INFO

avatar Ten blog rowerowy prowadzi MARECKY z miasta Elbląg. Mam przejechane od 1995r. 318.150 kilometrów, czyli zaraz po raz ósmy okrążę równik :-). Pomykam po drogach i dróżkach z prędkością 20.86 km/h i tak jest OK.
Więcej o mnie.

MOJA STRONA INTERNETOWA

marecki.home.pl

KATALOG ŻUŁAWSKICH DOMÓW PODCIENIOWYCH

DOMY PODCIENIOWE Z XVIII/XIX w.

MOJE GALERIE

FOTOSIK (do 30.04.2023)



baton rowerowy bikestats.pl 2025 button stats bikestats.pl 2024 button stats bikestats.pl 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl 2011 button stats bikestats.pl 2010 button stats bikestats.pl 2009 button stats bikestats.pl 2008 button stats bikestats.pl

ARCHIWUM BLOGA

Wpisy archiwalne w kategorii

TR

Dystans całkowity:9215.00 km (w terenie 144.00 km; 1.56%)
Czas w ruchu:404:41
Średnia prędkość:22.56 km/h
Maksymalna prędkość:64.00 km/h
Suma podjazdów:53224 m
Suma kalorii:241735 kcal
Liczba aktywności:63
Średnio na aktywność:146.27 km i 6h 38m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
201.00 km 0.00 km teren
09:06 h 22.09 km/h:
Maks. pr.:40.00 km/h
Temperatura:-5.0
Podjazdy:1147 m

KWIDZYN

Niedziela, 9 lutego 2025 · | Komentarze 2

Trasa: ELBLĄG-Żurawiec-Zwierzno-Żuławska Sztumska-Kalwa-Sztum-Brachlewo-Kwidzyn-Sadlinki-Gardeja-Trumieje-Prabuty-Mikołajki Pomorskie-Górki-Tropy Sztumskie-Żuławka Sztumska-Zwierzno-Jezioro-Karczowiska Górne-ELBLĄG

MAPA

GALERIA (z opisem)



Motto: ,,Nie wolno zostawiać mnie samego" :-))

Suche asfalty to dla roweru szosowego sama przyjemność. Dla rowerzysty także, toteż nie miałem dylematu czy samotnie ruszać o 22:00 w trasę do Kwidzyna. Zresztą, po zjedzeniu miski makaronu i wypiciu kubka kawy i tak bym nie zasnął co najmniej do godziny 1. A wtedy już byłem prawie w Kwidzynie 😉 Ale po kolei.

Będąc sam sobie królem już w Żurawcu zmieniłem trasę, bo jechałem prosto pod wiatr, a tak to pojechałem z bocznym i to było lepsze.

Noc była piękna, bezchmurna, z milionami gwiazd i Księżycem prawie w pełni. Mróz nominalnie był na poziomie -2,-3 stopnie a odczuwalna temperatura podobno dochodziła do -6 stopni.
Pierwszy postój zrobiłem za Żuławką Sztumską, gdzie przyjrzałem się szybkości obrotów elektrowni wiatrowych – wiatr był raczej słaby – i napiłem się herbaty. Znalazł się też czas na fotkę ze stylowym przystankiem w tle.

Dalej jechałem bez modyfikacji trasy, czyli Sztum a potem odcinek DK 55 do Kwidzyna. Przed Sztumem zatrzymałem się na wiadukcie nad linią kolejową do Warszawy. Jak wiadomo, wycieczka bez pociągu się nie liczy 😉, no ale niestety, nawet towarowy mnie nie zaszczycił. Za to byłem obserwowany przez lokalną policję, a jak jeszcze minęła mnie karetka pogotowia, to poczułem się już w pełni zaopiekowany.

Krajówka za Sztumem zgodnie z przewidywaniami była zupełnie pusta, jechało się wybornie. W środku lasu przed Brachlewem zrobiłem znany eksperyment, wykonywany podczas pełni Księżyca, czyli wyłączyłem na chwilę przednie oświetlenie. Dobrze się domyślacie, że można było spokojnie jechać, bazując tylko na naszym naturalnym satelicie. No, ale to nielegalne 😉

Od Brachlewa jest wykonany wzdłuż drogi ciąg pieszo-rowerowy, z asfaltu ale i z polbruku, aż do samego Baldramu, czyli w zasadzie kończy się na rogatkach Kwidzyna. To dobra opcja podczas jazdy dziennej tą ruchliwą normalnie drogą.

W Kwidzynie zajrzałem w parę miejsc i w końcu zasiadłem na Orlenie, innym niż zwykle, w centrum miasta. Ku mojemu zaskoczeniu piec funkcjonował normalnie (zwykle na Orlenach w środku nocy piece są nieczynne z powodów serwisowych) tak więc zamiast hot-doga wjechał hamburger, a co 😊 Do tego doszła kawa i pół godziny szybko zleciało. Lokalną młodzież do kilku pytań pobudziła kurtka z maratonu Góry MRDP i mógłbym tam siedzieć dłużej, no ale trzeba było jechać.

Pierwotny plan przewidywał teraz jazdę do Prabut, klasycznie, 20 km. Siedząc nad kawą postanowiłem trochę wydłużyć jazdę, bo z nikim nie musiałem tego konsultować i nikogo nie zszokowałem. Solo ma swoje uroki 😊 I zrobiłem z tego 55 km, jadąc przez Sadlinki, Gardeję i stamtąd sprawdzając dawny wariant trasy Maratonu Elbląskiego do Trumiej. Pojawił się tam nowy asfalt i chyba z tego skorzystamy.

W Trumiejach zmienił się kierunek jazdy, zmieniłem też rękawiczki, bo palczaste przestały wystarczać i wjechały ,,homary” Chiba Alaska. Jazda z wiatrem nabrała dynamiki i Prabuty pojawiły się szybko. Zajechałem na Orlen wlać herbatę do termosu, bo wschód Słońca zapowiadał się bardzo zimny, a i droga do Elbląga nie prowadziła cały czas z wiatrem.

W Prabutach podarowałem sobie dalszą jazdę zgodnie z pierwotnym planem na Kamieniec, Przezmark i Rychliki, bo i tak już wychodziło, że 200 km pęknie. Z pierwotnych 168 km …
Także od Prabut ruszyłem na Sztum, ale już tam nie wjeżdżałem, tylko przez Stary Targ i Tropy Sztumskie dotarłem do Żuławki Sztumskiej.

Lodowato było na zjazdach strasznie, zmęczenie też dawało się we znaki, bo wypiłem prawie całą herbatę i wszystkie słodycze które miałem. Jeden burger i miska makaronu wcześniej okazało się za mało, jak na tak energetycznie eksploatującą wycieczkę.

Wigor odzyskałem na Żuławach Wiślanych i zajrzałem jeszcze na świeżo wyremontowany most zwodzony nas Tinie w Jeziorze. W pełnym Słońcu jeszcze go nie fotografowałem a efekty zobaczycie w galerii. Nazywam go żartobliwie ,,most Shimano” bo po odświeżeniu jego kolorystyka przypomina mi barwy tej firmy.

Stąd już moment dzielił mnie od Elbląga w którym pojawiłem się chwilę po godzinie 9. Na zasłużony odpoczynek udałem się do wanny, bo po co rozdzielać dwie czynności, jak można je zrobić razem 😉




Kategoria TR, WYCIECZKI >150


Dane wyjazdu:
259.00 km 2.00 km teren
11:16 h 22.99 km/h:
Maks. pr.:46.00 km/h
Temperatura:-1.0
Podjazdy:1128 m

KOCIEWIE/JEZIORO KORSUŃ

Niedziela, 2 lutego 2025 · | Komentarze 0

Trasa: ELBLĄG-Stare Pole-Malbork-Czarlin-Starogard Gdański-Skarszewy-Trąbki Wielkie-Straszyn-Gdańsk-Kiezmark-Nowy Dwór Gdański-Solnica-Kazimierzowo-Jegłownik-Brudzędy-Święty Gaj-Kwietniewo-Kiersyty (Jezioro Korsuń)-Kwietniewo-Święty Gaj-Nowe Dolno-Krzewsk-Raczki Elbląskie-ELBLĄG

MAPA

GALERIA ( z opisem)



Kolejna wycieczka o charakterze treningowym z cyklu ,, Po co spać, jak można jechać” prowadziła na Kociewie i do Gdańska.

Startująca o 22 rowerowa trójka (coraz nas mniej, nie bać się ;-) szybko i sprawnie dotarła, jadąc bez większej finezji po prostu pustą i fajną rowerową o tej porze DK 22 przez Malbork i Czarlin do Starogardu Gdańskiego.

Tutaj ogrzaliśmy się na tamtejszym Orlenie, bo nocka nie należała do ciepłych – przez wiatr temperatura odczuwalna była sporo niższa od nominalnej.

Po drodze wystraszył nas widok pługopiaskarki przed Malborkiem, która prewencyjnie sypała mieszankę na suchy asfalt. Na szczęście gołoledź nigdzie się nie pojawiła, asfalt był suchy i prognozy pogody się sprawdziły.

W Skarszewach pokazałem towarzystwu tamtejszy zamek joannitów a potem kręciliśmy sobie kilometry jadąc DW 222 przez Trąbki Wielkie i Straszyn. Ta droga też była pusta, chociaż za dnia to nie warto się na nią zapuszczać samodzielnie, bo ruch jest ogromny.

W Gdańsku zajrzeliśmy w okolice ,,hitu remontowego”, czyli zamkniętego dla wszystkich Mostu Siennickiego. Piesi i rowerzyści muszą obecnie korzystać z bezpłatnej przeprawy statkiem przez Martwą Wisłę, ale podobno ma powstać dedykowana kładka pieszo-rowerowa i wtedy wszystko dla nas będzie po staremu.

W Przejazdowie zatrzymaliśmy się na Orlenie i chwilę odpoczęliśmy a potem z jaśniejącym coraz bardziej niebem zaczęliśmy przemierzać Żuławy Wiślane. Hitem tych płaskich kilometrów było spotkanie łosia (klempa) w Kazimierzowie, elegancko bliskie, ale bezpieczne (vide galeria).

A potem nadszedł czas na pożegnanie Marcina, który miał w planie udział w niedzielnych Elbląskich Ustawkach Szosowych, zaś ja z Patrycją ruszyliśmy w kierunku Kiersyt nad Jeziorem Korsuń. Znowu pod wiatr …

Niebawem zaczynała się tam impreza o nazwie ,, Charytatywny VI Zlot Morsów Dzierzgoń Team nad J. Korsuń dla Hospicjum Pomorze Dzieciom‘’ zorganizowana przez zaprzyjaźnione Stowarzyszenie Dzierzgoń Team, której – bez mokrego morsowania rzecz jasna – miałem zamiar się przyjrzeć, wesprzeć i spotkać ze znajomymi.

Lekko zasypiając dotarliśmy w końcu do celu, kawy poszły w ruch, żeby cokolwiek kontaktować i dobrą godzinę tam spędziliśmy. Piękna, słoneczna i rześka pogoda robiła dobrą robotę, chociaż do upału było daleko. Stosowny datek w ultranowoczesnej formie ,,blika na telefon” poszedł, otwierając bramy żywieniowego sezamu (ciacha, pieczona kiełbasa, grochówka).

Meldując się w Elblągu około godziny 13 zakończyliśmy to 15 godzinne morsowanie na sucho a ja z radością wpadłem spać do ciepłej wanny. Klasyka :-)))

Dzięki wszystkim za wspólne kręcenie.







Kategoria TR, WYCIECZKI >150


Dane wyjazdu:
78.00 km 2.00 km teren
03:04 h 25.43 km/h:
Maks. pr.:42.00 km/h
Temperatura:12.0
Podjazdy:316 m

PASŁĘK - LGD

Wtorek, 28 stycznia 2025 · | Komentarze 0

Trasa: ELBLĄG-Komorowo Żuławskie-Drużno-Krosno-Pasłęk-Krasin-Śliwica-Rychliki-Marwica-Stankowo-Markusy-Jezioro-Żurawiec-Raczki Elbląskie-ELBLĄG

MAPA

Odwiedziłem nową, pachnącą świeżością, czystością i błyskiem siedzibę Stowarzyszenia Łączy Nas Kanał Elbląski Lokalna Grupa Działania. Jestem jego członkiem, więc odwiedzić wypadało za dnia, a nie tylko w nocy ;-)

Porozmawialiśmy sobie o tym i o tamtym, zwiedziłem obiekt, który Wy będziecie mieli okazję obejrzeć już 23 lutego podczas lutowej odsłony MWR a potem wróciłem okrężną drogą przez Rychliki, sprawdzając czy nowy asfalt od Śliwicy sięga już wsi Barzyna. No, nie sięga i na razie nie ma się co rozpędzać ;-)

Za to rozpędziłem się na końcówce trasy i popychany pięknym zefirkiem wróciłem do Ebowa. To była fajna jazda bez ochraniaczy na butach, bez pancernych skarpet i na początku - w krótkich rękawiczkach!!! W styczniu :-)) 

























Dane wyjazdu:
214.00 km 0.00 km teren
10:07 h 21.15 km/h:
Maks. pr.:43.00 km/h
Temperatura:2.0
Podjazdy:1383 m

OLSZTYN

Niedziela, 19 stycznia 2025 · | Komentarze 2

Trasa: ELBLĄG-Pasłęk-Godkowo-Podągi-Miłakowo-Jonkowo-Olsztyn-Gietrzwałd-Podlejki-Łukta-Morąg-Sarna-Marzewo-Pasłęk-ELBLĄG

MAPA

GALERIA (z opisem)




Wszechobecne, ale rzadkie mgły, gigantyczna wilgotność, zima na poboczach, ciemna noc i stabilna temperatura +2 stopnie towarzyszyła rowerowej czwórce, która podjęła trud jazdy do Olsztyna przez pagórki Oberlandu i Warmii. 

Największe znaczenie w tej wyliczance pogodowej miała temperatura, bo jakby spadła poniżej zera to byśmy byli w czarnej .... rzeczywistości pójścia pieszo do najbliższej stacji kolejowej :-)) Lodowisko by było jak się patrzy.

Że jednak wróże pogodowi się nie pomylili, to i my całe kółeczko sprawnie pokonaliśmy z 40 minutowym postojem na Orlenie w Olsztynie i 10 minutowym na Orlenie w Morągu. Duże ilości śniegu na poboczach i w rowach wskazywały, że kilka dni temu była tam jeszcze całkiem niezła zima. 

Główną trudnością na trasie były warmińskie pagórki, które zwłaszcza z Sylwii wyssały siły i sprawiły, że dotarliśmy do Elbląga w dwóch grupach, Marcin z Tomkiem nieco wcześniej, ja nieco później ;-) A pewnym zaskoczeniem był fakt, że wyremontowana droga wojewódzka 527 Olsztyn - Morąg ma jeszcze nie zrobioną nawierzchnię na odcinku Florczaki-Bramka. 

Dziękuję Wam za wspólną jazdę pod znakiem ,,Po co spać, jak można jechać". Spanie jest przereklamowane ;-)




Kategoria TR, WYCIECZKI >150


Dane wyjazdu:
351.00 km 120.00 km teren
18:00 h 19.50 km/h:
Maks. pr.:39.00 km/h
Temperatura:-8.0
Podjazdy:1969 m

ŁÓDŹ

Niedziela, 5 stycznia 2025 · | Komentarze 5

Trasa: ELBLĄG-Rychliki-Susz-Iława-Brodnica-Sierpc-Płock-Kutno-ŁÓDŹ>>>ELBLĄG

MAPA

GALERIA (z opisem)






Wykorzystałem zimowe okienko pogodowe w styczniu (jak to zabawnie brzmi ,,okienko” w zimowym przecież miesiącu!) na zrobienie dłuższej trasy w Polskę. A że od pewnego czasu miałem na celowniku Łódź - ostatnie wielkie miasto w Polsce, po którym nie jeździłem rowerem – to i tam się udałem.

Jazda miała też cel treningowy, trening głowy przed MRDP. Jak wiecie z pkt.3 dekalogu ultra, treningi powinny być trudniejsze niż impreza :-))

Nocka zapowiadała się mroźna (było od -1 do -8), bez opadów, które pojawiły się odpowiednio wcześnie i już nie było ryzyka, że zakopię się z moimi kolcami. Do tego miała być bezchmurna i z astronomicznymi atrakcjami spod znaku Saturna i Księżyca. Innego rodzaju atrakcją miał być wiatr, zupełnie nie z tego kierunku co potrzeba ;-)

Z Elbląga wyruszyłem w sobotę o godzinie 15 i jeszcze przez chwilę podziwiałem zachód słońca, które ponownie ujrzałem około godziny 8 rano w niedzielę na wysokości Gostynina.

Bocznymi drogami, a nawet po płytach w Stankowie dostałem się do Rychlik, tam wskoczyłem na trasę Maratonu Elbląskiego i nią jechałem do Susza.

I przed Suszem, w Kamieńcu Suskim poczułem, że muszę zmienić rękawiczki, bo zwykłe palczaste Bontragery przestały już wystarczać. Zrobiłem więc postój w sklepie, ubrałem rękawice Chiba Alaska poparte jeszcze cienkimi za 8 zł z włóczki i teraz to mogłem jechać dalej.

Przed Iławą spotkałem się z jakimś dziwnie wielkim ruchem samochodów w obydwu kierunkach, co mi się nie spodobało i pijąc kawę na Orlenie postanowiłem bocznymi drogami dotrzeć do Nowego Miasta Lubawskiego (NML), na dawnej DK 15.

Ten odcinek był najbardziej oblodzony, dużo lasów robiło robotę, za to minęły mnie 3 samochody. Schwalbe Marathon Winter sprawowały się bez zarzutu, za to od Iławy jechałem z pękniętą szprychą. Pękła sobie na rondzie wjazdowym do Iławy od Siemian, ot tak bez przyczyny zewnętrznej, z jakże dobrze znanym mi dźwiękiem :-/

4 km dalej mijałem dworzec w Iławie, no i pojawiła się myśl … Ale że z pękniętymi szprychami to ja już mam bogate, nawet za bogate doświadczenia, to dopóki druga nie pęka, to i ja nie pękam. Pojechałem więc dalej, w końcu linii kolejowych było dookoła całkiem sporo ;-)

Minąłem NML, miąłem Kurzętnik i na główny postój grzewczo-kateringowy w nocy zatrzymałem się w Brodnicy. Marzyłem o zupie pomidorowej, ale Orlen miał tylko żurek. Bida żurek, bez ziemniaków, bez jajka, bez chrzanu, za to z ogromną ilością kiełbasy.

Wsparłem to bagietką, zalałem termosy herbatą, udzieliłem wywiadu lokalnej młodzieży jedzącej pizzę (wyglądała dobrze, jeszcze pizzy na Orlenie nie próbowałem) i po prawie godzinie ruszyłem na południe. Dochodziła północ.

Od wjazdu na DK 15 pod kołami nie miałem już ani grama śniegu, lodu, tylko asfalt, posypany asfalt. Zostałem z ciężkimi oponami, super oporami toczenia, wiatrem w twarz, pękniętą szprychą i pięknym odgłosem kolców na asfalcie. Zaczął się więc prawdziwy trening głowy i fizyczne próby utrzymania średniej na poziomie 20 km/h.

Dobre było to, że coś mnie tknęło w Elblągu napompować opony na maksa z tyłu (5 barów) i 4 bary z przodu. Normalnie to dużo za dużo, żeby wykorzystać cały potencjał i szerokość rozmieszczenia kolców, ale wyczułem, że totalnej ślizgawicy to mieć nie będę. No i to ciśnienie trochę mnie uratowało, bo boczne kolce dzięki temu nie miały kontaktu z podłożem.

Minąłem uśpiony Rypin, minąłem Sierpc, gdzie zatrzymałem się na pierogi, bo walka z wiatrem i rowerem wysysała siły szybko i sprawnie. Od Sierpca klimat jazdy tworzył płomień ,,świeczki” płockiego Orlenu wyglądający z daleka na tle dymiących kominów oraz naturalnej chmury jak Mordor albo inne piekło. A ja tam właśnie jechałem ;-)

Przez Płock przejechałem bez zatrzymywania się, poza krótkim postojem na moście aby uwiecznić panoramę wysokiego brzegu Wisły ze Starym Miastem i bulwarami.
Powoli robił się świt, ruch nieco się zagęścił, a ja zauważyłem że do odgłosów roweru doszedł suchy łańcuch – zapomniałem wziąć olej, a jedno smarowanie na starcie okazało się za mało. To był mój największy błąd tego wyjazdu, nie znoszę tego odgłosu a musiałem się w niego wsłuchiwać godzinami. Trening głowy ;-)

Sprawdziłem na Orlenie w Gostyninie czy nie mają czegoś stosownego, ale że nic nie było to łyknąłem tylko kawę i pojechałem dalej.
Rozpoczął się dzień i moim oczom ukazały się przeraźliwie długie i płaskie drogi środka Polski. Dosłownie środka, bo za Kutnem pojawiłem się w Piątku, geometrycznym środku Polski. Wcześniej było Kutno, w którym ponownie zajrzałem na legendarny dworzec PKP a wcześniej najechałem lokalnego McD na śniadanie.

Od Kutna poruszałem się w towarzystwie blachosmrodów w ilościach niespotykanych w okolicach Elbląga w niedzielny poranek. Cóż, bliskość dwóch autostrad i licznych krajówek generuje ruch. Lampka Bontragera robiła dobrą, mrugającą robotę, kłopotów nie miałem.

Człowiek ma zakodowane w głowie, że te okolice są płaskie, ale pod wiatr to podjazd wjazdowy do Zgierza wydał mi się wspinaczką. No, ale to już była końcówka trasy to i zmęczenie widziało w każdej zmarszczce górę :-)

Chwilę potem wjechałem do Łodzi, co uczciłem stosowną fotką, a nawet dwoma – vide galeria – i raźno ruszyłem w kierunku ulicy Piotrkowskiej, jednego z symboli miasta.
Czasu do odjazdu pociągu miałem z 2 godziny, więc należało się streszczać.

Starczyło na pobieżne obejrzenie tej oryginalnej oraz ciekawej ulicy do Stajni Jednorożców i z powrotem, zjedzenie ciepłych pączków i zakup magnesu na lodówkę, który mogłem mieć za darmo, jak miła pani usłyszała skąd i jak przyjechałem :-). Kupiłem ze sporą zniżką.

Potem przyszło zająć miejsce w fajnym pociągu, który sprawnie zawiózł mnie prosto do Malborka. Stąd pierwotnie chciałem wrócić rowerem, ale uszkodzona szprycha popsuła ten plan.

Do Łodzi jeszcze wrócę, już na normalnym rowerze, w zielonej porze roku, no i chyba nie samotnie ;-)









Kategoria WYCIECZKI >150, TR


Dane wyjazdu:
165.00 km 0.00 km teren
07:48 h 21.15 km/h:
Maks. pr.:43.00 km/h
Temperatura:4.0
Podjazdy:738 m

POMORSKIE ILUMINACJE

Niedziela, 29 grudnia 2024 · | Komentarze 4

Trasa: ELBLĄG-Kmiecin-Marynowy-Nowy Staw-Kiezmark-Cedry Wielkie-Pruszcz Gdański-Kolbudy-Żukowo-Chwaszczyno-Gdańsk Oliwa-Gdańsk Brzeźno-GDAŃSK>>>ELBLĄG

MAPA

GALERIA (z opisem)





Pięknie wyszła ostatnia w tym roku nocka na rowerze prowadzona pod tradycyjnym hasłem ,, Po co spać, jak można jechać" i .... podziwiać np. taki wschód słońca jak na zdjęciu powyżej. Bądźmy szczerzy - żadne, najwymyślniejsze nawet iluminacje nie mogą się równać z tą feerią kolorów i odcieni w wykonaniu natury :-)

Na trasie przez Żuławy Wiślane i Kaszuby korbami kręciło 6 osób. Z tego cztery pokonały całość trasy na rowerach, a Krysia i ja zgodnie z wcześniejszymi założeniami wróciliśmy sobie z Gdańska pociągiem, bo przecież wycieczka bez pociągu się nie liczy :-))

Podczas jazdy prowadzonej w warunkach dużej wilgoci na Żuławach i mniejszej na Kaszubach w stabilnej temperaturze +4/+3 stopni, z wiatrem i pod wiatr udało nam się zrealizować wszystkie zaplanowane miejscówki, co sprawiło, że galeria wygląda okazale.

Poza zjawiskowym wschodem słońca mi najbardziej spodobała się iluminacja Raduni w Pruszczu Gdańskim, iluminacje Parku Oliwskiego oraz żurawie portowe nieopodal mola w Gdańsku Brzeźnie. 

Dzięki ekipie za elegancką jazdę, szacun dla wszystkich co zrobili pełne okrążenie. 



Kategoria TR, WYCIECZKI >150


Dane wyjazdu:
168.00 km 0.00 km teren
06:49 h 24.65 km/h:
Maks. pr.:41.00 km/h
Temperatura:0.0
Podjazdy:749 m

GNIEW

Niedziela, 1 grudnia 2024 · | Komentarze 2

Trasa: ELBLĄG-Żurawiec-Zwierzno-Żuławka Sztumska-Tropy Sztumskie-Sztum-Ryjewo-Betlejem-Gniew-Subkowy-Czarlin-Malborok-Stare Pole-Gronowo Elbląskie-ELBLĄG

MAPA

GALERIA (z opisem + zdjęcia Marka z Braniewa)





W noc andrzejkową spełniają się różne wróżby w różnych miejscach. Na rowerze też, zwłaszcza jak jest to jazda pod hasłem ,,Po co spać, jak można jechać” ;-)

I tak wywróżyliśmy sobie, że po trzyosobowym starcie z Elbląga w Żurawcu dogoni nas Marek z Braniewa :-)) Potem wróżby mówiły, że nie będzie śniegu, lodu i mrozu – nie było, bo -0,3 stopnia Celsjusza się nie liczy ;-)

Potem wyszło, że w Betlejem przed Gniewem narodzimy się na nowo – no, powiedzmy że tak było :-)). Wyszła też wróżba, że Sylwia zdąży na godzinę 9:30 dotrzeć na zbiórkę do morsowania – zdążyła ;-)

Nie wyszło kilka innych rzeczy, ale teraz i tutaj o nich nie piszę – tylko wróżby, które się sprawdziły :-)) I to bez lania wosku!

Na trasie w kierunku mostu na Wiśle pod Kwidzynem walczyliśmy z przeciwnym wiatrem, ale nie tak silnym jak tydzień wcześniej do Iławy. No i przede wszystkim asfalt był perfekcyjnie suchy, co pozwalało na sprawną jazdę. Od Wisły wiatr zaczął sprzyjać, co w połączeniu z pięknym, pustym asfaltem DK91 było świetnym duetem.

W Gniewie nie udało nam się zając ogrzewanych miejsc na tamtejszych stacjach Orlen i MOL, a ta sztuka – chyba nieco przypadkowo – udała się na Circle K w Gręblinie. Wcześniej odwiedziliśmy Orlen w Sztumie, na chwilę.

Główny cel wyjazdu, poza morsowaniem na sucho i trenowaniem wytrzymałości na brak snu, zaczął się w Czarlinie, na skrzyżowaniu DK91 i DK22. Od tego miejsca widzieliśmy bowiem biegnącą po lewej stronie DK22 (patrząc w kierunku Malborka) nową drogę rowerową i drogę dla pieszych, czyli popularny ciąg pieszo-rowerowy (cpr), która powstała w wyniku remontu DK22 na odcinku Czarlin-Gnojewo.

Fajna, dwukierunkowa droga z asfaltu pozwala elegancko jechać wzdłuż DK22 (drogi za dnia bardzo ruchliwej i nieprzyjemnej do jazdy po niej rowerem), skręcić na Tczew (EV9), przekroczyć Wisłę i dotrzeć prawie aż do zjazdu na Szymankowo w Gnojewie. Brakuje może z 200-300 metrów. Pozwala to już planować wycieczki od tej strony.

Zła wiadomość zaś jest taka, że od Gnojewa do wsi Cisy nie ma żadnej infrastruktury pieszo-rowerowej wzdłuż DK22 i ta dziura liczy 5 km. To już za dużo, żeby za dnia tam się pchać. Jadąc od, czy też do Malborka trzeba nieco kombinować.

Nas to oczywiście nie dotyczyło, bo nad ranem w niedzielę, wszystko tam było pustą drogą rowerową, z czego ochoczo korzystaliśmy.

Przelecieliśmy Malbork wdychając zapach wysłodków z pracującej pełną parą (dosłownie) cukrowni i dalej pustą DK22 kontynuowaliśmy podróż w kierunku Elbląga.

Tutaj też powstaje jednostronna, dwukierunkowa droga rowerowa i zapewne droga dla pieszych i można nią obecnie dotrzeć do Królewa – dalej jeszcze trwa budowa wszystkiego, włącznie z jezdnią DK22.

W Starym Polu zjechaliśmy z krajówki omijając ,,wahadła” na DK22 i przez Fiszewo oraz Gronowo Elbląskie odstawiliśmy Sylwię pod dom. Ta dżentelmeńska postawa nie spotkała się ze stosowną nagrodą w postaci fejsbukowych pierogów, że nie wspomnę o sałatce jarzynowej. Nie dostaliśmy nic :-)))

Pozostało zrobić zdjęcia wschodu słońca i dotrzeć do miasta, co nastąpiło około godziny 7:20. I tak to nocka przeszła do historii.

Dzięki za wspólne kręcenie i pogaduchy. Szacun dla Marka z Braniewa za lekko ponad ćwierć tysiąca km zrobionych łącznie. 

Za 2 tygodnie spróbujemy 14/15 grudnia pojechać obejrzeć trochę świątecznych iluminacji w województwie pomorskim. Wcześniej zobaczymy co pogoda o tym sądzi ;-)



Kategoria TR, WYCIECZKI >150


Dane wyjazdu:
195.00 km 0.00 km teren
08:49 h 22.12 km/h:
Maks. pr.:40.00 km/h
Temperatura:0.0
Podjazdy:1150 m

IŁAWA

Niedziela, 24 listopada 2024 · | Komentarze 3

Trasa: ELBLĄG-Dzierzgoń-Susz-Iława-Samborowo-Miłomłyn-Małdyty-Pasłęk-ELBLĄG

MAPA

GALERIA (z opisem)




Końcówka listopada to czas, aby zapoczątkować nowy sezon nocnych treningów rowerowych, tak charakterystycznych dla ultramaratonów gdzie też jeździ się nocą. Sezon ultra 2025 za pasem, a imprezą roku wydaje się być dla większości elbląskiej sceny ultra maraton Grunwald-Troki-Grunwald 1000 km ;-)

Podczas pierwszej jazdy ruszyliśmy na Iławę, aby odwiedzić tamtejszy nowy McD, ale ostatecznie zjedliśmy śniadanie w pasłęckim McD, też nowym ;-) Oczywiście do Pasłęka dotarliśmy przez Iławę, bo dystans musi budzić szacunek :-)

Po drodze straszyły nas warunki pogodowe, chociaż  nie tak dramatyczne jak zapowiedzi z innych stron Polski - o opadach śniegu, czy gołoledzi. Do Iławy walczyliśmy za to z przeciwnym wiatrem, który skutecznie nas spowalniał i obniżał odczuwalną temperaturę poniżej zera. Miejscami na asfalcie leżał szron, ale nasze opony dały sobie z nim radę. 

Za to moja i Tomka opona poległa w Suszu na skrzyżowaniu, gdzie był czarny lód. Zaliczyliśmy gleby, ale że na małej prędkości to i bez konsekwencji. W Iławie byliśmy około 1 w nocy, McD był już zamknięty od wewnątrz, a Drive nie wchodził w grę z oczywistych przyczyn. Trafiliśmy więc na nieodległy, znany Orlen i tam godzinkę sobie jedliśmy, piliśmy i grzaliśmy się. 

Droga powrotna przebiegała w zupełnie odmiennych warunkach, przede wszystkim z wiatrem i prawie bez zimowych akcentów na asfalcie. Zajrzeliśmy jeszcze na stację Moya w Miłomłynie oraz - jak wspomniałem - na McD w Pasłęku, którego totem włączyli na naszych oczach, a my byliśmy tam o 6:02. To się nazywa precyzja :-))

Na końcowych metrach trasy przebiłem dętkę w tylnym kole i to było prawdziwe szczęście. Wymieniłem ją w ciepłej piwnicy. 

Dziękuję Wam za wspólne kręcenie i w ogóle za odważenie się do wyjścia z domu w tak niepewną pogodę. W naszym gronie debiutowała Beata i mam nadzieję, że się podobało :-) 


Kategoria WYCIECZKI >150, TR


Dane wyjazdu:
225.00 km 0.00 km teren
10:09 h 22.17 km/h:
Maks. pr.:46.00 km/h
Temperatura:13.0
Podjazdy:1459 m

P1000J/ME

Sobota, 25 maja 2024 · | Komentarze 0

Trasa: ELBLĄG-Pasłęk-Godkowo-Miłakowo-Dobry-Chwalęcin-Pakosze-Pieniężno-Górowo Iławeckie-Lelkowo-Pieniężno-Pakosze-Wilczęta-Młynary-Kwietnik-Kamiennik Wielki-ELBLĄG

MAPA

GALERIA (z opisem)






Poznawszy przebieg początkowych kilometrów maratonu Pierścień Tysiąca Jezior (P1000J) 610 km. zaplanowanych w tym roku chyba po raz pierwszy tak blisko Elbląga (Dobry, Pakosze), pomyślałem że dobrze będzie je objechać i pokazać ekipie, której szczególnie będę kibicował 6/7 lipca. 

Zaprosiłem zatem do wspólnej jazdy z cyklu ,,Po co spać, jak można jechać" Romana, Angelikę i Sylwię - ,,absolwentów'' Maratonu Elbląskiego ;-), którzy w tym roku będą podczas P1000J próbować ustanowić swoje rekordy życiowe w jeździe nonstop. 

Ruszyliśmy o 22 z ronda Bitwy pod Grunwaldem, tak aby po północy pojawić się na trasie maratonu w Miłakowie. Stąd udaliśmy się na północ, aby ciekawymi, nieznanymi dobrze nawet mi drogami dotrzeć do Dobrego i chwilę potem w Spędach po przekroczeniu Pasłęki zameldować się na Warmii. Świętej i pagórkowatej, doskonałej na intwerwałowy trening. Tak potrzebny aby pokonać równie pagórkowatą trasę P1000J z Mazurami Garbatymi na czele. 

Przez Pakosze dotarliśmy o 2:50 do uśpionego Pieniężna i tutaj pożegnał się z nami Roman, muszący wrócić do elbląskich spraw. Zostawił mnie z ultraskami na najtrudniejszy odcinek, kolega :-)))

I tak to potoczyliśmy się super asfaltem w kierunku Górowa Iławeckiego, gdzie na tamtejszej całodobowej stacji Moya zrobiliśmy dłuższą przerwę cateringowo-wypoczynkową na zakończenie testów pierwszych km P1000J. Zrobiliśmy łącznie około 75 początkowych km od Miłakowa do Górowa. 

Z Górowa Iławeckiego sprawnie przenieśliśmy się do Lelkowa, aby za dnia przypomnieć sobie jeden z najsłabszych jakościowo odcinków Maratonu Elbląskiego 444km/24h, Dziurawy i łatany asfalt do Pieniężna będzie przez zawodników jechany w nocy i trzeba tutaj uważać, aby nie doznać awarii.

Po 11 km byliśmy ponownie w Pieniężnie z którego udaliśmy się już poza trasami maratonów do Elbląga, czyli przez Pakosze, Wilczęta i Młynary. Widząc zmęczenie odpuściłem dziewczynom zdobywanie Milejewa, ale Kwietnik od Zastawna zrobić musiały. Nie wiem po tym, czy mam jeszcze koleżanki :-)))

Na koniec jednak był ,,prezent" w postaci zjazdu koło Dębicy i to chyba się podobało.

Dzięki za wspólne kręcenie i moc widoczną na warmińskich interwałach. Wystarczającą do sukcesu 7 lipca :-)







Kategoria TR, WYCIECZKI >150


Dane wyjazdu:
180.00 km 0.00 km teren
08:04 h 22.31 km/h:
Maks. pr.:52.00 km/h
Temperatura:3.0
Podjazdy:1118 m

MARATON ELBLĄSKI 2024 - DUŻY OBJAZD TRASY

Sobota, 11 maja 2024 · | Komentarze 0

Trasa: ELBLĄG-Tolkmicko-Frombork-Braniewo-Żelazna Góra-Lelkowo-Pieniężno-Orneta-Pasłęk-Drużno-Komorowo Żuławskie-ELBLĄG

MAPA

GALERIA (z opisem)



Na trasę ruszyliśmy z Elbląga o godzinie 19, tak żeby jak najdokładniej odwzorować realną sytuację w dniu 15 czerwca, momencie startu Maratonu Elbląskiego (ME) 2024. Na starcie pojawili się zapisani zawodnicy i jedna zawodniczka. Ładna pogoda na pewno ułatwiła wyjście z domu w sumie 12 osobom.

Grupa ,,ścigantów” szybko zniknęła nam z oczu i już po paru kilometrach kręciłem korbami z Michałem i Krzyśkiem, którzy będą jechali ME po raz pierwszy. Bikerzy poruszali się na rowerach MTB  z szerokimi oponami i pod wiatr, ale nie było to dla nich jakimś istotnym utrudnieniem.  Nieco przed nami kręciła korbami Sylwia z Pawłem i Marek. 

Spokojnym tempem pokonywaliśmy najtrudniejsze wzniesienia na trasie maratonu, szczęśliwie umiejscowione na samym początku trasy a na dłuższy postój zatrzymaliśmy się na jednym z braniewskich Orlenie. Wcześniej dotarł do nas w Pogrodziu Zdzisiek i szybko pognał dalej. 

Chwilę potem wjeżdżaliśmy już do Braniewa i zajęliśmy miejsca na Orlenie, żeby zjeść i napić się przed czekającą na trasie ME ,,dziurą” cateringową z Braniewa do Pasłęka. Pamiętajcie o tym 15 czerwca ;-) Tutaj też pojawił się Roman, który dotarł nieco krótszą drogą, chwilę z nami posiedział i już wracał do Elbląga gnany niecierpiącym zwłoki obowiązkami. 

Braniewo na spokojnie opuściliśmy o 21:40 na 20 minut przed maksymalnym czasem pobytu w tym mieście. Krajową drogą nr 54 dotarliśmy w piątkę do Gronowa – gdzie trasa ME skręca na wschód i gdzie zaczęły się pustkowia strefy granicznej.

Strefy, gdzie chwilę potem minęliśmy patrole Straży Granicznej a potem to do rana może pojawiło się z 10 samochodów. Dobry asfalt drogi krajowej został zastąpiony słabą nawierzchnią drogi w kierunku Grzechotek, która dopiero po dotarciu do S22 uległa poprawie. Całkiem dobrze zrobiło się od Żelaznej Góry na odcinku do Lelkowa.
Lelkowo opuściliśmy o godzinie 23:20, czyli z 40 minutowym zapasem czasu względem maksimum.

Odcinek do Pieniężna to jazda slalomem między połatanym i spękanym asfaltem, bardzo słabą ale na szczęście nie dziurawą nawierzchnią. No i generalnie z górki. Naszej piątce udało się to pokonać bez strat w sprzęcie i niebawem lecieliśmy obwodnicą Pieniężna, mijając centrum miasta.

Teraz czekał na nas odcinek do Ornety, nieco lepszy, chociaż zapamiętany przeze mnie z pierwszej edycji z awarii dętkowo-oponowych. Tym razem nic takiego nie nastąpiło i do uśpionego miasta wjechaliśmy około godziny 0:30, mając też 90 minut nad grafikiem

Od Ornety w końcu można było rozwinąć skrzydła, bo nowy asfalt aż do Pasłęka temu bardzo sprzyjał. Tutaj pewne trudności odnotował Paweł, ambitnie i co najważniejsze, skutecznie walczący ze skurczami. Z jednym postojem na przystanku w Bielicy osiągnęliśmy Pasłęk o godzinie 3:00, zmniejszając przewagę czasową do 60 minut względem grafiku. Ale, jak tak pojedziecie nockę 15/16 czerwca to będzie spoko.

W Pasłęku zajechaliśmy na stację MOL (dawny Lotos) przy starej drodze krajowej nr 7, prowadzącej sprzedaż przez okienko. Zamawiana była głównie kawa ;-) 

Tym samym zakończył się na chwilę pierwszy odcinek pagórków na trasie Maratonu Elbląskiego i teraz czekał nas krótki przelot przez Żuławy Elbląskie. Szybko minął, a w miejscowości Drużno odłączył się od nas Krzysztof z Dzierzgonia, który przez Jelonki i Rychliki ruszył do swojego miasta.

My natomiast przez Komorowo Żuławskie w jaśniejącym coraz bardziej niebie dotarliśmy do Elbląga o godzinie 4:20, spoglądając na wschód słońca albo zorzę polarną w samym Elblągu (vide galeria).

Dziękuję wszystkim kręcącym tej nocy za wspólną jazdę, harpaganom z pierwszej grupy także. Czułem Was duchem i widziałem ślady na asfalcie  :-))

Co do planów, to warto jeszcze, aby osoby zapisane przejechały sobie ostatnie 50-60 km trasy, tak aby poznać finisz Maratonu Elbląskiego. Finisz, na którym może się decydować, czy ktoś się zmieści, czy nie zmieści w limicie 24 godzin czasu przeznaczonego na przejechanie 444 km. Naprawdę, dobrze znać tę końcówkę, jechaną już na ekstremalnym zmęczeniu.

Ale to już każdy we własnym zakresie ogarnie czy, kiedy i gdzie to zrobić ;-)


Kategoria TR, WYCIECZKI >150