Na coraz bardziej znanej i lubianej trasie treningowej towarzyszył mi dzisiaj Darecki, dzięki czemu nie zaorałem się jak ostatnio. Na Wysoczyźnie Elbląskiej zima jeszcze jak się patrzy i w okolicach Milejewa i Ogrodnik postraszyło nas trochę białym puchem. Generalnie jednak było ciepło i mokro na drogach.
Interesujący przejazd zakończyliśmy odwiedzinami Bielnika numer 1, bo porządek musi być na tym świecie ;-). Potem rozjechaliśmy się każdy w swoją stronę. Dzięki Daro za towarzystwo na tej wymagającej trasie.
Najszybciej pokonane dzisiaj kilometry to była poranna jazda z Marcinem w kierunku jego i mojej pracy. Ulica Bema o poranku nie sprzyjała spokojnej jeździe. Potem pojawiły się różne lodowe koleiny a i nawet momentami szklanka, toteż poruszałem się moim długim Bocasem powoli, dostojnie, szeroko jak Tir pokonując zakręty z prędkoscią do 15 km/h. To i tak z 4 razy szybciej niż patrzący z podziwem-zdziwieniem-szokiem* piesi.
Zajrzałem też do Regionalnego Centrum Wolontariatu odebrać podziękowania i oficjalne zaświadczenie z kwesty WOŚP w dniu 13 stycznia. Jeszcze raz wielkie dzięki Wam za ofiarność :-)
Interwałowa wspinaczka do Kamiennika Wielkiego z Gronowa Górnego to 6 różnego gatunku podjazdów na pierwszych 2 km od skrzyżowania przy wiadukcie w Gronowie nad S22 w kierunku Terkawki i jeszcze 4 pojedyncze, które pracowicie pokonałem dzisiaj po obiedzie.
Policzyłem je zaś podczas zjazdu od węzła Dębica, gdyż w Kamienniku dostrzegłem niepokojące chmury nad Milejewem, a komórkowe alerty pogodowe straszyły gołoledzią. Zawróciłem więc tam, gdzie chmury wyglądały lepiej.
Z dzisiejszego wyjazdu mam dla Was zagadkę. Co to jest za obiekt? Dla ułatwienia dodam, że jest on trudny do obejrzenia podczas wycieczki rowerowej, a najprostszy dojazd do niego jest rowerem mocno nielegalny :-)
Idzie luty, podkuj buty i wystarczy już tych rymów :-) Ferie z MOSiR skończyły się dzisiaj bardzo sympatyczną imprezą na lodowisku Helena. Jak tak patrzyłem na ludzi śmigających lepiej lub gorzej na łyżwach to przypomniało mi się, że i ja dawno temu ślizgałem się na okrąglaku w Parku Planty. Stosowne czarne hokejówki bardzo mi się wtedy podobały. Ciekawe, czy sztukę jazdy na łyżwach można zapomnieć? Jak nie, to kto wie co to będzie w przyszłym sezonie?
Potem wykorzystałem lutowe słońce i ruszyłem na Bielnik number one bo dawno mnie tam nie było. Dareckiego nie wypatrywałem, bo wiedziałem że odwiedził swoją ulubioną miejscówkę wcześniej. Trzech bikerów jednak na trasie namierzyłem. Wróciłem nieco eksperymentując, ale zmrożona żuławska gleba sprzyja teraz takim spontanom.
1. Kanał Jagielloński i Wysoczyzna Elbląska na horyzoncie.
2. Żuławski landszafcik przy niskim słońcu.
3.Tu mnie jeszcze nie było - Janowo i spichlerz elbląskiego portu w oddali.
4. Elbląski Dom pod Cisem rośnie znacznie szybciej niż to długowieczne drzewo. Oby też postał z 1000 lat. Czy wiecie że jest tam zaplanowana też obsługa rowerzystów?
Styczeń minie - zima zginie, styczeń minie - rok przeminie, albo styczeń za nami - luty przed nami lub też styczeń za plecami - luty straszy zaspami i wreszcie styczeń zakończony - tysiąc niezrobiony. To ostatnie połączenie jest szczerą prawdą, a inne zwroty możecie sobie wybrać sami - co tam komu pasuje lub nie pasuje ;-P
Kilka zdjęć z urokliwej w każdym okresie Dolinki obsypanej białym puchem i z wyrównanymi nierównościami na chodnikach.
Dzisiaj 31 km w prawdziwie zimowej scenerii lodu, śniegu i pięknego słońca. Niewymuszone i z prawdziwą przyjemnością. Na trasie pojawił się też Roberto, który - co mnie ogromnie zaciekawiło - na czas parkowania roweru odpina od niego tylny błotnik. Ja zdejmuję tylko licznik i oświetlenie :-)
Dynamicznie zmienia się pogoda w Elblągu; jak w kalejdoskopie. Jak na złość w tej brei musiałem dzisiaj zrobić wyjątkowo dużo kilometrów. Jutro myjnia, smarowanie i dalej do przodu.
W tym roku nie było jeziora, nie było błota i nie było dodatniej temperatury na polanie z wiatami w elbląskiej Bażantarni, które to towarzyszyły pierwszej edycji warsztatów Snowbike w ubiegłym roku. Dzisiaj był mróz, twarda nawierzchnia i śnieg a przede wszystkim znacznie lepsza frekwencja uczestników.
Zabawę na śniegu rozpoczęliśmy od sprawdzenia stanu ścieżek Bażantarni z GreenVelo na czele. Po spokojnym pokonaniu 7 km wróciliśmy na polanę z wiatami, gdzie wesoło płonęło ognisko profesjonalnie przygotowane przez Zarząd Zieleni Miejskiej. Nadszedł czas na małe co nieco w formie pieczonych kiełbasek oraz część warsztatową imprezy polegającą na przejechaniu wyznaczonego toru przeszkód naturalnych przygotowanego przez dziki i ludzi.
Dziki, gdyż polana z wiatami jest na znacznym obszarze przeorana przez te zwierzęta, a wkład ludzi ograniczył się do wyznaczenia trasy przejezdnej dla rowerów. Łatwo nie było, ale można było zapoznać się praktycznie jakie znaczenie ma tak banalna z pozoru sprawa, jak właściwe ciśnienie powietrza w oponach. Kto chciał mógł dzięki obecności pompki stacjonarnej poeksperymentować w tym zakresie.
Ucieszył mnie udział nowych rowerzystów z 12 letnim Adrianem na czele, jak i grupa piechurów, która pojawiła się przy ognisku. Dziękuję wszystkim za przybycie i spędzenie sobotniego przedpołudnia na świeżym powietrzu. Widzimy się za rok; mam obiecane wtedy dwumetrowe zaspy śniegu ;-)
Preferuję wyłącznie jazdę OUTDOOR. Żadnych trenażerów :-). Od 1994 roku jeżdżę na rowerach trekingowych (Wagant, Giant, Bocas), a od 2008 roku na rowerach MTB (Cube, Trek). Zaś od 2020 roku uczę się Treka Domane SL4, który teraz będzie rowerem do wygodnego pokonywania długich dystansów. I pamiętajcie, nie ma złej pogody na rower a są tylko źle ubrani rowerzyści ;-). Rowerpower!