INFO

avatar Ten blog rowerowy prowadzi MARECKY z miasta Elbląg. Mam przejechane od 1995r. 318.150 kilometrów, czyli zaraz po raz ósmy okrążę równik :-). Pomykam po drogach i dróżkach z prędkością 20.87 km/h i tak jest OK.
Więcej o mnie.

MOJA STRONA INTERNETOWA

marecki.home.pl

KATALOG ŻUŁAWSKICH DOMÓW PODCIENIOWYCH

DOMY PODCIENIOWE Z XVIII/XIX w.

MOJE GALERIE

FOTOSIK (do 30.04.2023)



baton rowerowy bikestats.pl 2025 button stats bikestats.pl 2024 button stats bikestats.pl 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl 2011 button stats bikestats.pl 2010 button stats bikestats.pl 2009 button stats bikestats.pl 2008 button stats bikestats.pl

ARCHIWUM BLOGA

Wpisy archiwalne w miesiącu

Czerwiec, 2026

Dystans całkowity:1829.00 km (w terenie 16.00 km; 0.87%)
Czas w ruchu:64:53
Średnia prędkość:21.70 km/h
Maksymalna prędkość:51.00 km/h
Suma podjazdów:7543 m
Suma kalorii:38091 kcal
Liczba aktywności:26
Średnio na aktywność:70.35 km i 8h 06m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
786.00 km 0.00 km teren
34:27 h 22.82 km/h:
Maks. pr.:51.00 km/h
Temperatura:30.0
Podjazdy:5089 m

MARATON ELBLĄG 780

Sobota, 20 czerwca 2026 · | Komentarze 3

Trasa: ELBLĄG-Iława-Olsztynek-Szczytno-Mrągowo-Kętrzyn-Bartoszyce-Pieniężno-ELBLĄG-Pruszcz Gdański-Żukowo-Kartuzy-Sierakowice-Czarna Dąbrówka-Bytów-Kościerzyna-Starogard Gdański-Malbork-ELBLĄG

GPS

MAPA

GALERIA (z opisem)

GALERIA (różnych autorów)





Może Wam się wydawać, że na pomysł maratonu ELBLĄG 780 wpadłem przypadkiem. Nie, takie przypadki się nie zdarzają 😉

Prekursorem tej rocznicowej imprezy, związanej – przypomnę – z 780 rocznicą nadania Elblągowi praw miejskich, czyli awansu ze wsi do miasta – był maraton 777, który w roku 2014 upamiętniał założenie Elbląga z roku 1237. Jak już tyle tych liczb jest na początku, no to jeszcze dodam jedną – 800 km może już za 11 lat. Kto wie, kto wie? 😉

Tak więc jak już pojawił się pomysł, no to trzeba było przygotować stosową trasę. Taką nie za trudną i długości oczywiście 780 km. Od początku wiedziałem, że maraton będzie jechany na zasadach koleżeńskich, bez wpisowego, bez pomiaru czasu, bez klasyfikacji, bez monitoringu i całej tej regulaminowej otoczki.

Pamiątką z jazdy miały być medale i tutaj wypada podziękować dr Michałowi Missanowi, Prezydentowi Elbląga, za przychylne spojrzenie na ten pomysł upamiętnienia tej znakomitej i oryginalnej rocznicy.

Powstała trasa składająca się z dwóch pętli. Pierwsza przez Krainę Kanału Elbląskiego, Mazury i Warmię do Elbląga liczyła 430 km. Zakładałem, że 780 km to może być za dużo dla kogoś, kto jeździ mniej, a takie 430 km brzmi znacznie spokojniej.

A dla zaawansowanych było drugie kółeczko. Z Elbląga przez Kaszuby i Kociewie do Elbląga. O tak, to wyglądało.

Dla porządku wymyśliłem limit czasu 24 godziny/50 godzin, żeby to jednak nie było całkowite patataj przez cały weekend i spełniało chociaż trochę pozory jazdy sportowej. Nie zamierzałem jednak forsować go za wszelką cenę, wszak to miała być spokojna, koleżeńska jazda bez zbędnej napinki i zarzynania się. A i tak pogoda miała najbardziej rozdawać karty…

Na starcie w piątek 19 czerwca przed godziną 20 czerwca pojawiło się spore grono osób, które wcześniej zgłosiły swój akces, jak i równie liczne grono kibiców. Ci drudzy towarzyszyli nam na początkowych kilometrach, najdalej do Iławy na 80 km.

Zamontowaliśmy numery startowe przygotowane staraniem niezawodnego Marcina ,,Koszmara” i ruszyliśmy w trasę. 10 osób było chętnych na trasę 780 km i jedna na 430 km.

Początkowe kilometry to była jazda jednej grupy w kierunku Iławy. Na wysokości Starego Dolna pożegnały się z nami Kamila i Dorota, potem w Suszu odłączyli Łukasz i Małgorzata, a najdłużej jechał z nami w roli kibica Mateusz.

Jak jesteśmy już przy imionach, to dość szybko straciliśmy z oczy Adama i Zdzisława, którzy od początku włączyli 5 bieg i tyle ich widzieliśmy.

Reszta ekipy trzymała się razem i na pierwszy dłuższy postój w Iławie (80km) dojechaliśmy wspólnie (Sylwia, Jacek, Paweł, Sławek, Marcin B., Marcin K., Krzysiek, Andrzej i ja).
W Iławie dogonił nas też Marek z Braniewa, który gonił nas od Elbląga, bo czegoż się nie robi, żeby pokręcić w tak dobrym towarzystwie 😊

Dalsze kilometry to była króciutka, czerwcowa noc ze słońcem ledwo schowanym za horyzontem. Bocznymi asfaltami dotarliśmy do starej DK 7 w Szyldaku i skierowaliśmy się na Olsztynek (140 km).

Tutaj również nastąpił krótki postój na Orlenie i zaraz ruszyliśmy dalej, na Szczytno. Czekała na nas jedna z moich ulubionych dróg krajowych (DK 58), która pięknie wije się przez lasy i wzdłuż jezior Pojezierza Olsztyńskiego. Galeria z krótkim filmem przyrodniczym poleca się 😉

Do tego są zjazdy i podjazdy i w nocy/nad ranem jedzie się nią bardzo fajnie. Ten odcinek jechałem z Sylwią i Krzyśkiem, a reszta ekipy nieco się oddaliła.

W Szczytnie (200 km) zatrzymaliśmy się na Orlenie, a jakże 😊 Z tym że tutaj czekała na nas Marta, która planowała z nami jazdę do Mrągowa. Co też się stało. Tutaj natomiast pożegnał nas Marek z Braniewa zmieniając kierunek jazdy i jadąc na Olsztyn.

Tymczasem sobotnie słońce zaczęło już swoją pracę i widać było, że lekko nie będzie. Prognozy sprawdziły się dokładnie. Było gorąco.
Dobrym pomysłem była więc lodziarnia w Pieckach, gdzie schłodziliśmy się konsumując te przysmaki.

W Mrągowie (250 km) pożegnaliśmy naszą przewodniczkę, która zawróciła do Szczytna a my pojechaliśmy dalej na północ, do Kętrzyna. Nie zajrzeliśmy na Orlen!😆

W Kętrzynie (275 km) grupa podzieliła się na dwie grupki. Jadący szybciej i lepiej wykorzystujący wiatr w plecy chłopaki pogonili do przodu, a ja od tej pory kręciłem km z Sylwią, Krzyśkiem i Koszmarem.

Schłodziliśmy się na tamtejszym McD, coś tam się zjadło i wypiło i już można było skierować się na zachód. Teraz mieliśmy dużo kilometrów na zachód …

Znaną drogą do Bartoszyc dawno już nie jechałem z tego kierunku, więc można powiedzieć, że taka znana nie była. Wbrew obawom, nie było na niej dużego ruchu i jechało się bezpiecznie.

W Bartoszycach (320 km) na chwilę zatrzymaliśmy się na stacji Moya i polewając się wodą oraz schładzając wnętrze zimnym piwem odpoczywaliśmy w cieniu. Standardowe procedury radzenia sobie w upale.

Za Bartoszycami droga wjechała na Warmię, jakże dobrze znaną drogą wojewódzką 512. Minęliśmy nią Górowo Iławeckie, a w Pieniężnie (370 km) zatrzymaliśmy się na lody w lokalnej lodziarni.

Czuć już było bliskość Elbląga, ale dostępu do niego broniła jeszcze Wysoczyzna Elbląska z kilometrowym podjazdem przy S22 od węzła Frombork. Ulubioną górką Sylwii 😉
Przez chwilę wydawało mi się, że będzie pchać tam rower, ale to były tylko złudzenia. Wjechała całość.

Potem zostało jeszcze zdobycie Milejewa, czyli szczytu Wysoczyzny Elbląskiej i zaczął się długi zjazd do Elbląga. Wcześniej na trasie zostało ustalone, że Krzysiek, Marcin i Sylwia śpią w Elblągu.

Krzysiek u siebie a Sylwia korzysta z gościny Marcina i Joanny. Ja do własnego łóżka bałem się wracać, bo mógłbym zaspać albo zrezygnować, więc skoczyłem jeszcze 40 km przespać się na Żuławach Wiślanych, a konkretnie w Dworku - Hotel Drywa.

Do Elbląga dotarliśmy o godzinie 21, ja zaś ułożyłem się do snu o 22:30. Grupa miała jutro do zaliczenia Kaszuby, należało się zregenerować.

Elbląska ekipa ruszyła z miasta w niedzielę o godzinie 1, ja z Dworka około godziny 3. Dogoniłem ich w Straszynie na Orlenie, gdzie była dobra pora na śniadanie.
A potem zaczęliśmy się pracowicie wspinać na poziom Kaszub. Wspinaczka została na chwilę przerwana przebitą dętką w rowerze Krzyśka i lekkimi problemami z dętkami. Na szczęście moja pasowała 😉

To były Kolbudy, przy fabryce Ziaja (505 km).Dalsze zdobywanie wysokości doprowadziło nas do Kartuz, gdzie na chwilę zaczął się zjazd, ale za chwilę przypomnieliśmy sobie, że Kartuski Park Krajobrazowy to niekończące się interwały.

Pogoda nadal dokazywała na poziomie +30, także lekko nie było. Kaszubskie truskawki sprzedawane przy drodze były ciekawym, słodkim i soczystym doświadczeniem. A burze i związane z nimi ochłodzenie miały się pojawić dopiero popołudniu.

Droga wojewódzka nr 211 od Żukowa do obfitowała w różnej jakości drogi rowerowe, także staraliśmy się z nich korzystać, bo ruch – pomimo niedzieli – panował na niej dość duży. Żeby to jeszcze były długie, spójne odcinki.

Tymczasem zbliżały się Sierakowice, do których prowadził dość długi podjazd. Na tyle długi, że wydawało mi się, że zdobywam jakiś szczyt świata. A to były tylko Sierakowice😂 Dawno tutaj nie byłem, to i się zapomniało układu trasy.

Niemniej, całkiem obiektywnie należy stwierdzić, że jak pierwsze 500 km miało 3000 metrów przewyższeń, tak niedzielne 200 km (po odliczeniu płaskich Żuław Wiślanych) miało 2000 metrów. To dość dobrze pokazuje skalę trudności, zwłaszcza że Kaszuby nie były jechane ,,na świeżo”.

W końcu jednak dotarliśmy w całości do Czarnej Dąbrówki (575 km), gdzie z klimatyzowanej Żabki nie chciało się nam wychodzić. Ale że nieopodal była zielona trawa w cieniu, to tam się rozłożyliśmy z rowerami. To był czas kolejnego śniadania i pożegnania się z najtrudniejszym odcinkiem Kaszub.

Teraz czekała nas jazda do Bytowa (600 km), gdzie odwiedziliśmy Orlen w ramach schładzania się i nawadniania. Klimat w dalszym ciągu trzymał poziom, ale budujące się chmury zwiastowały zapowiadane burze i opady. Co ciekawe, wiatr się odwrócił i ponownie wiał nam w plecy. Miło z jego strony 😉

Odcinek Bytów – Kościerzyna zrobiliśmy krajówką nr 20 i to był ostatni moment, żeby tamtędy jechać. Zaczynał się ruch samochodów związany z weekendowym powrotem i blachosmrodów zaczęło dynamicznie przybywać. Fajna droga rowerowa wzdłuż DK 20 od Kornego do Kościerzyny załatwiła sprawę.

Całkiem już spokojnie i wygodnie dotarliśmy do Kościerzyny (640 km), gdzie planowaliśmy obiad. Tuż przy wjeździe do miasta objawił się nam bar Zigi. Miejsce absolutnie godne polecenia z uwagi na smaczne, ogromne i tanie jedzenie. Nie ma tam co prawda makaronu, tak lubianego na trasach ultra.

Ale są konkretne zupy z pomidorową na czele (makaron)😉 i ogólnie takie porcje, że nim nie podołaliśmy. Schabowe okazały się za duże, porcje zupy za duże, że o ogromnym talerzu wątróbki przykrytej frytkami nie wspomnę. Zestawy surówek też gigantyczne.

Dobrze, że w czasie obiadu rozpętała się burza nad Kościerzyną, bo był czas strawić to w miarę spokojnie 😊 Ta burzowa chmura goniła nas już przed miastem, ale uciekliśmy jej a teraz w spokoju obserwowaliśmy lejący deszcz.

Mocny opad niebawem przeszedł w etap kropienia, więc po naradzie postanowiliśmy jechać dalej. Robiło się coraz później, a do mety było jeszcze 140 km. Co prawda z górki, z wiatrem i na płaskie Żuławy, ale jednak na dużym już zmęczeniu.

Zjazd z Kaszub poszedł szybko i sprawnie, pomimo mokrego asfaltu i dość dużego ruchu na wojewódzkiej 214.

Od Zblewa wzdłuż DK 22 jechaliśmy sobie z małą przerwą drogą rowerową do samego Starogardu Gdańskiego, gdzie po analizie czasowej postanowiłem skrócić trasę i nie jechać już do Pelplina. Poniedziałek zbliżał się coraz szybciej, a w pracy należy pracować, a nie odsypiać weekendowe wojaże 😊

Uzupełniliśmy zatem zapasy na tamtejszym Orlenie (690 km) i pojechaliśmy dalej DK 22 w kierunku Wisły.

Królową przekroczyliśmy mostem knybawskim i dobrze znaną drogą rowerową pokręciliśmy do Malborka.

A stamtąd to już tylko rzut beretem dzielił nas od mety w Elblągu.

Odprowadziliśmy jeszcze Sylwię do domu w Karczowiskach Górnych, bo rodzynkowi (rodzynce?) na tej trasie to się po prostu należało 😊 Była jedyną bikerką, która podjęła trud jazdy na pełnym dystansie i zrobiła to z sukcesem.

A my podjechaliśmy jeszcze pod napis ❤️ELBLĄG na bulwarze, czyli w miejsce, gdzie ponad dwie doby temu cała przygoda się zaczęła. Dobiegała północ, także na trasie byliśmy 54 godziny brutto.

Dziękuję wszystkim którzy w jakikolwiek sposób wzięli udział w tej jeździe. Szczególne gratulacje składam finiszerom 780 km – to w sumie 8 osób z czego Koszmar zrobił swoją życiówkę 👏👌 Trzy osoby zakończyły jazdę na 430 km a jako ciekawostkę podam, że najszybszy ultras w Elblągu pojawił się nieco przed godziną 17. 

O nazwiska proszę się nie pytać – klasyfikacja, jak wspomniałem, nie była prowadzona 😁

Wręczenie pamiątkowych medali nastąpi 19 lipca podczas zawodów Elbląg Road Race, które także wpisują się w obchody 780 lecia nadania Elblągowi praw miejskich, jednemu z najstarszych miast w Polsce.

Do zobaczenia!














Dane wyjazdu:
3.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:30.00 km/h
Temperatura:25.0
Podjazdy: m
Rower:BOCAS

To tu, to tam po Elblągu

Piątek, 19 czerwca 2026 · | Komentarze 0

DPD. Wystarczy 😉


Dane wyjazdu:
21.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:31.00 km/h
Temperatura:20.0
Podjazdy: m
Rower:BOCAS

To tu, to tam po Elblągu

Czwartek, 18 czerwca 2026 · | Komentarze 0



Dane wyjazdu:
67.00 km 0.00 km teren
02:54 h 23.10 km/h:
Maks. pr.:40.00 km/h
Temperatura:20.0
Podjazdy:146 m

ŚRODOWE LATARKI - ASFALT, MYSZY, LODY

Środa, 17 czerwca 2026 · | Komentarze 2

Trasa: ELBLĄG-Jazowa-Lubstowo-Myszewo-Myszkowo-Myszewko-Nowy Dwór Gdański-Marzęcino-Kępki-Kazimierzowo-ELBLĄG

MAPA

GALERIA (z opisem)




Delikatne w formie i treści były środowe latarki, tak aby nie zrobić sobie krzywdy przed solidną, maratonową jazdą w ten weekend.  

Żuławska trasa zebrała całkiem liczną ekipę, która grzecznie tocząc się za prowadzącym obejrzała makowe pole przed Lubstowem (dzięki Endrju) i zaliczyła nowy asfalt między Myszewem a Myszkowem, dzięki któremu to odcinkowi możemy cieszyć się w miarę nową, asfaltową, nawierzchnią od Myszewa do Rychnowa Żuławskiego.

A na koniec zajrzeliśmy do nowodworskiej kawiarni na lody, które były - w przeciwieństwie do niedawnej lodowej wtopy we Fromborku - i otwarte, i smakowite 😁

Dzięki za wspólne kręcenie i pogaduchy. Do zobaczenia!









Dane wyjazdu:
24.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:36.00 km/h
Temperatura:15.0
Podjazdy: m
Rower:BOCAS

To tu, to tam po Elblągu

Wtorek, 16 czerwca 2026 · | Komentarze 0



Dane wyjazdu:
7.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:29.00 km/h
Temperatura:11.0
Podjazdy: m
Rower:BOCAS

To tu, to tam po Elblągu

Poniedziałek, 15 czerwca 2026 · | Komentarze 0

Powoli robi się lekka przesada z tym deszczykiem 😉


Dane wyjazdu:
53.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:36.00 km/h
Temperatura:13.0
Podjazdy: m
Rower:BOCAS

BIEG PIEKARCZYKA

Niedziela, 14 czerwca 2026 · | Komentarze 0

Tradycyjnie w roli zamykającego, rekordową w tym roku liczbę zawodników i zawodniczek, tego  najstarszego elbląskiego biegu. Pogoda nie pozwoliła się nudzić, zupełnie nie pozwoliła 😁

Szacun dla wszystkich za podjęcie wyzwania 😍













Dane wyjazdu:
101.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:48.00 km/h
Temperatura:15.0
Podjazdy: m

To tu, to tam po Elblągu+

Piątek, 12 czerwca 2026 · | Komentarze 0

Roboczy dzień. Po mieście, za miastem, na Bocasie i na Treku. Km zaliczone Trekowi, bo miał po majówce opóźnienie😁

W Aktywnych Miastach jestem już na prowadzeniu firmowym, teraz czas powalczyć z całym miastem 😂🤦


Ogrody Polityki i dyskusja jak rower pomaga zawałom, a może jak im zapobiega? Spotkanie autorskie z Mikołajem Grynbergiem o  książce,, Rok, w którym nie umarłem".



Wycieczka dookoła komina z Gabs i przygodową pogodą w tle 😁






I łączny efekcik:






Kategoria WYCIECZKI 50-150


Dane wyjazdu:
18.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:35.00 km/h
Temperatura:20.0
Podjazdy: m
Rower:BOCAS

To tu, to tam po Elblągu

Czwartek, 11 czerwca 2026 · | Komentarze 0

Podobno jakieś mistrzostwa świata dzisiaj się zaczynają? 😁Prawda to? 


Dane wyjazdu:
110.00 km 0.00 km teren
04:27 h 24.72 km/h:
Maks. pr.:48.00 km/h
Temperatura:20.0
Podjazdy:687 m

ŚRODOWE LATARKI - MAŁDYTY

Środa, 10 czerwca 2026 · | Komentarze 0

Trasa: ELBLĄG-Komorowo Żuławskie-Bogaczewo-Pasłęk-Surowe-Kalnik-Sarna-Sambród-Małdyty-Marzewo-Kąty-Jelonki-Węzina-Komorowo Żuławskie-ELBLĄG

MAPA

GALERIA (z opisem)




Po stukilometrowej Miejskiej Wycieczce Rowerowej z dystansem 100 km zapoznali się uczestnicy środowych latarek do Małdyt. Że to w większości ludzie jeżdżący długie dystanse, to taka setka nie zrobiła na nich zbyt dużego wrażenia. Chyba 😉

Na trasie towarzyszyła nam dobra, rowerowa pogoda z wiatrem w twarz do Małdyt, a potem to już pogoda była bardzo dobra 😂

Główny postój zrobiliśmy w Małdytach przy sklepie, a potem dodatkowo część ekipy zwiedziła pochylnię Buczyniec. Krzyś zwiedził po raz 20, albo i 30 w tym roku 👏

W drodze powrotnej zafundowałem im krótki, 2 km, odcinek zabytkowego bruku między pochylnią Kąty a Śliwicą w ramach doskonalenia techniki jazdy po wilgotnym poboczu/kamiennym krawężniku.

A potem to już tylko zostało zjechać w promieniach zachodzącego słońca do Jelonek. Pięknie to było obserwować jadąc dynamicznie z wiatrem w dół. Zdjęcia tego nie oddają.

O godzinie 21:40 osiągnęliśmy Elbląg i tak to się ładnie zakończyło. Za tydzień latarki bardzo delikatne, żuławskie, albo i nierowerowe, przedmaratonowe. Zobaczy się 😉

Tymczasem dzięki za wspólną jazdę i pogaduchy z dawno nie widzianymi osobami. Przybywajcie częściej 🚴🏼