Wydarzeniem dnia było wypadnięcie licznika Sigma z mocowania na mojej kierownicy. Rzecz działa się na skrzyżowaniu Komeńskiego/Kochanowskiego po najechaniu na znajdującą się tam wyniesioną tarczę skrzyżowania. Najwyraźniej niedokładnie włożyłem go w gniazdo. Pomimo dość szybkiego nawrotu, już po 2-3 minutach śladu po nim nie było. Ani całego licznika, ani rozjechanego licznika. Ciekawe?
Strata okazała się niewielka, bo był to bardzo budżetowy licznik. Odwiedziny Neksusa zaowocowały pojawieniem się przed moimi oczami licznika Sigmy o wszystko mówiącej nazwie SPEEDMASTER 5000. Teraz naprawdę ciężko będzie mnie dogonić :-)).
Wiele mieszkań buduje się obecnie w Elblągu. Przejeżdżałem obok jednej z ciekawszych miejscówek, ciekawych z uwagi na ładny widok, który będzie się rozciągał z wyższych pięter.
Oczywiście, doceniam też prace rewitalizacyjne kamienic pamiętających niemieckich mieszkańców Elbląga.
Sesja treningowa z wichurą w plecy to w zasadzie nie sesja ;-). Dla jej utrudnienia wróciłem pod wiatr z Milejewa przez Piastowo. Asfalt wojewódzkiej 504 wygląda miejscami jak po bombardowaniu. Plus jest taki, że kierowcy jeżdżą powoli i nie dziwią się, że rowerzysta jedzie środkiem lub slalomem. Oni bowiem też tak pomykają.
W Wilkowie dostrzegłem zajęcia dla młodych adeptów jazdy konnej w gustownym błotku a w Milejewie wyrwany, chyba przez wiatr?, słupek ze znakiem nakazu C9. Słabe mocowanie to i poległ razem z polbukiem.
Dla zupełnego urozmaicenia pojechałem GV przez Bażantarnię zaliczając po drodze odłownię na dziki. Była zamknięta i bez dzika? A gdzie podział się dzik?
Ps. Dziękuję za życzenia z okazji Dnia Mężczyzny. Do tej pory znałem tylko Dzień Chłopaka, ale to faktycznie za mało :-))
Życzenia dla rowerzystek każdego rodzaju: maratonek, miejskich, turystek, zawodniczek są dostępne tradycyjnie tutaj.
Poniżej zaś nieświąteczna proza życia, trudnego życia pieszych i rowerzystów w świecie opanowanym przez bezmyślność i egoizm kierujących samochodami. Zna ktoś tego, profesjonalnego w końcu, kierowcę ze zdjęcia poniżej? Jak tak, to niech się go spyta, czy sobie też tak zastawia drzwi w domu, w bloku, w garażu - gdziekolwiek.
Jak ja go spotkam to także zadam to pytanie i pokażę zdjęcie. Ciekawe, co usłyszę?
Po eksplodującej w poniedziałek dętce lekka centra tylnego koła zaprowadziły Bocasa do Neksusowych lekarzy, a mi zafundowała spacerowe tempo przemieszczania się po Elblągu. Rower to jest niebezpieczny pojazd ;-)
Dzięki spacerowi uwieczniłem dwie piękne, czerwone ślicznotki z logo Deutsche Bahn.
Pękająca dętka uszkodziła mi Smart Sam'a, co potraktowałem jako dobrą okazję do powrotnego założenia Schwalbe Mondial, czyli moich opon letnich. Teraz zima już nie ma wyjścia i wrócić nie może :-)
Podczas tego niespodziewanego pobytu w stolicy wziąłem wraz z Robertem na warsztat dokładne obejrzenie bulwarów wzdłuż Wisły od Starego Miasta do mostu Marii Skłodowskiej-Curie i kładki rowerowej nad Kanałem Żerańskim. Pewnych emocji dla naszych slicków dostarczył 1,5 km szutrowy odcinek przed mostem gen. Stefana Roweckiego ,,Grota'' ale obyło się bez strat.
Podwieszana droga dla rowerów na moście Łazienkowskim też była celem przejazdu. Nie spodziewałem się, że jest ona z obydwu stron mostu, ale kto bogatemu zabroni :-). Potem rzuciłem okiem na Pałac na Wodzie w Łazienkach Królewskich i zaliczyłem podjazd na Agrykoli. Akcentem politycznym tych peregrynacji były odwiedziny ulicy Srebrnej oraz taczki pod Sejmem.
Jazdę po Warszawie zakończył obiad w wietnamskim barze przez który prawie spóźniliśmy się na PKP.
Preferuję wyłącznie jazdę OUTDOOR. Żadnych trenażerów :-). Od 1994 roku jeżdżę na rowerach trekingowych (Wagant, Giant, Bocas), a od 2008 roku na rowerach MTB (Cube, Trek). Zaś od 2020 roku uczę się Treka Domane SL4, który teraz będzie rowerem do wygodnego pokonywania długich dystansów. I pamiętajcie, nie ma złej pogody na rower a są tylko źle ubrani rowerzyści ;-). Rowerpower!