INFO

avatar Ten blog rowerowy prowadzi MARECKY z miasta Elbląg. Mam przejechane od 1995r. 318.150 kilometrów, czyli zaraz po raz ósmy okrążę równik :-). Pomykam po drogach i dróżkach z prędkością 20.85 km/h i tak jest OK.
Więcej o mnie.

MOJA STRONA INTERNETOWA

marecki.home.pl

KATALOG ŻUŁAWSKICH DOMÓW PODCIENIOWYCH

DOMY PODCIENIOWE Z XVIII/XIX w.

MOJE GALERIE

FOTOSIK (do 30.04.2023)



baton rowerowy bikestats.pl 2025 button stats bikestats.pl 2024 button stats bikestats.pl 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl 2011 button stats bikestats.pl 2010 button stats bikestats.pl 2009 button stats bikestats.pl 2008 button stats bikestats.pl

ARCHIWUM BLOGA

Wpisy archiwalne w kategorii

WYCIECZKI >150

Dystans całkowity:48342.00 km (w terenie 3060.00 km; 6.33%)
Czas w ruchu:2177:50
Średnia prędkość:22.20 km/h
Maksymalna prędkość:67.00 km/h
Suma podjazdów:201472 m
Maks. tętno maksymalne:182 (97 %)
Maks. tętno średnie:143 (75 %)
Suma kalorii:1004720 kcal
Liczba aktywności:221
Średnio na aktywność:218.74 km i 9h 51m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
211.00 km 30.00 km teren
09:14 h 22.85 km/h:
Maks. pr.:40.00 km/h
Temperatura:25.0
Podjazdy: 90 m
Rower:BOCAS

MIERZEJA WIŚLANA-POSZUKIWANIA

Poniedziałek, 23 lipca 2018 · | Komentarze 6

Trasa: ELBLĄG-Bielnik I-Bielnik II-Marzęcino-Chełmek-Rybina-Groszkowo-Sztutowo-Kąty Rybackie-Przebrno-Krynica Morska-Piaski-Krynica Morska-Sztutowo-Stegna-Jantar-Mikoszewo-Drewnica-Książęce Żuławy-Szkarpawa-Tujsk-Marzęcino-Bielnik II-ELBLĄG

GPS

MAPA

GALERIA (z opisem)




Doszły mnie słuchy, że ścieżka rowerowa wzdłuż Mierzei Wiślanej od granicy z Rosją do Mikoszewa nad Wisłą jest już gotowa. Nie widziałem co prawda nigdzie oficjalnego i bardzo uroczystego otwarcia, ale pomyślałem że warto temat sprawdzić wnikliwie.

Ruszyłem więc o poranku w drogę, zderzając się już na opłotkach Elbląga z urokliwą mgłą, która jednak w kilka chwil przeszła do historii skoro tylko słońce zaczęło mocniej ogrzewać żuławskie pola.

Mocno eksperymentalną trasą dotarłem do Kątów Rybackich, przebijając po drodze dętkę tylnego koła w Kobylej Kępie i wymieniając ją na nowszy model w pięknych okolicznościach krajobrazowych Wisły Królewieckiej tuż przed jej ujściem do Zalewu Wiślanego.

Od Kątów Rybackich do pierwszego zjazdu na Przebrno jechałem asfaltem drogi wojewódzkiej nr 501 (DW 501), która jednak o poranku nie była jeszcze opanowana przez turystów w blachosmrodach, dostrzegając w miejscu planowanego przekopu tabliczkę ,,Roboty budowlane’’. Póki co, panuje tam jeszcze cisza.

Od Przebrna jechałem sobie po śladzie wygaszanego szlaku R64, przypominając sobie jazdę z 2008 roku.

Do Krynicy Morskiej wjechałem już asfaltem, przeleciałem szybko przez miasteczko, zatrzymując się tylko na Orlenie, aby dobić ciśnienie w tylnej oponie do 6 atmosfer.
Za Krynicą pominąłem wielokrotnie odwiedzany Wielbłądzi Garb, czyli punkt widokowy na najwyższej stałej wydmie w Europie. Nieco zarośnięty punkt, ale jak się dowiedziałem w Nadleśnictwie Elbląg, przewidziana jest korekta piłami mechanicznymi rozrastających się gałęzi.

Moim celem była bowiem nowa platforma widokowa na Wydmie (Górze) Pirat, którą odwiedzili chyba wszyscy elbląscy rowerzyści poza mną :-). Prowadzi do niej zupełnie nieoznakowana od strony asfaltu DW 501 ścieżka dydaktyczna. Dobrze, że pierwszą z tablic widać z asfaltu (po około 5 km za Krynicą), to można w ten sposób się zorientować, aby tutaj skręcić w prawo.

Ścieżka dydaktyczna ma długość 500 metrów i prowadzi oczywiście pod górę (da się jechać rowerem poza początkowym odcinkiem). Po pokonaniu tego dystansu moim oczom ukazała się zielona konstrukcja platformy z trzema w sumie poziomami. Najciekawszy i najlepszy widok jest z poziomu 3, na który wchodzi się po ... drabinie.

Platforma nie jest typową wieżą, gdyż nie jest zadaszona. Powstała ona bowiem w nieprzypadkowym miejscu, słynącym z obecności szlaku migracji licznych gatunków ptaków w którym pasjonaci ornitologii mogą obserwować ich strumienie. Dach uniemożliwiałyby takie obserwacje.

Po obejrzeniu ładnych panoram Zalewu Wiślanego z jednej i Morza Bałtyckiego z drugiej strony ruszyłem do Piasków. Tam próbowałem bezskutecznie odnaleźć cmentarz mennonicki, chociaż jak wynika z mapy byłem bardzo blisko celu. Cóż, spróbujemy ,,inną razą’’.

Wspiąłem się z poziomu Zalewu Wiślanego na wydmę i popedałowałem w kierunku granicy, korzystając z drogi leśnej prowadzącej do wieży obserwacyjnej SG stojącej tuż przy płocie granicznym.

Od niej zjechałem w kierunku plaży i wejścia PIASKI nr 1, które jest tuż przy szlabanie granicznym. Stało tam kilka osób, które deliberowały na głos, czy można przejść pod szlabanem czy też nie?. Tablice z zakazem były najwyraźniej mało przekonywujące, a stojąca nieopodal terenówka Straży Granicznej też jakoś nie trafiała do przekonania. Ciekawe … :-). Dorzuciłem od siebie, że wejście za szlaban kosztuje na ogół 500 zł i nie podlega negocjacjom czy zniżkom.

Jako że w tym miejscu zaczyna się (kończy) ścieżka rowerowa wzdłuż Mierzei Wiślanej, zostawiłem turystów z rozterkami i po resecie licznika ruszyłem w drogę powrotną. Ten odcinek jechałem już w zeszłym roku, bo było on pierwszym od którego cała inwestycja się rozpoczęła. Teraz miałem ochotę na więcej.

Droga do Krynicy Morskiej prowadziła generalnie w dół, i dopiero w okolicy Wielblądziego Garbu pojawiło się kilka zmarszczek. Plaże mamy cały czas w odległości 100-200 metrów od ścieżki. nawierzchnia jest dobra, nie zmieniła się od zeszłego roku - może tylko pojazdy zrobiły wyraźniejsze ślady. Droga jest użytkowana przez leśników, dlatego można na niej spotkać samochody wywożące drewno z lasu. Duże samochody.

W okolicach wejść na plażę spotykałem raz większe, raz mniejsze grupy pieszych przekraczające ją w poprzek. Przed Krynicą Morską spotkałem grupy zorganizowane, które chodziły wzdłuż ścieżki i blokowały dokumentnie wszelki ruch. Trąbka się przydała :-).

Do Krynicy Morskiej dotarłem po 14 km od granicy i na terenie miasta zacząłem szukać kontynuacji. Widząc wcześniej znaki żółtego szlaku pieszego ,,Jantarowego’’ próbowałem jechać jego śladem. Skończyło się to wylądowaniem w kopnym piasku przy wejściu nr 32 i powolnym powrotem na DW501.

Po dotarciu do Przebrna dostrzegłem hałdy piachu i kruszywa i dostrzegłem nową drogę, która jednak okazała się być drogą pożarową. Nie pozostało nic innego jak do Kątów Rybackich jechać asfaltem i tam próbować namierzyć drogę rowerową.

I tak znalazłem się na asfalcie opanowanym przez turystów w autach. A że napatoczył się jakiś biker na góralu to podpiąłem się pod niego i z prędkością 35-38 km/h (!!!) ruszyliśmy w stronę Kątów Rybackich. Jego prędkość wskazywała, że albo bardzo chciał mi uciec, albo że bał się jeszcze bardziej ode mnie i chciał mieć ten ruchliwy odcinek jak najszybciej za sobą. Obstawiam to pierwsze ;-)

W ten sposób szybko dotarłem do Kątów i skręciłem na droge prowadzącą na tutejszą plażę. Tam jednak nie dotarłem, bo dostrzegłem wywrotki zrzucające piasek na plac składowy. Coś mnie tknęło i spytałem się, czy z tego będzie budowana ścieżka rowerowa do Krynicy Morskiej. Twierdząca odpowiedź rozwiała moje wątpliwości i już wiedziałem, że ścieżki do Krynicy z Kątów to w te wakacje nie będzie. jest już natomiast ścieżka z Kątów Rybackich do Sztutowa i z niej skorzystałem w dalszej jeździe.

Jest to krótki, 3 km odcinek poprowadzony wzdłuż DW 501 w jej bezpośredniej bliskości. Zaczyna się przy wyjeździe z Kątów a kończy po wjechaniu do Sztutowa. Zaczyna się i kończy w chwili obecnej dość dziwnie, ale wynika to z braku spójności z powstającymi dopiero odcinkami. Jest to też najbardziej , jak do tej pory, odcinek pofalowany gdyż prace ziemne nie obejmowały wyrównania terenu. Także, takie małe interwały są.

W Sztutowie ponownie wjechałem na główną drogę i z niej skręciłem w kierunku plaży. Szukałem kontynuacji ścieżki, ale i szukałem oferty obiadowej bo siły zaczynały opuszczać. Obiad znalazłem dość szybko, ze ścieżką było trudniej. Jadąc po polbrukowej ścieżce rowerowej dotarłem w okolice obozu Stuthoff, ale tam jeszcze prace budowlane nie dotarły.

Wróciłem więc na asfalt, sprawdziłem wszystkie poprzeczne drogi i nic nie znalazłszy popędziłem do Stegny. Tutaj wiedziałem, że ścieżka jest i wiedziałem nawet gdzie. Wystarczyło jechać na plażę dobrze znanym elblążanom asfaltem.

Jako że ścieżka rowerowa przecina asfalt, skręciłem w stronę Sztutowa chcąc obejrzeć gdzie tam wyjadę. Dotarłem do toru kolejki wąskotorowej przy DW 501. Zakończenie jest dziwne, bo postawiono tablicę ,,Uwaga tory. Koniec trasy’’. Wygląda na rozwiązanie tymczasowe; tędy ma biec w przyszłości szlak R10.

Zawróciłem i już do samego Mikoszewa cieszyłem się leśną jazdą z daleka od blachosmrodów, wśród żywicznych zapachów, w cieniu różnych iglaków i liściaków oraz w towarzystwie różnej maści rowerzystów na pojazdach dwukołowych i czterokołowych, ale zawsze napędzanych siłą ludzkich mięśni. Ruch samochodowy pojawiał się tylko w okolicach ośrodków wczasowych i jak ścieżka rowerowa przecinała główne drogi dojazdowe do plaży. Ścieżka ma na tym odcinku doskonałą nawierzchnię, lepszą nawet od odcinka Piaski-Krynica Morska, bo zupełnie pozbawioną większych kamyczków. Dwa razy zsiadałem z roweru aby sprawdzić, czy nie jadę po jakimś typie nawierzchni asfaltowej.

W Mikoszewie pojawiłem się zbyt szybko, bo mógłbym tak jechać i jechać. Cóż, Wisła pojawiła się nieubłaganie i pozostało wspiąć się na jej wał i zrobić zdjęcia.

Drogę powrotną ułożyłem tak, aby nie jechać w nadmiernym ruchu samochodowym, bo panujący upał nie wpływa zbyt dobrze na skupienie kierujących samochodami.
W okolicach farmy wiatrowej Nowotna zatrzymałem się aby uwiecznić rzadki widok trzech kombajnów koszących równolegle pszenicę. Bardzo fajny widok, który zatrzymał także kilku kierowców samochodów i skłonił do robienia zdjęć.

Przed Marzęcinem minąłem się z Kristoferem, jadącym też na Mierzeję Wiślaną a w samym Marzęcinie zatrzymałem się przy ruinach śluzy wałowej. Zatrzymałem się, bo coś się przy niej dzieje. To coś nazywa się remont i jak mi powiedział zorientowany robotnik, do końca roku ruiny mają wyglądać znacznie lepiej. Szczegóły znajdziecie TUTAJ.

Zaliczywszy po drodze obydwa podelbląskie Bielniki wróciłem lekko zmordowany do domu. To był bardzo piękny dzień.

Podsumowanie.


Ścieżka rowerowa wzdłuż Mierzei Wiślanej od Wisły do granicy polsko-rosyjskiej obecnie (23.07) istnieje na odcinkach Mikoszewo (ul. Brzegowa)-wjazd Sztutowo, wyjazd Sztutowo-wjazd Kąty Rybackie i Krynica Morska-granica państwa.

Poprowadzona jest drogą leśną wykonaną z dobrej i bardzo dobrej jakości szutru na podbudowie z suchego betonu. Jej szerokości to około 3-4 metrów. Mogą się na niej poruszać wszystkie typy rowerów, może poza rowerami szosowymi z oponami szerokości rzędu 23-25 mm. Niezależnie ile sakw i worków transportowych zabierzecie to nie zakopiecie się w niej. Co najwyżej nie dacie rady delikatnym podjazdom.

Przy ścieżce są stawiane sukcesywnie tablice informacyjne. Miejsca odpoczynku są obecnie dwa i są to wiaty w Jantarze i w Kątach Rybackich. Ścieżka ma charakter pieszo-rowerowy, biało-zielone szlabany powinny mocno utrudniać otwarty ruch samochodowy, który występuje przede wszystkim w okolicach ośrodków wypoczynkowych. Zjawisko nielegalnego parkowania podczas mojej jazdy nie wystąpiło, ale nie jechałem w weekend, kiedy to może wyglądać inaczej. Można spotkać samochody ciężarowe, które wywożą drewno z lasu.

Ścieżka momentami pokrywa się przebiegiem ze znakami żółtego szlaku pieszego ,,Jantarowego’’ i ze znakami szlaku rowerowego R64 (odcinek Krynica Morska-Piaski). Sama trasa nie jest jeszcze oznakowana, będą w przyszłości znaki R10. Dobrze byłoby też postawić informacyjnie tablice z nazwami miejscowości przez które trasa prowadzi wraz z kilometrażem do kolejnej. Bo obecnie nie wiadomo, czy jesteśmy jeszcze w Stegnie czy już w Jantarze?

Trzymam kciuki, aby już w przyszłe wakacje można było przejechać Mierzeję Wiślaną nie wyściubiwszy nosa z lasu, a koła roweru na oblężoną drogę wojewódzką nr 501. Chociaż, przekop może to nieco skomplikować ...




Kategoria WYCIECZKI >150


Dane wyjazdu:
154.00 km 10.00 km teren
07:15 h 21.24 km/h:
Maks. pr.:57.00 km/h
Temperatura:35.0
Podjazdy:850 m

GV SUSIEC-BOLESTRASZYCE

Środa, 2 maja 2018 · | Komentarze 0

Trasa: SUSIEC-Horyniec Zdrój-Radruż-Wielkie Oczy-Chotyniec-Stubno-BOLESTRASZYCE

GPS

MAPA

GALERIA (z opisem)

VI dzień >>>



Dzień zaczął się od odwiedzenia szumów na Tanwi, leżących poza GV, 3 km na południe od Suśca. Po ich obejrzeniu i wysłuchaniu wróciłem na trasę i ruszyłem w kierunku granicy z Ukrainą. W okolicach Polanki Horynieckiej zaliczyłem najwyższy punkt wyjazdu, lekko przekraczający 300 metrów n.p.m. 

Dłuższy postój urządziłem sobie po fajnym zjeździe w uzdrowisku Horyniec-Zdrój i leżącym nieopodal Radrużu z zespołem cerkiewnym umieszczonym na liście UNESCO, który mogłem podziwiać tylko zza muru bo był jeszcze zamknięty (9 rano). 

Potem nastąpiła jazda wzdłuż granicy, bliskiej ale niewidocznej, która w postaci słupa granicznego ujawniła się dopiero w Budomierzu. Tablica wsi Wielkie Oczy - jak i sama wieś oczywiście - była kolejnym miejscem o którego odwiedzeniu marzyłem od czasów pierwszego udziału w MRDP 2013 i w końcu się doczekałem :-)). Niełatwo było zrobić wielkie oczy, ale coś tam wyszło ;-). 

Kolejny dłuższy postój był związany ponownie z listą UNESCO, a dotyczył Chotyńca i zlokalizowanej tam drewnianej cerkwi. Zanim tam dotarłem przebrnąłem przez jedyny na ponad 800 km trasie zupełnie nie przygotowany odcinek GV. 1390 metrów piaskowego hardcoru  w temperaturze +38,3 w lesie tuż przed drogą DK 94 zapewniło niezapomniane wrażenia :-).  

Ciekawostką techniczną była kładka pieszo-rowerowa nad Sanem przed Nizinami, na której nikogo na szczęście nie mijałem, bo byłoby ciasno, a nawet bardzo. Jadąc ku mecie w Przemyślu zajrzałem w Bolestraszycach do jednego z fortów Twierdzy Przemyśl, gdzie w jego wnętrzu delektowałem się chłodem bijącym z grubych murów. 

Decyzja o noclegu w Bolestraszycach zapadła w najlepszy możliwy sposób, czyli spontanicznie ;-)

Atrakcjami tego odcinka są:

- szumy na Tanwi (poza GV),
- Horyniec-Zdrój,
- Radruż,
- Wielkie Oczy,
- Chotyniec,
- Bolestraszyce.

W galerii widać wszystkie rodzaje nawierzchni jakie spotkałem wraz z opisem odcinkowym. Pełen komfort zapewnia rower MTB na oponach rzędu 2 - 2,2 cala (u mnie Smart Sam 2,1) i działający amortyzator. Przeważają nawierzchnie asfaltowe różnej jakości.






Dane wyjazdu:
166.00 km 20.00 km teren
08:30 h 19.53 km/h:
Maks. pr.:47.00 km/h
Temperatura:35.0
Podjazdy:817 m

GV CHEŁM-SUSIEC

Wtorek, 1 maja 2018 · | Komentarze 0

Trasa: CHEŁM-Krasnystaw-Szczebrzeszyn-Zwierzyniec-Józefów-SUSIEC

GPS

MAPA

GALERIA (z opisem)

FILM 

V dzień >>>



Dzisiaj miałem po raz pierwszy jechać zupełnie nowymi dla mnie terenami i drogami. Do tego GV prowadziło przez Roztoczański Park Narodowy, którym jest jednym z niewielu nie odwiedzonych jeszcze przeze mnie, czy to rowerem czy pieszo. Ciekawość aż mnie zżerała co też przyniesie pierwszy dzień maja? Jak przystało na Święto Pracy zapewnił niezłą pracę w korbach :-)

Zaraz za Chełmem szlak zaczął się stopniowo wspinać, tak żeby przed Krasnymstawem osiągnąć 285 m n.p.m. Potem było już klasycznie interwałowo. Zbiornik Nielisz będę zaś wspominał jako miejsce w okolicy którego pomyliłem się w nawigacji i korzystać musiałem z poprawnej pomocy mieszkańców. 

Nie odmówiłem sobie zajrzenia do centrum Szczebrzeszyna (GV prowadzi tylko przez jego dzielnicę - Klemensów), bo bez chrząszcza to się nie da :-). A potem już czekał Roztoczański Park Narodowy ze Zwierzyńcem, Stawami Echo i piękną szutrówką wśród majestatycznych drzew w licznym, zroweryzowanym na różne sposoby, towarzystwie. 

Do Józefowa dotarłem za szybko, żeby tam szukać noclegu więc wydłużyłem trasę do Suśca, dużej wsi letniskowej Roztocza. Pomimo trwającego już w najlepsze długiego weekendu noclegu nie szukałem długo. 

Atrakcjami tego odcinka są:

- Krasnystaw,
- Zbiornik Nielisz,
- Szczebrzeszyn (centrum poza GV),
- LHS 1520 mm,
- Zwierzyniec,
- Roztoczański Park Narodowy,
- Stawy Echo,
- Józefów,
- rzeka Sopot,
- kamieniołom Nowiny (300 m od GV).
 
W galerii widać wszystkie rodzaje nawierzchni jakie spotkałem wraz z opisem odcinkowym. Pełen komfort zapewnia rower MTB na oponach rzędu 2 - 2,2 cala (u mnie Smart Sam 2,1) i działający amortyzator. Przeważają nawierzchnie asfaltowe różnej jakości.





Dane wyjazdu:
154.00 km 5.00 km teren
07:22 h 20.90 km/h:
Maks. pr.:32.00 km/h
Temperatura:35.0
Podjazdy:352 m

GV TERESPOL-CHEŁM

Poniedziałek, 30 kwietnia 2018 · | Komentarze 0

Trasa: TERESPOL-Kodeń-Sławatycze-Włodawa-Sobibór-Uhrusk-CHEŁM

GPS

MAPA

GALERIA ( z opisem)

IV dzień >>>



Podczas noclegu w Terespolu spadł jedyny deszcz podczas całego wyjazdu,po którym jednak o 6 rano śladu już nie było.
Początkowa jazda trasą znaną z MRDP nudziła mnie okrutnie ale na szczęście po drodze były Kostomłoty, gdzie pojawiłem się za szybko  (już o 6:35), ale jakiś dobry człowiek otworzył mi bramę wjazdową. Zjechałem też świadomie z GV do Jabłecznej zobaczyć prawosławny monastyr, zaś ominąłem widziany już Kodeń, zwłaszcza że  i GV mija - nie wiadomo dlaczego -  sanktuarium o 400 metrów. 

Zatrzymałem się na dłużej we Włodawie i potem w Sobiborze, gdzie trwają obecnie prace budowlane przy muzeum ale dostęp rowerem jest możliwy. Okuninkę ze sławnym krokodylem w Jeziorze Białym sobie darowałem, bo jechały tam tłumy ludzi a i jest to poza GV. Na deser został mi pierwszy raz widziany na oczy Chełm, którego zwiedzanie zrobiłem sobie dla urozmaicenia per pedes.

Atrakcjami tego odcinka są:

- Kostomłoty,
- Kodeń,
- Jabłeczna (poza GV),
- Sławatycze,
- Hanna,
- Włodawa,
- Sobibór,
- Chełm.

W galerii widać wszystkie rodzaje nawierzchni jakie spotkałem wraz z opisem odcinkowym. Pełen komfort zapewnia rower MTB na oponach rzędu 2 - 2,2 cala (u mnie Smart Sam 2,1) i działający amortyzator. Przeważają nawierzchnie asfaltowe różnej jakości.






Dane wyjazdu:
187.00 km 20.00 km teren
09:10 h 20.40 km/h:
Maks. pr.:45.00 km/h
Temperatura:34.0
Podjazdy:757 m
Rower:BOCAS

GV KLESZCZELE-TERESPOL

Niedziela, 29 kwietnia 2018 · | Komentarze 1

Trasa: KLESZCZELE-Czeremcha-Nurzec Stacja-Grabarka-Mielnik-Niemirów-Mielnik-most kolejowy na Bugu-Zabuże-Gnojno-Janów Podlaski-TERESPOL

GPS

MAPA

GALERIA (z opisem)

III dzień >>>



To był dzień w którym miałem pokonać rzekę Bug za pomocą jednego z dwóch promów działających w ciągu GV - Mielnik-Zabuże na łączniku 206 GV  lub Niemirów-Gnojno na głównym GV. Wcześniej ustaliłem, że Mielnik stoi z powodu awarii liny napędowej, a Niemirów pływa w ... dni parzyste miesiąca. Jaka była data, kiedy zameldowałem się nad Bugiem widać powyżej :-)). 

Byłem jednak przekonany, że w nadrzecznej wsi nawet jak operatora promu nie skuszę banknotem do uruchomienia promu, to znajdę kogoś z łodzią, kto przewiezie mnie przez Bug. Okazało się jednak, że niedzielę mieszkańcy Niemirowa traktują bardzo serio i promu nikt dla mnie nie uruchomił, a łodzie nie były jeszcze nie zwodowane, bo to dopiero kwiecień - jak powiedział mi jeden z mieszkańców. W wakacje to co innego, każdy by tu pana przewiózł - stwierdził. Nawet pomoc proboszcza, za którą dziękuję, okazała się nieskuteczna :-). 

Przed powrotem do Siemiatycz ,,uratowała'' mnie dwójka bikerów z Gliwic, którzy mieli pomysł pokonać Bug .. mostem kolejowym. Koncepcja bardzo mi się spodobała, most też i dalsze kilometry dodatkowe do Gnojna także. Potem musiałem jednak chłopaków opuścić, bo dzień nieubłaganie dobiegał końca, a noclegu w Terespolu obstalowanego nie miałem (jak zresztą w żadnym miejscu na trasie, poza Białymstokiem). 

Atrakcjami tego odcinka są: 

- Zalew i plaża Repczyce,
- Nurzec-Stacja,
- Grabarka,
- Mielnik,
- Gnojno,
- rzeka Bug,
- Janów Podlaski,
- galeria LandArt,
- Pratulin (poza GV).

W galerii widać wszystkie rodzaje nawierzchni jakie spotkałem wraz z opisem odcinkowym. Pełen komfort zapewnia rower MTB na oponach rzędu 2 - 2,2 cala (u mnie Smart Sam 2,1) i działający amortyzator. Przeważają nawierzchnie asfaltowe różnej jakości.





Dane wyjazdu:
184.00 km 40.00 km teren
09:07 h 20.18 km/h:
Maks. pr.:46.00 km/h
Temperatura:30.0
Podjazdy:822 m

GV BIAŁYSTOK-KLESZCZELE

Sobota, 28 kwietnia 2018 · | Komentarze 2

Trasa: BIAŁYSTOK-Supraśl-Gródek-Michałowo-Siemianówka-Białowieża-Hajnówka-KLESZCZELE

GPS

MAPA

GALERIA (z opisem)

II dzień >>>




To był jedyny dzień - jak się miało potem okazać - kiedy trzeba było założyć wiatrówkę, bo o poranku termometr pokazywał  rześkie +6 stopni i przez chwilę chciałem nawet nakładać lekkie, włóczkowe rękawiczki. Także potem nie było jeszcze upałów, więc w kurtce byłem przez cały dzień. Od pierwszego do czwartego dnia jechałem pod wiatr, dopiero ostatniego dnia miałem trochę w plecy. 

Atrakcjami tego odcinka są:

- Supraśl, gdzie mimo poprowadzenia szlaku uliczkami miasteczka GV nie dociera do monastyru,
- Siemianówka, gdzie można przyjrzeć się Zalewowi Siemianowskiemu,zaporze i słynnej grobli kolejowej. W tej okolicy zabrakło kilku znaków i znalazłem się na samej zaporze, gdzie GV nie prowadzi,
- przejazd przez Puszczę Białowieską (znaki objazdu należy zignorować, bo trasa jest już utwardzona dobrej jakości szutrem, a jednymi utrudnieniami jakie spotkałem była hałda piachu w jednym i powalone specjalnie pnie w drugim miejscu - foto w galerii),
- Białowieża,
- Hajnówka.

W galerii widać wszystkie rodzaje nawierzchni jakie spotkałem wraz z opisem odcinkowym. Pełen komfort zapewnia rower MTB na oponach rzędu 2 - 2,2 cala (u mnie Smart Sam 2,1) i działający amortyzator. Przeważają nawierzchnie asfaltowe różnej jakości. 





Dane wyjazdu:
283.00 km 0.00 km teren
12:10 h 23.26 km/h:
Maks. pr.:45.00 km/h
Temperatura:-7.0
Podjazdy:590 m
Rower:BOCAS

KSIĘŻYCOWE STARE BIELICE

Sobota, 10 lutego 2018 · | Komentarze 9

Trasa: ELBLĄG-Malbork-Starogard Gdański-Czersk-Brusy-Konarzyny-Przechlewo-Rzeczenica-Biały Bór-Bobolice-Koszalin-Stare Bielice-KOSZALIN>>>PKP>>>ELBLĄG

MAPA

GALERIA (z opisem)




Uliczny projekt Roberta trwa w najlepsze i nie wiadomo, kiedy się skończy bo co jakiś czas dochodzą nowe ulice Księżycowe.Może nigdy się nie skończy ;-). Po jeździe na ulicę Księżycową w Mrągowie i w Mrozach Wielkich koło Ełku postanowiłem wybrać się teraz na zachód, do Starych Bielic pod Koszalinem gdzie powstała nieoznakowana jeszcze ulica Księżycowa. Siłą sprawczą jej powstania była uchwała nr XXXVI/268/17 Rady Gminy w Biesiekierzu z dnia 28.09.2017 r.

Do jazdy zostało namówione grono elbląskich ultramaratończyków z czego na Placu Słowiańskim zjawili się Robert, Marek i Mariusz. Punktualnie o północy ruszyliśmy w trasę korzystając ze sprzyjającego wiatru i temperatury na poziomie -7 stopni. Wiadome było, że Marek nas opuści w okolicach Wisły i było też jasne, że ja wracam z Koszalina PKP. Poza tym nic nie było jasne, bo noc była pochmurna.

Pierwsze 30 km to walka z lekko już dorżniętym napędem – niepotrzebnie gruntownie umytym przed wyjazdem - i szukanie biegu stosownego do utrzymania tempa oddalających się kolegów. Pomocny w utrzymaniu koła okazał się blat 52.

Na skrzyżowaniu DK22 i DK 91 w Czarlinie pożegnaliśmy Marka, który ruszył na Kwidzyn zamieniając sprzyjający wiatr na mniej sprzyjający. My zaś przywitaliśmy się z pierwszymi hopkami Kociewia, które urozmaiciły jakże banalną jazdę po Żuławach.Ruch na krajówce uspokoił się już zupełnie i zapanowała mroźna, lutowa noc.

Pierwszy odpoczynek zrobiliśmy na Orlenie w Starogardzie Gdańskim (3:00), gdzie napiłem się czekolady Milki. Kofeiny to ona jednak miała mało i w Czersku na kolejnym Orlenie trzeba było strzelić sobie solidną kawę i poprawić zapiekanką, bo walkę z sennością trzeba prowadzić, kiedy jeszcze się jej nie czuje.

Za Czerskiem (5:25) pożegnaliśmy się z DK 22 i ruszyliśmy na Brusy. Zaczęło świtać i dzięki temu mogliśmy dostrzec masakrę drzew dokonaną przez zeszłoroczną nawałnicę. Smutny widok, szczególnie w kontekście turystyki szlakami rowerowymi Kaszubskiej Marszruty. W Brusach koledzy byli pod wrażeniem ogromnej bryły świątyni, gabarytami pasującej do znacznie większego miasta.

Dalsze kilometry upłynęły na jeździe skrajem Parku Narodowego Bory Tucholskie i podziwianiu meandrującej Brdy. Do Konarzyn droga była mi znana, ale potem zaczęła się terra incognita.

Spokojne patataj dorowadziło nas do Rzeczenicy (10:00) i znajdującej się tam piekarnio-cukierni z oryginalną tablicą chlebową. Chleb był nam zbędny, ale kawa i ciasta już nie. Popas trwał dobre półgodziny, bo i chłopcy się nie oszczędzali, biorąc jakieś kilogramowe bryły słodkiego :-).

Od Rzeczenicy poruszaliśmy się do Koszalina drogami krajowymi, odpowiednio DK 25 i DK 11. Mariusz proponował jeszcze kurs do Kociego Wielanowa, ale ta koncepcja musi jeszcze trochę poczekać na realizację ;-).

W sławnym z dochodowego fotoradaru gminnego Białym Borze (11:30) zajechaliśmy na Orlen zatankować napoje, bo w międzyczasie zrobiło się zupełnie ciepło i termometr pokazywał około zera stopni.

Niebawem zakończyliśmy jazdę DK 25 i w Bobolicach wjechaliśmy na ostatnie 40 km przed Koszalinem na DK 11. Tutaj już nie było zmiłuj się, ruch był spory i jechaliśmy sobie gęsiego. Pierwotna koncepcja przewidywała obiad w Koszalinie, ale jak w Głodowej zobaczyliśmy restaurację rybną ,,U Kawalca’’ z pełnym parkingiem samochodów to koncepcja uległa zmianie. Dobrej jakości wyszynk, nie tylko rybny (zjadłem: pomidorową z makaronem, rosół z makaronem i pierogi ruskie) w dobrej cenie uzupełnił nasze siły kaloryczne i mieliśmy moc na pokonywanie całkiem niezłych podjazdów Wysoczyzny Polanowskiej.

Na tablicy Koszalina pojawiliśmy się około 15:00 i ruszyliśmy obwodnicą w kierunku Starych Bielic leżących przy DK 6 w kierunku na Szczecin. Mając wsparcie w nawigacji GPS, Google Maps i wydruku uchwały Rady Gminyszybko znaleźliśmy się na ulicy Księżycowej, zabudowanej lecz jeszcze opustoszałej.

Krótka fotosesja dopełniła dzieła zaliczenia Księżycowej i pojechaliśmy sobie do centrum miasta. Ja do PKP miałem prawie 2 godziny, więc po pożegnaniu się z kolegami udałem się na oględziny miasta po dobrych 20 latach w nim nieobecności, zaś Robert i Mariusz udali się w okolice Sławna na nocleg.

Jazda PKP przebiegła w kompletnej samotności rowerowej i tylko nie wiem, dlaczego na bilecie miałem napisane: ,,Brak gwarancji miejsca na przewóz roweru’’ :-))). 





Kategoria WYCIECZKI >150


Dane wyjazdu:
161.00 km 0.00 km teren
07:10 h 22.47 km/h:
Maks. pr.:50.00 km/h
Temperatura:9.0
Podjazdy:280 m
Rower:BOCAS

SZTUM, KWIDZYN

Niedziela, 5 listopada 2017 · | Komentarze 2

Trasa: ELBLĄG-Markusy-Zwierzno-Żuławka Sztumska-Dąbrówka Malborska-Sztum-Ryjewo-Kwidzyn-Prabuty-Rodowo-Dzierzgoń-Święty Gaj-Krzewsk-Raczki Elbląskie-ELBLĄG

MAPA

GALERIA (z opisem)





Jak co roku w okolicach 1 listopada odwiedziłem miejsca bardzo bliskie mojemu sercu. Tym razem wybrałem eksperymentalną trasę, tak aby ominąć DK 22 i DK 55. Do Kwidzyna jechałem pod wiatr, zaś z powrotem było fajnie ;-)

Kategoria WYCIECZKI >150


Dane wyjazdu:
175.00 km 48.00 km teren
09:25 h 18.58 km/h:
Maks. pr.:39.00 km/h
Temperatura:14.0
Podjazdy:610 m

SZLAK WZGÓRZ SZYMBARSKICH CZ.II MICHALIN-SOPOT

Niedziela, 15 października 2017 · | Komentarze 2

Trasa: PRUSZCZ GDAŃSKI-Przywidz-Michalin-Otomin-Gdańsk-Sopot-Gdańsk-Błotnik-Kiezmark-Żuławki-Tujsk-Marzęcino-ELBLĄG

GPS

MAPA

GALERIA  (z opisem)







Lekko przysypiając w pociągu miarowo stukającym na złączach szyn dotarłem do Pruszcza Gdańskiego, gdzie na dworcu czekali na mnie Leszek i Krzysiek. Po krótkim powitaniu ruszyliśmy wspinać się na Kaszuby w porannej mżawce i szarówce. Wspierając się prognozami pogody z różnych źródeł internetowych pracowicie pokonywaliśmy kolejne kilometry, zatrzymując się na dłużej tuż za Pruszczem Gdańskim na stacji benzynowej DEMON (???) tuż przy A1. Stacja niestety nie jest całodobowa, ale ma wszystko co potrzebne rowerzyście o poranku. Chłopaki napili się kawy, coś tam zjedli i ruszyliśmy dalej.

W Mierzeszynie skręciliśmy na Kozią Górę aby do Przywidza dotrzeć poznanym niedawno Szlakiem Kaszubsko-Żuławskim, bo nudno tak ciągle było jechać asfaltem na terenowych oponach. W moim przypadku zupełnie nudno nie było, bo przed Przywidzem przebiłem dętkę na delikatnym szutrze.

Po wymianie gumy dotarliśmy do miasta i zaprowiantowaliśmy się w lokalnym Lewiatanie, bo potem sklepu już długo nie było. Po dwóch kilometrach dotarliśmy do Michalina, gdzie pojawiły się pierwsze znaki czarnego Szlaku Wzgórz Szymbarskich. Lechu wyrwał do przodu, w kierunku na Sierakowice i dopiero telefon zawrócił go z drogi na dobry azymut w kierunku Sopotu :-).

Początkowe kilometry szlaku pokrywały się ze szlakiem rowerowym Gminy Przywidz (czerwony), tak więc trudno nie było. Zresztą wiadomo było, że największe interwały czekają na nas dopiero w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym, czyli pod koniec trasy.
Przed Marszewem znaki szlaku zostały zamalowane, bowiem od dwóch lat nie istnieje mostek na rzece Reknica. Można było to objechać asfaltem, ale kto by się takimi drobiazgami przejmował. Nie było z nami dzieci, kobiet i słabych bikerów a Reknica to płytka rzeczka więc pokonaliśmy ją w poprzek bez butów i skarpet. Miałem pewne trudności z wyjściem, wybierając bagno na pół metra przy brzegu, ale w końcu się wydostałem z koryta. Ciepło było, więc pisząc te słowa dwa dni później chory nie jestem :-).

Jadąc jarem Reknicy po raz pierwszy dostrzegliśmy promienie słońca, powodujące że las eksplodował feerią jesiennych kolorów. Zrobiło się zupełnie pięknie. Przemierzając kolejne odcinku dobrze oznakowanego szlaku dotarliśmy do Łapina Kartuskiego, gdzie nadszedł czas na drugie śniadanie przy sklepie mieszczącym się w zabytkowym budynku świetlicy wiejskiej.

Chwilę potem przekroczyliśmy drogę do Kolbud i zjechaliśmy po pokrytym liśćmi, a przez to bardzo śliskim bruku do jeziora zaporowego na Raduni. Szlak przy jego brzegu okazał się bardzo pieszy, bo ilość błota i gałęzi – na szczęście na niedługim odcinku - okazała się sporym wyzwaniem.

Jak do tej pory nie spotkaliśmy zbyt wielu osób na szlaku (dokładnie jedną, tuż za przeprawą przez Reknicę) tak w okolicach Otomina były to już całe tłumy spacerowiczów. Rodziny z dziećmi, bez dzieci, z pieskami, psami, automatycznym smyczami i bez nich sprawiły, że trzeba było zachować szczególną ostrożność.

Przy Jeziorze Otomińskim zrobiliśmy krótką przerwę i obejrzawszy rodzinę łabędzi ruszyliśmy w kierunku Gdańska-Kokoszek. Przed nimi pojawił się pierwszy nieoznakowany skręt, co sprawiło nadrzucenie kilkuset metrów. Wkrótce jednak dotarliśmy do drogi krajowej nr 7 i po jej przekroczeniu zatrzymaliśmy się przy sklepie w Kokoszkach. Chłopaki zaczęli uzupełniać minerały popularnym napojem izotonicznym, zaś ja zabrałem się za wymianę drugiej przebitej dętki.

Szybko i sprawnie to poszło i już mogliśmy jechać dalej. Kierując się starymi znakami szlaku dotarliśmy do torów Pomorskiej Kolei Metropolitalnej (PKM) stojąc na krawędzi potężnego nasypu. Zarządziłem więc odwrót i pokonując plac budowy sieci ciepłowniczej z potężnym błotem, jeszcze większymi koleinami i gigantycznym protestem kolegów dotarliśmy do tunelu pod torami. Oznakowanie w tym rejonie było nieco niekompletne, ale daliśmy sobie radę.

Jadąc wzdłuż torów PKM znaleźliśmy się w osi pasa startowego lotniska w Rębiechowie i jak na zamówienie nad naszymi głowami pojawił się samolot WizzAir. Niczym rasowi spotterzy zrobiliśmy mu fotki, a chyba nawet i film.
Chwilę potem przekroczyliśmy obwodnicę Trójmiasta i bacznie wypatrując znaków szlaku skręciliśmy na północ. Zaczynała się zabawa w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym.

Liczne zjazdy przeplatały się z podjazdami a często i podejściami, bo na mokrym i śliskim podłożu to i MountainKing’i wymiękały dość szybko. A że jeszcze nie mogłem korzystać z koronki 22, bo mi się łańcuch na niej podwijał to było zupełnie wesoło.
Zrobiło się trudno, tak że jak chłopaki zobaczyli w lesie nowy asfalt to ruszyli nim raźno, chociaż pod górę :-). Byłem zmuszony ściągnąć ich w dół i skierować pionowo w górę po liściach :-). I tak pracowicie pokonując kilometry pokonywaliśmy przepiękną trasę w Gdańsku Sopocie. Na jednym z podejść Leszek zaczął wspominać maraton MTB Garmin Series, kiedy to wszyscy go podjeżdżali. Cóż, my to tylko spokojni turyści ;-).

Łysa Góra była ostatnim podjazdem na trasie Szlaku Wzgórz Szymbarskich i jedynym w sumie punktem widokowym na naszej trasie. Pozostało zjechać do Sopotu i poszukać znaku końca (początku) szlaku, czyli czarnej kropki. Znaleźliśmy ją tuż za ulicą Armii Krajowej wraz ze stosowną tablicą i tym samym nasza jazda szlakowa została zakończona. Zadowolenie było na 100% a żeby podnieść je wyżej należało zjeść obiad.

Pamiętałem z wakacji, że na górnym Monciaku jest bar mleczny, więc wbiliśmy się do niego z rowerami i ruszyliśmy do lady. Taniość i obfitość jedzenie zrobiła nam bardzo dobrze, pozostało już tylko dopompować dętki kompresorem i wrócić do Elbląga.
Że przy stacji BP w Sopocie była też myjnia, doprowadziliśmy przy okazji nasze rumaki do czystości. Ścieżkami rowerowymi Gdańska dotarliśmy do rafinerii i nie kopiąc się z koniem, czytaj: jadąc w zagęszczonym ruchu blachosmrodów na DK 7, w Przejazdowie skręciliśmy na Bogatkę i Błotnik. Potem - za Kiezmarkiem - skierowaliśmy się na Żuławki i Szkarpawę. W Tujsku skorzystaliśmy z otwartego sklepu i poganiani bardzo korzystnym wiatrem zbliżaliśmy się do Elbląga.

I kiedy już wydawało się, że nic ciekawego na jakże znanym odcinku od Marzęcina się nie wydarzy poczułem miękkość w tylnej oponie. Mylić się oczywiście nie mogłem, przyszło trzeci raz pochylić się nad dętką. Dętką pożyczoną od Krzysia, bo z trzema to ja nie jeżdżę. Nie chciało mi się jak cholera, ale z Marzęcina to jednak za daleko żeby iść z buta.

Po trzeciej wymianie już tylko zastanawiałem się, czy dotrę na tym zestawie do Elbląga. W odwodzie zostawała dętka Leszka, ale nie było już potrzeby z niej korzystać. Mocno opóźnieni dotarliśmy po 22 do Elbląga i udaliśmy się na zasłużony odpoczynek.

Dziękuję Panowie za wspólną jazdę w tak pięknych okolicznościach przyrody i nawet trzy kapcie nie są w stanie zmienić tego przekonania :-).





Kategoria WYCIECZKI >150


Dane wyjazdu:
220.00 km 0.00 km teren
09:55 h 22.18 km/h:
Maks. pr.:45.00 km/h
Temperatura:5.0
Podjazdy:850 m
Rower:BOCAS

NIEBIESKIE GREENVELO

Sobota, 7 października 2017 · | Komentarze 0

TRASA: Elbląg-Młynary-Orneta-Lubomino-Lidzbark Warmiński-Babiak-Pieniężno-Płoskinia-Chruściel-Majewo-Milejewo-ELBLĄG

GPS

MAPA

GALERIA (z opisem)



Po roku (dokładnie) wróciłem z kolegami na świecącą ścieżkę rowerową w okolicy Lidzbarka Warmińskiego będącą częścią szlaku GreenVelo. Tym razem pomysłodawcą wyjazdu był Mariusz, a na trasę wybrali się z nami jeszcze Robert i Władek. 

Z Elbląga ruszyliśmy o 18 i popychani bardzo korzystnym wiatrem z kierunków zachodnich szybko i sprawnie wspięliśmy się na Wysoczyznę Elbląską. Przez Młynary podziwiając pełnię księżyca dotarliśmy do Ornety, gdzie ledwie stanęliśmy pod sklepem w orneckich sukiennicach jak z nieba lunęła ściana deszczu. Trafiliśmy idealnie w punkt :-). Chmurka wypłakała się nad miastem, my zjedliśmy i wypiliśmy co tam kto miał i ruszyliśmy w dalszą drogę. 

Padło hasło odwiedzenia Roberta Janika, twórcy i dyrektora ultramaratonów BBTour i Pierścień 1000 Jezior. Mieszka on nieopodal Lubomina do którego w szybkim tempie się zbliżaliśmy. Późna pora planowanych odwiedzin wymagała wykonania telefonu, który zrealizował Robert. Robert zadzwonił do Roberta  :-) i po kilku kilometrach piliśmy kawę w domu Roberta Janika. Dzięki, raz jeszcze! 

Nasze pogaduchy mogłyby trwać do rana, ale w końcu trzeba było zebrać się i ruszyć w kierunku Lidzbarka Warmińskiego. Świecącą ścieżka rowerowa raczej nie świeci w dzień ;-). W Lubominie skręciliśmy na boczną drogę prowadzącą do Lidzbarka i po raz drugi w momencie lunięcia ściany wody schroniliśmy się do eleganckiej wiaty przystankowej. Szczęście nr 2 :-). 

Po przejściu chmury pokonaliśmy kultowy bruk w Wolnicy, który po deszczu był nawierzchnią śliską i niebezpieczną, i dotarliśmy do Lidzbarka Warmińskiego. Zanim udaliśmy się na zasłużoną przerwę w lokalnym Orlenie poprowadziłem kolegów drogą w kierunku Górowa Iławeckiego, przy której biegnie szlak GreenVelo i stumetrowy odcinek wspomnianej świecącej ścieżki rowerowej. Na jakiej zasadzie ona świeci powie wam niezawodny Wujek ;-).

Tak jak się spodziewałem, wielkiego WOW! na miejscu nie było i dość szybko zasiedliśmy na Orlenie racząc się zapiekankami, hot-dogami, kawami, czekoladami i herbatami. Zrobiliśmy niezłe spustoszenie w barze: -). 

Po przerwie udaliśmy się na trasę lidzbarskiego everestingu z miejscowości Pilnik na parking przy Termach Warmińskich. Chcieliśmy bowiem na własne oczy sprawdzić jaka była długość trasy i wysokość przewyższenia oraz co mogło spowodować porażkę tego przedsięwzięcia.  

Po zmierzeniu długości pętli i przyjrzeniu się sławnym Termom Warmińskim (byłem tam po raz pierwszy) rozpoczęliśmy drogę powrotną do Elbląga. Powrót urozmaicała zmienna pogoda, w końcu nie wiedzieliśmy czy pada na nas z drzew czy z nieba. Ale jak trzeci raz lunęła na nas ulewa to znowu na naszej drodze stała wiata przystankowa. Idealnie w punkt. Szczęście nr 3. Tak to można jeździć :-)). 

Było to przed Babiakiem za którym zjechaliśmy z nudnej DW 513 Lidzbark Warmiński-Pasłęk i skierowaliśmy się na Pieniężno. Potem chcąc uniknąć porannego szczytu komunikacyjnego przed Elblągiem pojechaliśmy przez Płoskinię i Chruściel do drogi technicznej wzdłuż S22 i walcząc z podjazdami i czołowym wiatrem dotarliśmy o 8 rano do Elbląga. Wszyscy poza Mariuszem ruszyli na zasłużony odpoczynek, zaś on ruszył troszkę jeszcze pokręcić :-).

Dzięki Mario za zaproszenie i za wspólną jazdę. Miło było z Wami eksplorować Warmię po ciemniaku :-)