Trasa: ELBLĄG-Krosno-Małdyty-Miłomłyn-Samborowo-Lubawa-Brodnica-Rypin-Kikół-Konotopie-Lipno-Bobrowniki-Włocławek-Nieszawa-Ciechocinek-TORUŃ>>>ELBLĄG
MAPAGALERIA (z opisem + Andrzej, Sławek)
GALERIA MAREK
Wycieczka
do Konotopia, szerzej nieznanej miejscowości na Ziemi Dobrzyńskiej, zrodziła
się w mojej głowie po uzyskaniu informacji, że dobiega tam końca budowa
gigantycznego monumentu Matki Boskiej.
Obiekt jest nazywany pomnikiem, figurą,
statuą a oficjalnie to ,,Monument Najświętszej Maryi Matki Bożej Miłosiernej w
Konotopiu” jest najwyższą konstrukcją tego typu w Polsce i w Europie, a drugą na świecie.
Kiedyś
odbyłem wycieczkę do słynnego teraz
Świebodzina, więc i Konotopie należało też zaliczyć. O kulisach powstania
monumentu nie będę się rozpisywał bo materiałów w sieci jest ogrom, łącznie z
najróżniejszymi opiniami w temacie.
Na
pewno warto to miejsce odwiedzić i samodzielnie wyrobić sobie opinię,
niezależnie od intencji które nam przyświecają.
Tak
więc nadeszła sobota i o godzinie 18:00 ekipa 7 osób ruszyła z elbląskiego
Placu Jagiellończyka w długą podróż. Na placu zebrało się nieco więcej osób,
ale to byli kibice życzący nam powodzenia na 300 km trasie do Konotopia, a
potem Włocławka i Ciechocinka z finiszem w Toruniu.
Plan
jazdy zakładał spokojne kręcenie w tempie 6 godzin na każde 100 km trasy. Tak
aby do Konotopia na 200 km dotrzeć w niedzielę o poranku i zdążyć obejrzeć
iluminację monumentu, a potem zrobić jego zdjęcia za dnia.
W
momencie startu było +16 stopni i wiał lekki wiatr z północy, a więc kierunku
sprzyjającego.
Pierwsze
kilometry kręciliśmy jeszcze za dnia, ale szybko zapadły ciemności i rozpoczęła
się dość już długa, październikowa noc.
Dłuższy
postój zaplanowany było około godziny 24 na Orlenie w Lubawie, a zanim tam
dotarliśmy stawaliśmy wcześniej w kilku miejscach.
Najdłużej stałem z Marcinem
,,Koszmarem” i Sylwią w związku z przebitą dętką tego pierwszego. Było to na
rogatkach Miłomłyna, a reszta ekipy czekała na nas na tamtejszej stacji Moya.
Ta
dętka była nam nawet na rękę, bo w ten
sposób nasza jazda nieco się spowolniła i w Lubawie nie byliśmy za szybko, co
przy tym wietrze było bardzo możliwe.
Po
odpoczynku, nawodnieniu się i najedzeniu ruszyliśmy w dalszą drogę. Alerty RCB
mówiły coś w mgłach w okolicach Brodnicy, ale te pojawiły się nieco dalej,
bliżej Kikoła i Konotopia i nie były aż tak gęste jak zapowiadano.
Przed
świtem tradycyjnie miałem kryzys senny o godzinie 5 rano ale został on
opanowany i parę minut przed 6 zameldowaliśmy się w Konotopiu, na stacji MOL,
gdzie był plan poczekać w cieple na wschód słońca. Temperatura jak to przed
świtem dość mocno się obniżyła i było teraz +8 stopni.
Z
iluminacji nic nie wyszło, bo nie była włączona także poczekaliśmy na światło
dnia, odpoczęliśmy i zjedliśmy śniadanie.
A potem
nastąpiła sesja zdjęciowa, co zobaczycie w galerii od kilku autorów.
Opuszczając
Konotopie zaczęła się już wybitnie turystyczna część wycieczki. W planie były
Bobrowniki z ruinami zamku krzyżackiego, które dodaliśmy do planu już podczas
jazdy, a potem zapowiadane wcześniej Włocławek, Nieszawa i Ciechocinek.
Jeszcze
przed Lipnem mieliśmy przerwę związaną z przebitą dętką w rowerze Doroty, co o
mały włos nie pokrzyżowało jej planów szybszego powrotu pociągiem z Włocławka.
Ostatecznie udało się i jeszcze z nami odwiedziła Bobrowniki, a potem szybko i
solo dotarła do nieodległego Włocławka, skąd wróciła koleją.
My
tymczasem jadąc spokojne patataj zajrzeliśmy do centrum Włocławka i tam
zmieniając kierunek jazdy ruszyliśmy w kierunku Torunia. Tym razem pod lekki
wiatr i coraz bardziej słoneczne niebo.
Jeszcze
przed Nieszawą rozpoczął się proces rozbierania z ciuchów, które pozwoliły
bezpiecznie przejechać nockę a teraz były już zbędne.
Rozebrane
zostało także – częściowo 😉 – przednie koło w rowerze Sylwii,
która także przebiła dętkę. Była to trzecia guma i ta była już najmniej
potrzebna, bo czas zaczął odgrywać pewną rolę.
Niemniej
odwiedziliśmy Nieszawę, gdzie stoi sobie przy wiślanym brzegu
prom Wacław II, który do 2012 roku pływał po
Nogacie niedaleko Elbląga.
Potem
zajrzeliśmy do Ciechocinka na lody i rzuciliśmy okiem na tamtejsze tężnie.
A potem
zostało dotrzeć do Torunia, gdzie ominęliśmy zatłoczone Stare Miasto a odwiedziliśmy punkt widokowy nad Wisłą oraz
przejechaliśmy się bulwarem w drodze na dworzec Toruń Wschodni, skąd miał nas
zabrać pociąg do Malborka. Znaleźliśmy też czas na zjedzenie posiłku i odpoczynek.
Podróż
minęła punktualnie i spokojnie – chociaż
Sławek jest zapewne nieco innego zdania po dialogach z kierownikiem
pociągu 😉 – a że z Malborka nikomu już nie
chciało się jechać na kołach 30 km do Elbląga, to tam także skorzystaliśmy z
kolei i po godzinie 19 byliśmy w Elblągu.
Dziękuję
Wam bardzo za wspólne kręcenie i spędzenie fajnej nocki na rowerach. A
dziewczyny zapraszam na warsztaty wymiany dętek. Tylko jeszcze nie wiem gdzie i
kiedy 😁