samym Pieniężnie i wszelkie, nie podjęte na szczęście, próby zdobywania rezerwatu z innej strony wymagałyby co najmniej kajaków, a nie rowerów :-).

W samym rezerwacie znaleźliśmy eleganckie miejsce biwakowo-grilowo-ogniskowe z którego skwapliwie skorzystaliśmy piekąc kiełbaski, chleb i kto tam co miał.
REZERWAT ,,DOLINA RZEKI WAŁSZY''-MIEJSCE BIWAKOWE © MARECKY

PIECZEMY KIEŁBASKI :-) © MARECKY

Poddaliśmy też analizie zewnętrznej klasztor ojców Werbistów.
PIENIĘŻNO-KLASZTOR WERBISTÓW © MARECKY

PIENIĘŻNO-KLASZTOR WERBISTÓW © MARECKY

PIENIĘŻNO-KLASZTOR WERBISTÓW © MARECKY

TABLICA INFORMACYJNA © MARECKY

Potem pozostało już tylko ustawić się zgodnie z bardzo prawidłowo wiejącym wiatrem i jechać do Elbląga, po drodze zaliczając ,,kultowy'' dla niektórych bikerów odcinek drogi brukowej w Długoborze ;-).
BRUK w DŁUGOBORZE :-) © MARECKY


Pożegnaliśmy się tuż przed zjazdem koło Dębicy, a potem to się działo... :-).Tam jest za dobry asfalt ;-).

Pełna fotorelacja z opisem jest TUTAJ.

RELACJA


Przy bardzo dobrze działającym tego dnia zegarze słonecznym na Placu Dworcowym zebrała się silna grupa 14 bikerów, którzy zapragnęli zrobić pętlę do Pieniężna i z powrotem. Celem wycieczki był krajobrazowy rezerwat przyrody o nazwie ,,Dolina rzeki Wałszy’’. W grupie pojawiło się kilka nowych twarzy, co mnie szczególnie cieszy. Liczę Panowie, na waszą obecność w przyszłości :-).

Ulice Grottgera i Łęczycka wyprowadziły nas z miasta, podjazd na Dębicę pozwolił na rozgrzanie się i na górze wszystko już było OK ;-).

Nasza droga wiodła przez Pomorską Wieś, Zalesie i Borzynowo, za którym ładnym zjazdem dojechaliśmy do Marianki. Koła naszych rowerów toczyły się wolno, czas i kilometry upływały na spokojnych rozmowach każdego z każdym i delektowaniu się cudowną pogodą, rzadko spotykaną w kwietniu, bo na niebie nie było kompletnie żadnej chmury.

Do Pasłęka nie wjeżdżaliśmy, tylko od razu skierowaliśmy się na drogę w kierunku Ornety. Tutaj na krzyżówce dróg 505 i 513 czekał na nas mój znajomy, Piotr z Pasłęka, który swoją obecnością zrobił wszystkim dużą niespodziankę. Jak się okazało, był to dla niego tegoroczny debiut w siodle.

Cała grupa potoczyła się dobrze znaną z marcowego wyjazdu do Jonkowa drogą w kierunku Godkowa, gdzie zatrzymaliśmy się na mały popas przy sklepie. Przypomnieliśmy sobie wtedy, jaka tu była pogoda podczas marcowej wycieczki :-). W czasie postoju dojechał do nas też Piotr, dla którego jechaliśmy jednak nieco za szybko.

Za Godkowem skręciliśmy w lewo, na Dobry i jadąc dobrej jakości szutrówką dotarliśmy do tej miejscowości, gdzie stoi okazały kościół gotycki. Został on objęty krótką sesją fotograficzną i już jechaliśmy dalej w kierunku Chwalęcina, wsi gdzie znajduje się kościół, zwany miniaturą sanktuarium w Świętej Lipce.

Jest to jedno z ośmiu miejsc pielgrzymkowych na Warmii, słynące z tzw. ,,czarnego krucyfiksu’’. Brama do kościoła była zamknięta, dysponowałem jednak informacją, że w domu sołtysa można poprosić o klucz. Sołtysa akurat nie było, ale dzięki uprzejmości jego syna, który otworzył nam drzwi mogliśmy zajrzeć do wewnątrz.

Wnętrze kościoła robi bardzo piękne wrażenie, jest co podziwiać. W nieco gorszym stanie pozostaje otoczenie kościoła, ale bez wątpienia odwiedziny tego miejsca to pozycja obowiązkowa podczas warmińskich wojaży. Tego samego zdania była też dwójka bikerów z Olsztyna (ojciec i syn), która pojawiła się tam chwilę za nami.

Zwiedzanie Chwalęcina pochłonęło nam dobre 30 minut i wkrótce ruszyliśmy dalej. Przez Augustyny i Bornity zbliżyliśmy się do Wałszy, jednak jeszcze jej nie widzieliśmy. W Glebiskach zorientowałem się, że przejechaliśmy właściwą drogę i pozostało mi dzwonić do oddalonej czołówki, aby szybko zawracali. Nadrobili kilka kilometrów, ale trasa była znacznie ciekawsza. Pojawiła się Wałsza, droga zamieniła się w piaskownicę, do tego było cały czas pod górę. Znacznie ciekawiej niż na nudnym asfalcie :-).
Miejscowi uświadomili nam, że od południa nie ma szans jechać wzdłuż Wałszy, bo płynie ona w lesie bez żadnych bocznych dróg czy ścieżek. Pozostało nam wjechać do rezerwatu, tak jak wszyscy normalni, czyli w Pieniężnie :-).

Zanim to jednak nastąpiło, była krótka droga przez mękę, czyli wspomniana piaskownica na odcinku Wojnity-Kajnity. W Kajnitach skręciliśmy w prawo i ostatnie 2 km do Pieniężna to już asfalt. Przejechaliśmy obok seminarium misyjnego księży Werbistów, zostawiając je sobie na deser, a w mieście nasze kierownice skierowaliśmy w kierunku najbliższego sklepu. Po zrobieniu zakupów, ze szczególnym uwzględnieniem kiełbas i bułek, tak wyposażeni wjechaliśmy do rezerwatu.

Wjazd do niego jest oznakowany i znajduje się pod mostem kolejowym, podobno najwyższym czynnym mostem kolejowym w Polsce. Zaraz potem zaczęła się ścieżka dydaktyczna, która zaprowadziła nas do sympatycznego miejsca biwakowego wyposażonego w ławki, wiaty i palenisko. Ścieżka jest poprowadzona wzdłuż rzeki Wałszy i pozwala na jej bezpośrednią obserwację. Rezerwat w kwietniu prezentuje się bardzo pięknie, kwitną zawilce i inne kwiatki, robi się zielono, a woda w rzece wesoło szumi. W tych pięknych okolicznościach przyrody zrobiliśmy ognisko (nie bez trudu, bo nikt nie wziął zapałek ani zapalniczek) i kontemplowaliśmy otoczenie.

Gdy już grupa miała dość siedzenia, jedzenia i picia zarządziłem powrót. Zapowiadał się on z wiatrem, co szczególnie cieszyło Marka, który musiał zdążyć do pracy. Dokończyliśmy przejazd ścieżką dydaktyczną i wyjechaliśmy w okolicach seminarium. Obejrzeliśmy je z zewnątrz, (wewnątrz, nawet jakbyśmy chcieli, to nie było to możliwe) i pojechaliśmy w dalszą drogę.
Pożegnaliśmy też Piotra z Pasłęka, który kontynuował jazdę swoim tempem.

Przez Kajnity i Pakosze dotarliśmy do Długoboru, miejscowości z ponad kilometrowym zjazdem (lub podjazdem) wyłożonym kostką brukową. Niezły masaż nadgarstków, niezależnie od typu roweru :-).
Ostatni postój przed sklepem nastąpił w Wilczętach, gdzie też grupa po raz ostatni połączyła się w całość. Potem sprzyjający wiatr spowodował rozbicie tego małego peletonu na grupki i dopiero przed zjazdem koło cmentarza Dębica wszyscy spotkaliśmy się, aby się pożegnać.
Nieco wcześniej, w okolicach Pomorskiej Wsi, mieliśmy wątpliwą atrakcję w postaci obserwacji wielkiej chmury dymu nad Jeziorem Drużno. Jak się potem dowiedziałem, płonęły trzcinowiska podpalone przez jakiegoś @&^&^$@&!

Mimo tego niemiłego zgrzytu, to była bardzo udana i sympatyczna wycieczka, zakończona dystansem 148 km pokonanym w czasie 6 godzin 31 minut, ze średnią 22,71km/h. Dziękuję wszystkim za wspólne pedałowanie.
Kategoria WYCIECZKI 50-150


Dane wyjazdu:
64.00 km 0.00 km teren
02:36 h 24.62 km/h:
Maks. pr.:45.00 km/h
Temperatura:6.0
Podjazdy: m

JEZIORO DRUZNO - SZLAK NIEBIESKI

Sobota, 17 kwietnia 2010 · | Komentarze 5

Dzięki uprzejmości Pani Stanisławy Pańczuk PREZES STOWARZYSZENIA, otrzymałem mapkę, nie wyznaczonego jeszcze w terenie, szlaku niebieskiego wiodącego wokół Jeziora Druzno. Bez zbędnej zwłoki zabrałem się więc z moim ulubiony dwukołowcem na jego objazd :-).

Trasa szlaku: Komorowo Żuławskie - Węzina - Dłużyna - Klepa – Stankowo - Nowe Dolno-Dzierzgonka - Krzewsk - Jurandowo -Węgle-Żukowo - Tropy Elbląskie - Raczki Elbląskie.

Do Komorowa dojechałem przez Gronowo Górne DK 7(pusta była!), a wjazd do Elbląga to ulica Warszawska.

Długość szlaku to 50 km, w przeważającej większości płyt jumbo i drogowych.
Jumby występują głównie na wschodnim brzegu jeziora, brzeg zachodni jest zdominowany przez płyty drogowe. Na szlaku pojawia się też bruk i odcinek drogi gruntowej. Poza tym jest kilka kilometrów asfaltu.

Jazda rowerem MTB po jumbach jest wygodna i możliwa nawet z dużą prędkością, ale na płytach drogowych, z uwagi na ich nierówne ułożenie, doceniłem działający amortyzator, dobre gripy i żelowe rękawiczki :-).
Rower trekingowy poradzi sobie także, jednak trzeba będzie poruszać się wolniej. Działający amortyzator oczywiście wysoce pożądany ;-).

Szlak jest poprowadzony wzdłuż wału przeciwpowodziowego, co ma tą zaletę, że rowerzysta może się schować przed wiatrem, ale za to trzeba nieco wspinać się, aby obserwować taflę wody. Przyda się wtedy lornetka i dobry aparat.

Podczas jazdy spotkamy zaledwie kilka gospodarstw, gdzie nie ma groźnych czworonogów, a co najwyżej niewielkie kundelki. Znacznie więcej jest za to wędkarzy i wszelakiego ptactwa. Wszak Druzno to rezerwat lęgowy ptactwa wodnego i błotnego, głównie kaczek, perkozów, łabędzi, mew i rybitw, i w sezonie panuje tutaj niezła kakofonia. Nawet dzisiaj trudno było mówić o absolutnej ciszy, nie jest to trasa dla jej poszukiwaczy ;-).
Interesujące są liczne budynki stacji pomp, bez których mielibyśmy tutaj Zatokę Gdańską. Niektóre z nich są ładnie odnowione i cieszą oko.

Nie wiem tylko, dlaczego szlak (w tej wersji) omija wieżę widokową w Żółwińcu, która jest zdecydowanie najlepszym miejscem do obserwacji jeziora?

Reasumując, wypada tylko poczekać na wyznaczenie szlaku w terenie, bo jest to bardzo dobra propozycja na 1-dniową, spokojną wycieczkę, połączoną z kontaktem z bardzo żywą naturą. NATURĄ 2000:-).

Kilka fotek:
TABLICZKA INFORMACYJNA © MARECKY

KANAŁ ELBLĄSKI © MARECKY

CO JEST ZA TYM ZAKRĘTEM? © MARECKY

RZEKA MARWICKA MŁYNÓWKA © MARECKY

W OKOLICACH STANKOWA © MARECKY

NOWE DOLNO-STACJA POMP © MARECKY

DZIERZGONKA-ZALANA ŁĄKA © MARECKY

DZIERZGONKA-DOM NA WYSPIE © MARECKY

NA SZLAKU © MARECKY

JAKIŚ DZIWNY GOŚĆ WYSZEDŁ z TRZCIN ;-) © MARECKY

TABLICA INFORMACYJNA © MARECKY


Pełna fotorelacja z opisem jest TUTAJ, a szczegółowy opis techniczny szlaku jest NA TEJ STRONIE.

Dane wyjazdu:
72.00 km 40.00 km teren
03:26 h 20.97 km/h:
Maks. pr.:53.00 km/h
Temperatura:12.0
Podjazdy: m

TERENOWA WYSOCZYZNA

Czwartek, 15 kwietnia 2010 · | Komentarze 2

Grzechem byłoby nie wykorzystać bezchmurnego nieba do końca :-).

TRASA: ELBLĄG-Bażantarnia-Dąbrowa-Jelenia Dolina-Ogrodniki-Zajączkowo-Karszewo-Stare Monasterzysko-Nowe Monasterzysko-Zastawno-Kwietnik-Kamiennik Wielki-Wilkowo-Sierpin-Gronowo Górne-ELBLĄG

Nie obyło się bez terenowych odcinków pchanych, a droga między Karszewem i SM po prostu rozpłynęła się w lesie :-). Na szczęście obok było pole ;-).
POLE PRZED STARYM MONASTERZYSKIEM © MARECKY

Zajrzałem w miejsca, gdzie jeszcze nigdy nie byłem, dlatego wypad uważam za bardzo udany. No i mojemu ,,Kubie'' stuknęło 9000 zrobionych za mną km :-).
W KARSZEWIE © MARECKY

BRĄZOWE KROWY © MARECKY

ZASTAWNO-NOWA STADNINA KONI © MARECKY

PRZEZMARK-KOŚCIÓŁ pw.PODWYŻSZENIA KRZYŻA ŚWIĘTEGO z 1345 r. © MARECKY


Pełna fotorelacja z opisem jest TUTAJ.
Kategoria WYCIECZKI 50-150