INFO

avatar Ten blog rowerowy prowadzi MARECKY z miasta Elbląg. Mam przejechane od 1995r. 269.183 kilometry, czyli właśnie po raz siódmy okrążam równik :-). Pomykam po drogach i dróżkach z prędkością 20.87 km/h i tak jest OK.
Więcej o mnie.

MOJA STRONA INTERNETOWA

marecki.home.pl

KATALOG ŻUŁAWSKICH DOMÓW PODCIENIOWYCH

DOMY PODCIENIOWE Z XVIII/XIX w.

MÓJ FOTOSIK

FOTOGALERIA



2023baton rowerowy bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl 2011 button stats bikestats.pl 2010 button stats bikestats.pl 2009 button stats bikestats.pl 2008 button stats bikestats.pl

ARCHIWUM BLOGA

Wpisy archiwalne w miesiącu

Sierpień, 2010

Dystans całkowity:1860.00 km (w terenie 111.00 km; 5.97%)
Czas w ruchu:80:43
Średnia prędkość:22.34 km/h
Maksymalna prędkość:61.00 km/h
Maks. tętno maksymalne:181 (97 %)
Maks. tętno średnie:146 (78 %)
Suma kalorii:38000 kcal
Liczba aktywności:30
Średnio na aktywność:62.00 km i 5h 45m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
34.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:35.00 km/h
Temperatura:19.0
Podjazdy: m
Rower:

Standard

Wtorek, 31 sierpnia 2010 · | Komentarze 0

To był bardzo udany miesiąc :-).


Dane wyjazdu:
21.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:31.00 km/h
Temperatura:18.0
Podjazdy: m
Rower:

Standard

Poniedziałek, 30 sierpnia 2010 · | Komentarze 0

Na luzie po elbląskich ulicach.


Dane wyjazdu:
0.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:14.0
Podjazdy: m
Rower:

Plaaażaaa!

Niedziela, 29 sierpnia 2010 · | Komentarze 2

Urlop, urlop i po urlopie :-(.


Dane wyjazdu:
74.00 km 10.00 km teren
04:15 h 17.41 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:18.0
Podjazdy: m

WYCIECZKA ,,150 LAT KANAŁU ELBLĄSKIEGO''

Sobota, 28 sierpnia 2010 · | Komentarze 0

Unikatowy na skalę światową Kanał Elbląski obchodzi w tym roku 150 rocznicę uruchomienia. O jego wyjątkowości i oryginalności świadczy zespół 5 pochylni dzięki którym statki pokonują prawie 100 metrową różnicę poziomów pomiędzy Żuławami Wiślanymi a Pojezierzem Iławskim na przestrzeni zaledwie kilku kilometrów. Genialne w swej prostocie rozwiązanie pozwoliło na rezygnację z budowy prawie 30 śluz komorowych, które musiałyby być zbudowane w celu pokonania tej różnicy wysokości.

W obchody tej rocznicy włączył się Urząd Miejski w Elblągu organizując we współpracy ze sklepem rowerowym NEKSUS okolicznościową wycieczkę wzdłuż Kanału Elbląskiego.

Wydział Sportu UM w osobie zastępcy naczelnika Pana Andrzeja Korpackiego zapewnił dla uczestników drobne gadżety w postaci znaczka, certyfikatu, przewodnika i mapy po Kanale Elbląskim. Ja zaś miałem niewątpliwą przyjemność wycieczkę poprowadzić :-).

Na miejsce startu przy rondzie Kaliningrad stawiło się 19 osób, których nie odstraszyły nocne opady deszczu, ciemne chmury, silny wiatr i nie za wysoka temperatura. W trakcie wycieczki udało nam się uniknąć deszczu, a i wiatr przez jakiś czas nam pomagał.

TRASA: ELBLĄG-Przezmark-Komorowo Żuławskie-Węzina-Klepa-Karczowizna-Jelonki-pochylnie: Jelenie-Oleśnica-Kąty-Buczyniec-Buczyniec- Rychliki-Wysoka-Grądowy Młyn-Stankowo-Nowe Dolno-Dzierzgonka-Krzewsk-Żurawiec-Raczki Elbląskie-ELBLĄG

W trakcie jazdy zajrzeliśmy na pole rekreacyjno-biwakowo-piknikowe przy pochylni Buczyniec, gdzie miały się odbywać imprezy okolicznościowe, w tym inscenizacja uruchomienia pochylni Buczyniec.Tam jednak dowiedzieliśmy się, że wszystko przełożono na jutro. Pozostało nam zajrzeć do Rychlik, gdzie trwały obchody 700-lecia tej miejscowości połączone z dożynkami gminnymi. Udało nam się dorwać do darmowej grochówki i innych, komercyjnych już, smakołyków :-).

W doskonałych humorach wróciliśmy około 15 do Elbląga.
NA STARCIE © MARECKY

NA NIEBIESKIM SZLAKU © MARECKY

NA NIEBIESKIM SZLAKU © MARECKY

OKOLICZNOŚCIOWY SPŁYW KANOE DO BUCZYŃCA © MARECKY

NA POCHYLNI OLEŚNICA © MARECKY

STATEK BIRKUT WŁAŚNIE WSPIĄŁ SIĘ PO TRAWIE 24 METRY © MARECKY

STATEK ŁABĘDŹ WPŁYWA DO DOLNEGO STANOWISKA POCHYLNI KĄTY © MARECKY

A WSZYSTKO TO DZIAŁA DZIĘKI WODZIE © MARECKY

POCHYLNIA KĄTY- WODNE KOŁO NAPĘDOWE © MARECKY

BIKERKA MARTA-NASZ WYCIECZKOWY RODZYNEK ;-) © MARECKY

OPUSZCZAMY POCHYLNIĘ BUCZYNIEC © MARECKY

RYCHLIKI-WIEŃCE DOŻYNKOWE I ORKIESTRA DĘTA Z IŁAWY © MARECKY

W NAMIOCIE REJSYT PEŁNA EKOLOGIA I NATURA © MARECKY

LOKALNE CHEERLEADERKI :-) © MARECKY

MOJE ULUBIONE STOISKO :-) © MARECKY

TRAKTOROWA GROCHÓWKA © MARECKY

BIAŁY KOT I ZIELONA TRAWA :-) © MARECKY


Dane wyjazdu:
2.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:20.0
Podjazdy: m
Rower:

Plaaażaaa!

Piątek, 27 sierpnia 2010 · | Komentarze 0

Odebrałem Gianta z serwisu i można powiedzieć, że sprzęt jest gotowy co codziennej, wytężonej pracy.
Kategoria SERWIS


Dane wyjazdu:
20.00 km 0.00 km teren
01:15 h 16.00 km/h:
Maks. pr.:34.00 km/h
Temperatura:21.0
Podjazdy: m

PO WARSZAWIE

Czwartek, 26 sierpnia 2010 · | Komentarze 0

Nudząc się w oczekiwaniu na kolejny pociąg zajrzeliśmy tu i tam.
WARSZAWA-KRZYŻ POD PAŁACEM PREZYDENCKIM © MARECKY


PEŁNE FOTO Z CAŁEGO WYJAZDU JEST TUTAJ.


Dane wyjazdu:
139.00 km 0.00 km teren
06:38 h 20.95 km/h:
Maks. pr.:59.00 km/h
Temperatura:23.0
Podjazdy: m

POWRÓT, CZYLI USTRZYKI GÓRNE-PRZEMYŚL

Środa, 25 sierpnia 2010 · | Komentarze 3

Wszystko co piękne, ma niestety swój za szybki koniec i nadszedł czas na powrót.
Po śniadaniu spakowaliśmy się, Robert postanowił zajrzeć z buta na Połoninę Caryńską, a ja spokojnie poturlałem się w kierunku Ustrzyk Dolnych, aby za dnia nasycić wzrok widokami niedostępnymi mi podczas pokonywania tej trasy w nocy.

TRASA: USTRZYKI GÓRNE-Ustrzyki Dolne-Krościenko-Jureczkowa-Arłamów-Huwniki-Kalwaria Pacławska-Fredropol-Pikulice-PRZEMYŚL

Bogactwo kultury materialnej w postaci szlaku architektury drewnianej, piękno przyrody i urozmaicone widoki były prawdziwą nagrodą po trudach jazdy przez Polskę.

Byłem też ciekawy, jak wygląda podjazd Czarna-Lutowiska, który tak mi się dłużył podczas jazdy nocnej. Za dnia okazał się niespełna 3 km spokojnym i łagodnym zjazdem, o tyle fajnym, że bez serpentyn, tak więc można było się rozbujać.

Z Robertem spotkałem się w Ustrzykach Dolnych i już razem kontynuowaliśmy jazdę do Przemyśla. Od Krościenka droga zaczęła się wspinać, aby szczytowe wartości osiągnąć przed Arłamowem, miejscowością słynną z internowania tutaj w 1982 r. Lecha Wałęsy.

Potem nastąpił ponad 10 km zjazd do Makowej, gdzie w pewnym momencie postraszył nas TIR wyłaniając się zza zakrętu. W Huwnikach odbiliśmy 3 km w kierunku Kalwarii Pacławskiej, gdzie po katorżniczym 2 km podjeździe ja dotarłem do celu, a Robert dał sobie spokój.
Podjazd był tak stromy, że pod koniec myślałem już tylko czy zejść z roweru, czy mordować się dalej z prędkością 6 km/h i odpadającym od nawierzchni przednim kołem :-). Miałem wrażenie, że jest to pokuta za wszystkie grzechy ;-). Coś niesamowitego.

Sama Kalwaria Pacławska to zarówno sanktuarium maryjne, jak i urokliwa miejscowość z małomiasteczkową drewnianą zabudową. Cisza i spokój tego miejsca robi pozytywne wrażenie.

Dalsza droga wiodła na północ do nieodległego już Przemyśla. Miasto jest otoczone ogromną liczbą fortów składających się na jedną z największych w Europie twierdz. Była ona oblegana trzykrotnie w czasie I wojny światowej.

W Przemyślu zajrzeliśmy na starówkę, gdzie znajduje się kilka wartych obejrzenia obiektów, zjedliśmy kolację i o 22 wsiedliśmy do pociągu jadącego do Warszawy, gdzie mieliśmy 2 godzinną przesiadkę do Malborka. Wykorzystując ten czas zajrzeliśmy jeszcze pod najbardziej medialny krzyż ostatnich tygodni.

Potem w pociąg i do domu. W Elblągu byliśmy o 17, co nie wystawia dobrej opinii naszym ,,wspaniałym'' kolejom. Mniej męcząca była jazda rowerem przez Polskę :-). Na dworcu czekała na nas grupka wiernych fanów, którym za wsparcie i doping bardzo dziękujemy :-).

STUPOSIANY-UJŚCIE WOŁOSATEGO DO SANU © MARECKY

SMOLNIK-CERKIEW DREWNIANA © MARECKY

LUTOWISKA-KOŚCIÓŁ ŚW. STANISŁAWA BISKUPA © MARECKY

ŻŁOBEK-CERKIEW DREWNIANA © MARECKY

RABE-CERKIEW DREWNIANA © MARECKY

RABE-WNĘTRZE CERKWI I IKONOSTAS © MARECKY

HOSZÓW- DAWNA CERKIEW, OBECNIE KOŚCIÓŁ RZYM/KAT. © MARECKY

HOSZÓW-DAWNA CERKIEW, OBECNIE KOŚCIÓŁ RZYM/KAT © MARECKY

USTRZYKI DOLNE-SANKTUARIUM MATKI BOSKIEJ BIESZCZADZKIEJ © MARECKY

USTRZYKI DOLNE-SANKTUARIUM MATKI BOSKIEJ BIESZCZADZKIEJ © MARECKY

USTRZYKI DOLNE-POMNIK ŻOŁNIERZY POLSKICH 1914-1945 © MARECKY

POCIĄG USTRZYKI DOLNE-CHYRÓW(UKR), CZYLI 10 KM/H :-) © MARECKY

KROŚCIENKO-PRZEJŚCIE GRANICZNE Z UKRAINĄ © MARECKY

LISKOWATE-CERKIEW DREWNIANA © MARECKY

ARŁAMÓW-HOTEL © MARECKY

HUWNIKI-KOŚCIÓŁ Z KAMIENIA © MARECKY

KALWARIA PACŁAWSKA © MARECKY

KALWARIA PACŁAWSKA © MARECKY

KALWARIA PACŁAWSKA © MARECKY

KALWARIA PACŁAWSKA-DREWNIANA ZABUDOWA © MARECKY

FREDROPOL-CERKIEW DREWNIANA © MARECKY

FREDROPOL-CERKIEW DREWNIANA © MARECKY

PRZEMYŚL-POMNIK SZWEJKA © MARECKY

PRZEMYŚL-FONTANNA Z NIEDŹWIEDZIEM © MARECKY

PRZEMYŚL-KATEDRA GRECKO-KATOLICKA © MARECKY

PRZEMYŚL-KATEDRA RZYMSKO-KATOLICKA © MARECKY

PRZEMYŚL-KOŚCIÓŁ KLASZTORNY FRANCISZKANÓW © MARECKY

PRZEMYŚL-NA WIADUKCIE © MARECKY


PEŁNE FOTO Z CAŁEGO WYJAZDU JEST TUTAJ.

Kategoria WYCIECZKI 50-150


Dane wyjazdu:
18.00 km 4.00 km teren
01:14 h 14.59 km/h:
Maks. pr.:44.00 km/h
Temperatura:23.0
Podjazdy: m

REGENERACJA, CZYLI SPOKOJNIE DO WOŁOSATEGO

Wtorek, 24 sierpnia 2010 · | Komentarze 2

O poranku zapoznaliśmy się z wynikami maratonu (Robert 33 w Gen./6 w Solo; ja 55 w Gen./44 w Open). Była okazja do rozmowy z innymi ekstremalistami. Wiele osób podkreślało bardzo dobrą pogodę, która towarzyszyła zawodom.

KOMANDOR BB TOUR ROBERT JANIK W PRACY © MARECKY

MOCARZ Z ŁODZI - WIKI © MARECKY

REBE Z WŁOCŁAWKA( 2 OD PRAWEJ) I KALINA Z CHOSZCZNA (4 OD PRAWEJ)- JUŻ LEGENDA TEJ TRASY © MARECKY


Po ceremonii dekoracji zwycięzców BB Tour postanowiliśmy z Robertem udać się do Wołosatego, gdzie w 2008 r. była meta jednej z edycji Imagis Tour. Jadąc spokojnym tempem dotarliśmy do ostatniej miejscowości przed Ukrainą, a nawet wspięliśmy się po szutrze i kamieniach na samą granicę. Bezcenne doświadczenie dla szosowych opon ;-). Potem spokojnie zjechaliśmy i oddaliśmy się błogiemu nicnierobieniu.

ROBERT NA DRODZE DO WOŁOSATEGO © MARECKY

PODĄŻAM KU GRANICY © MARECKY

ROBERT PRZY SWOIM KOLORYSTYCZNIE SŁUPIE GRANICZNYM :-) © MARECKY

JA ZAŚ PRZY SŁUPIE NARODOWYM KOLORYSTYCZNIE NIEDOBRANI :-) © MARECKY

WSPÓLNIE NA TLE GRANICY © MARECKY

RÓŻA SZLAKÓW-NAJCIEKAWIEJ WYGLĄDA SZLAK BESKIDZKI ;-) © MARECKY


Tutaj jest koniec. Prawdziwy koniec ;-)





PEŁNE FOTO Z CAŁEGO WYJAZDU JEST TUTAJ.



Kategoria WYCIECZKI <50


Dane wyjazdu:
378.00 km 1.00 km teren
17:41 h 21.38 km/h:
Maks. pr.:61.00 km/h
Temperatura:25.0
Podjazdy: m

BAŁTYK-BIESZCZADY TOUR 2010 - II ETAP

Poniedziałek, 23 sierpnia 2010 · | Komentarze 6

TRASA: WSOLA-RADOM-IŁŻA-OSTROWIEC ŚWIĘTOKRZYSKI-OPATÓW-RZESZÓW-DOMARADZ-SANOK-ZAGÓRZ-LESKO-USTRZYKI DOLNE-USTRZYKI GÓRNE

Organizatorzy zalecali objazd remontowanego odcinka DK 9 w Radomiu jadąc przez miasto, żeby w końcu na odprawie startowej zezwolić na swobodny wybór trasy przez każdego maratończyka. Tak więc pozostawała opcja jazdy przez miasto skomplikowanym podobno objazdem, albo pokonanie 2 km odcinka robót drogowych.

Dysponując ponadprzeciętnie (RS Reba, opony 1,25) wyposażonym rowerem szosowym postanowiłem urozmaicić sobie banał asfaltów krótkim odcinkiem terenowym :-).
Przejazd nie sprawił mi najmniejszych trudności, w dwóch miejscach tylko piętrzyły się małe hałdy ziemi i piasku, poza tym nawierzchnia była już utwardzona, a nawet częściowo wylana asfaltem.
RADOM-REMONT DK 9 © MARECKY

RADOM-REMONT DK 9 © MARECKY

RADOM-REMONT DK 9 © MARECKY


Odcinek terenowy zakończył się równie szybko, jak się zaczął i spokojnie nabierając tempa kontynuowałem podróż na południe. DK 9 do Iłży była doskonale pusta, miało to związek z faktem, że objazd dla TIR-ów kończył się w Iłży właśnie.
W tym miasteczku moją uwagę przykuła wieża zamku, z oświetloną galerią, na której powinna jeszcze do kompletu pojawić się Brunhilda. Ponieważ nie miałem jednak tyle czasu,aby na nią czekać to jest fotka bez niej ;-).
IŁŻA-ZAMEK BISKUPÓW KRAKOWSKICH © MARECKY


Za tym urokliwie położonym miasteczkiem jazda w dalszym ciągu była bardzo spokojna, ciszę zakłócały tylko nieliczne samochody. Punkt kontrolny zlokalizowany był nieco za Iłżą, przy stacji benzynowej i motelu Viking. Nie było tam żywego ducha, poza wystraszonym moją obecnością chłopakiem w okienku stacji, który miał na szczęście najważniejszą rzecz-kartę kontrolną :-). O inne rzeczy wolałem już go nie pytać, bo i tak było widać, że nic nie wiedział.

Wkrótce dotarłem do Ostrowca Świętokrzyskiego, ale ponieważ było jeszcze ciemno to zwiedzanie miasta sobie podarowałem. Nie sposób było sobie za to podarować eleganckiego podjazdu wyjazdowego, który był pierwszą konkretną górką na trasie BB Tour. Nie dość tego, za Ostrowcem droga dalej się wznosiła, tak że zrobiło się mi całkiem ciepło.

Między Ostrowcem a Opatowem nadszedł dzień i jazda nabrała nowego wymiaru. W Opatowie dostrzegłem ciekawą bramę i informację o najdłuższej w Polsce podziemnej trasie wycieczkowej.
OPATÓW-BRAMA WARSZAWSKA Z XVI w. © MARECKY


Odcinek od Opatowa do mostu na Wiśle pod Tarnobrzegiem wspominam jako najtrudniejszy na cały maratonie. Potężna ilość TIR-ów jadących z dwóch stron i kilkunastokilometrowy odcinek DK 9 bez pobocza spowodowały, że jazda przypominała survival. Nie chce mi się nawet o tym pisać.

W międzyczasie pojawił się PK we Włostowie, ustawiony tak, aby nikt przypadkiem nie zjechał do Sandomierza. Tam nieco odpocząłem i po zebraniu sił potoczyłem się dalej. Wkrótce zaczęły się zjazdy w kierunku doliny Wisły, mi szczególnie spodobał się jeden w okolicach Klimontowa.
KLIMONTÓW-PANORAMA MIASTECZKA i KOLEGIATA ŚW. JÓZEFA © MARECKY

Potem przejechałem Wisłę, a dosłownie 200 metrów za rzeką zadzwonił BIODAREK z tekstem ,,Widzę, że przejechałeś Wisłę i jesteś w województwie podkarpackim''. Byłem pod dużym wrażeniem takiej dokładności GPS, którego wiozłem ze sobą, niczym Wielkiego Brata :-).

Pierwszy PK na Podkarpaciu był zlokalizowany w Nowej Dębie na stacji benzynowej.
NOWA DĘBA-PUNKT KONTROLNY © MARECKY

Uzupełniłem zapasy, chwilę porozmawiałem i dostrzegłem zbliżającą się załogę jedynego tandemu na trasie. Nadjechali tak szybko, że ich nieco uciąłem :-).
TANDEM MIX NADJEŻDŻA © MARECKY

Mam nadzieję, że się nie pogniewają ;-). To bardzo sympatyczna i doświadczona rowerowa para. Nikogo chyba nie zdziwił fakt, że ukończyli BB Tour w bardzo dobrym czasie.

W samo południe wjechałem do Rzeszowa i nie przebijając się przez miasto skorzystałem z nieco remontowanej obwodnicy. Tworzyły się tam duże korki, ale dla roweru nie był to jakiś większy problem.
Na rogatkach Rzeszowa zlokalizowany był kolejny punkt kontrolny w zajeździe ,,Pod skrzydłami''. Nazwa wydawała się dość tajemnicza, aż do momentu ujrzenia tego lokalu ;-).
RZESZÓW-PUNKT KONTROLNY ,,ZAJAZD POD SKRZYDŁAMI'' © MARECKY

Bardzo ładnie wkomponowany w otoczenie.

Dalsza droga wiodła DK 9, znacznie już spokojniejszą od wcześniejszych kilometrów. Widać było na horyzoncie góry. Zaczęły pojawiać się konkretne podjazdy, jeden z nich miał szczególną urodę, a co ciekawsze zjazd z niego był bardziej stromy niż podjazd (6% do 9%). Bardzo zdrowy układ ;-).
OSTRY PODJAZD-OSTRY ZJAZD © MARECKY


Wkrótce pożegnałem się z DK 9, tym bardziej bez żalu, bo zdążyłem jeszcze przebić na niej dętkę. Wymiana poszła sprawnie, gorzej było ze znalezieniem kompresora, co by nieco atmosfer dorzucić. Albo kompresory były za słabe, albo kosztowały (sic!!!) 1 zł za 3 minuty dmuchania. W końcu znalazłem profesjonalną maszynę w normalnej cenie 0 zł :-).

Od Domaradza dalsza droga prowadziła na Sanok. Zanim tam dotarłem, w Brzozowie na PK zostałem podjęty żurkiem przygotowanym przez lokalnych strażaków z OSP. Tak przygotowany mogłem śmiało wjeżdżać w Bieszczady :-). Sam Brzozów i okolice okazały się ciekawym miejscem, gdzie było na czym wzrok zawiesić.
BLIZNE-DREWNIANY KOŚCIÓŁ WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH © MARECKY

BRZOZÓW-DREWNIANY DOM © MARECKY

RETRO TRANSPORT © MARECKY

HUMNISKA- DREWNIANY KOŚCIÓŁ ŚW. STANISŁAWA BISKUPA © MARECKY


Do Sanoka pozostawało już niewiele kilometrów, ale widoki tak odbiegały od tego co widzę na co dzień, że nie mogłem się oprzeć ;-).
PEJZAŻ PRZED SANOKIEM © MARECKY


W końcu jednak dotarłem o 18 do Sanoka, gdzie odnalazłem PK znajdujący się w Domu Turysty. Zaległem tam na fajnej sofie i jadłem suchy prowiant otrzymany na punkcie. O dziwo nie zasnąłem na tym miękkim meblu :-).
SANOK-PLAŻA NA MIĘKKIEJ SOFIE :-) © MARECKY


Nic do dobre, nie trwa wiecznie tak więc i ja ruszyłem do przodu. Drogowskaz na wylocie z Sanoka pokazywał jednoznacznie, że zaczyna się ostatni odcinek maratonu.
SANOK-ŚWIATEŁKO W TUNELU, CZYLI 81 KM DO METY :-) © MARECKY


Po chwili wjeżdżałem do Zagórza, sławne serpentyny nad miastem pokonałem w odwrotnym kierunku niż podczas wyprawy w 2000 r.
ZAGÓRZ-PANORAMA MIASTA Z SERPENTYN © MARECKY

Potem super zjazd do Leska i stopniowe wspinanie się do Ustjanowej Górnej.
PRZED LESKIEM © MARECKY

W końcu szybki zjazd do centrum Ustrzyk Dolnych i postój przy podświetlonej fontannie.
USTRZYKI DOLNE-KOLOROWA FONTANNA © MARECKY


W Ustrzykach Dolnych skręciłem w prawo i wyszedłem na ostatnią, 44 km, prostą ;-). Ostatni na trasie PK był zlokalizowany w gospodarstwie agroturystycznym ,,Gęsi Zakręt''. Udało mi się przejechać ten punkt o dobre 2 km, bo ludzie z punktu widząc mnie, nie odezwali się ani jednym słowem. Podpisałem listę, zjadłem chyba z pół arbuza i w drogę. Po drodze dostałem telefon od PIOTRA, który wzmocnił moje morale, bo senność znowu dawała o sobie znać.

Przez Rabe i Żłobek dotarłem do Czarnej Góry, gdzie jednak zaległem na kilka minut na przystanku. Krótka drzemka dobrze mi zrobiła, bo podjazd do Lutowisk poszedł mi gładko, chociaż po ciemku wydawał się nie mieć końca.

Przed Smolnikami dojechał do mnie zawodnik z którym postanowiłem kontynuować końcową jazdę, bo dysponował mocnym oświetleniem, a moje powoli dogorywało. Wydobyłem z siebie wszystko co najlepsze i ostatnie 14 km pędziliśmy w szalonym tempie ponad 20 km/h. Przez Smolniki, Procisne, Stuposiany, Pszczeliny i Berezki dotarłem do tablicy Ustrzyki Górne i zatrzymałem się na obowiązkową fotkę :-).
DOJECHAŁEM !!! © MARECKY


Po przejechaniu 1045 km w czasie 44h 2 minut byłem o godzinie 1.15 na mecie. Łącznie w trasie spędziłem 65h 8 minut.
DYSTANS © MARECKY

CZAS JAZDY © MARECKY

Na mecie czekała na mnie gorąca zupa i zimne piwo. Omówione zostały pokrótce wrażenia z trasy i udałem się na zasłużony odpoczynek do Hotelu Górskiego PTTK.

To nie koniec :-) - dalej 

PEŁNE FOTO Z CAŁEGO WYJAZDU JEST TUTAJ.
Kategoria SUPERMARATONY


Dane wyjazdu:
667.00 km 0.00 km teren
26:21 h 25.31 km/h:
Maks. pr.:51.00 km/h
Temperatura:25.0
Podjazdy: m

BAŁTYK-BIESZCZADY TOUR 2010 - I ETAP

Sobota, 21 sierpnia 2010 · | Komentarze 8

Pierwszy, internetowy rzecz jasna, kontakt z tym maratonem, jeszcze pod nazwą Imagis Tour, miałem w 2007 r. Wtedy nie miałem żadnego doświadczenia w długodystansowej jeździe na rowerze, ale kilka własnoręcznie zorganizowanych lub komercyjnych SUPERMARATONÓW pozwoliły mi, ku mojemu zdziwieniu, realnie myśleć o wystartowaniu i ukończeniu tej ciekawej imprezy.

Co prawda, koncepcja jazdy głównym drogami krajowymi w naszym pięknym kraju nie podobała mi się i nadal mi się nie podoba - ale w myśl zasady, że co cię nie zabije, to cię wzmocni postanowiłem spróbować. Z pewnością dodatkową motywacją do startu była decyzja Roberta Woźniaka o starcie w tej imprezie. We dwóch zawsze śmieszniej :-).

Tak więc, stanęliśmy wszyscy w liczbie 75 rowerzystów i jednej rowerzystki na rampie promu w Świnoujściu, padł strzał z armaty i peleton ruszył spokojnie ( bez tandemu, który mógł już jechać ostro) na miejsce startu ostrego sprzed bazy promowej.

TRASA: ŚWINOUJŚCIE-WOLIN-PŁOTY-ŁOBEZ-DRAWSKO POMORSKIE-KALISZ POMORSKI-WAŁCZ-PIŁA-BYDGOSZCZ-TORUŃ-WŁOCŁAWEK-GOSTYNIN-GĄBIN-SOCHACZEW-ŻYRARDÓW-GRÓJEC-BIAŁOBRZEGI-WSOLA

ŚWINOUJŚCIE-START BB TOUR Z RAMPY PROMU © MARECKY


Moja piętnastoosobowa grupa wystartowała o godzinie 8.07 i kontakt z nimi miałem może przez 3 kilometry :-). Podjazd z miasta był wystarczająco stromy i długi dla mnie, aby nie pokonywać go z prędkością dobrze ponad 30 km/h. I tak to szybciutko zrobiłem się solo w kategorii OPEN :-). Tak w zasadzie miało już być przez całą trasę.

Odcinek do pierwszego punktu kontrolnego w Płotach pokonywany odwrotnie niż dnia poprzedniego dostarczył nowych wrażeń, zwłaszcza piękne lasy Wolińskiego Parku Narodowego umiejscowione po obu stronach DK 3 spowodowały, że ten odcinek wspominam bardzo przyjemnie.

Po opuszczeniu wyspy Wolin udało mi się zamienić kilka słów z TRANSATLANTYKIEM i chłopakami z WTR, ale że nie garnąłem się do dawania zmian w grupie, to po chwili znowu jechałem samodzielnie :-).

Gdy doszła do mnie kolejna 15-osobową grupa poczułem w sobie lekką nutkę sportową i z prędkością w granicach 30 km/h gnałem za nimi do pierwszego PK w Płotach. Tam dałem sobie spokój, bo to przecież był początek jazdy, a ja już zaczynałem czuć zmęczenie. Na punkcie podjadłem sobie, napiłem się i zamieniłem kilka słów ze strażakami i bikerami.
PŁOTY- NA PUNKCIE KONTROLNYM © MARECKY

Po chwili przyjechał Robert, ale jemu się gdzieś spieszyło i postój na punkcie ograniczył do minimum :-). Ruszyłem za nim, ale to nie miało większego sensu :-P.

Wkrótce zakończyła się (w Starogardzie) jazda drogą poznaną wczoraj i gdy pod Łobzem zobaczyłem pięknie stojący na górce wiatrak typu ,,holender'' postanowiłem już całkiem oddać się spokojnej, turystycznej jeździe.
PORADZ- WIATRAK ,,HOLENDER'' © MARECKY

Drugi PK był zlokalizowany w Drawsku Pomorskim, gdzie nieocenioną pomocą w jego znalezieniu przyniosły namalowane na asfalcie strzałki. Przypomniała mi się szczenięca zabawa w podchody, ale tu na szczęście nie było zmyłek :-).

Za Drawskiem wjechaliśmy na tereny poligonu wojskowego, pojawiły się tablice ostrzegawcze, przejazdy czołgowe, a nawet znaki ostrzegające przed czołgami. W ramach rozrywki orgowie nie zapewnili nam jednak jazdy wśród wybuchających pocisków i manewrujących czołgów :-).
W tych pięknych okolicznościach przyrody zrobiłem sobie mały popas, tak aby przed wjazdem na DK 10 w Kaliszu Pomorskim być czujnym i skupionym.
POMIERZYN-CZAS NA KANAPKOWO-ŻELOWY OBIAD © MARECKY


W Kaliszu Pomorskim moja jazda nabrała nowego wymiaru, bo i droga była elegancka i dość spokojna, a i wiatr w plecy w końcu pomagał.
Szybkie łykanie kilometrów towarzyszyło mi do Wałcza, miasta, które stanowiło jeden z najmocniej umocnionych punktów oporu na Wale Pomorskim.
WAŁCZ- POMNIK WALK O WAŁ POMORSKI © MARECKY


Za Wałczem zbliżyłem się do kolejnego punktu kontrolnego, na przedmieściach Piły. Był on zlokalizowany w barze i jego znalezienie nie nastręczyło mi trudności. Dziewczyny z obsługi sprawnie napełniły mi bidony, zrobiły fotki i już mogłem jechać dalej.
PIŁA- PK ,,BAR NAD ZALEWEM'' © MARECKY

PIŁA-WITACZ NAWIĄZUJĄCY DO WALK O WAŁ POMORSKI © MARECKY


Za Piłą znajduje się Śmiłowo, wieś znana z okazałej hacjendy byłego senatora Stokłosy. Imponującej wielkości willa przyciągnęła także moją uwagę, jednak próba zrobienia fotki zakończyła się niepowodzeniem, bo mnie przegoniono :-).
Od czego jednak GOOGLE :-P

Widać już było, że dzień zbliża się nieubłaganie ku końcowi i wkrótce słońce zajdzie. A zachodziło tego dnia bardzo ładnie i kolorowo.
NAKŁO NAD NOTECIĄ-KOLOROWO ZACHODZI SŁOŃCE © MARECKY

Dla mnie jego zachód wypadł na obwodnicy Nakła nad Notecią, gdzie uzbroiłem rower w różne świecące wynalazki. Niektórzy pewnie pomyślą, że to jakaś forma paranoi, ale miałem założone 3 czerwone lampki diodowe (2xSmart Superflash + 1x zwykła 5-diodowa Cateye), 3 opaski odblaskowe na torbie i takie dwie na łydkach. Do tego z przodu dwie lampki typu bocialarka i można było myśleć, że słońce nie zaszło :-). Bezpieczeństwo ponad wszystko.
NAKŁO NAD NOTECIĄ-CUBE PRZYGOTOWANY DO JAZDY NOCNEJ © MARECKY

DZIEŃ TO CZY NOC? © MARECKY


Wkrótce dojechałem do następnego PK w miejscowości Kruszyna. Chwilę się zakręciłem, coś tam zjadłem i pojechałem dalej. Dzieki telefonowi od kibicującego i prowadzącego relację on-line DARECKIEMU,, udało'' mi się wjechać do Bydgoszczy. Połapałem się jednak, ze coś jest nie tak, bo skąd tu nagle taki ostry zjazd i ten dziwny numer drogi ,,80''. To było Osowa Góra, a ja czym prędzej robiłem ,,w tył na lewo''. Nawet jednak, jakbym nie zauważył całkiem dużego miasta, jakim jest Bydgoszcz, to szybki telefon od kibicującego i wspierającego mnie mentalnie BIODARKA zawrócił by mnie na właściwą trasę :-).

Po powrocie na właściwy azymut, DK 10 zamieniła się w S10 i przez rzęsiście oświetlone dwa węzły drogowe przeleciałem jak burza. Potem wjechałem w las, który ciągnął się aż do Torunia. Ruch na drodze ustał zupełnie, jechałem sam otoczony ścianą lasu i świecącym księżycem. Brakowało tylko wyjących wilków :-).

Zamiast zwierząt poczułem za to potężną senność, zaczęło się znane z ubiegłorocznego wyjazdu do Częstochowy falowanie rowerem na lewą stronę, a że byłem sam, to nie było co czekać tylko natychmiast zjeżdżać z trasy. Mentalnie i technicznie bylem przygotowany na nocleg pod drzewem lub w rowie, no ale skoro z lasu wyłonił się bar ze stacją benzynową :-).

Zamówiłem hamburgera i odpoczywając na krześle zasnąłem. Obudzony zostałem przez sympatyczną dziewczynę z obsługi, która nieco przestraszonym głosem stwierdziła, że ja śpię już 1,5 godziny. Jak to szybko zleciało :-). Podziękowałem, wstałem i pojechałem dalej. Przy wjeździe na obwodnicę Torunia pamiętałem, aby uważać, bo byli już tacy co śmigali ekspresówką w tym miejscu. A w Toruniu był kolejny punkt kontrolny, gdzie spotkałem kilku bikerów. Godzina była wczesna (4.50), ale wypadało już coś zjeść.
TORUŃ- PK ,,BAR BALTAZAR'' © MARECKY

Z punktu ruszyliśmy wspólnie, aby po kilku kilometrach znowu się rozproszyć. Na odcinku do Włocławka natrafiłem na trzy odcinki robót drogowych na DK 1. Były one sterowane sygnalizacją, także nie było trudności aby się wpasować i za długo nie stać. W zasadzie to w ogóle nie stałem ;-).

Przed miastem zatrzymałem się na porządne śniadanie, czyli michę żurku z tradycyjnymi dodatkami i jajecznicę z 6 jaj. Do tego moje wynalazki żelowe z torby i byłem jak nowy :-). Nawet koszmarny jakościowo wjazd do Włocławka, gdzie DK 1 jest popękana, dziurawa, pofalowana i z wystającymi studzienkami, nie wytrącił mnie z równowagi. Wszak miałem amora w moim rowerze, ale co tam musieli przeżywać sztywni szosowcy.

Na punkcie zjadłem już niewiele, uzupełniłem picie i w drogę.
WŁOCŁAWEK-PK NA STACJI BENZYNOWEJ © MARECKY

Za Włocławkiem trasa maratonu opuszczała DK 1 i wjeżdżała do miejscowości Kowal. Tam na rondzie dostrzegłem dużej postury postać na cokole. Po bliższym podjechaniu okazało się, że to nie byle kto, bo sam król Kazimierz III Wielki urodzony w tym miejscu ( ten, co zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną).
KOWAL-POMNIK KRÓLA KAZIMIERZA III WIELKIEGO © MARECKY


Kolejny punkt kontrolny zlokalizowany był w Gąbinie na stacji benzynowej.
GĄBIN-PK NA STACJI BENZYNOWEJ I SŁAWOMIR FRITZ © MARECKY


Zbliżał się dla mnie półmetek trasy, na liczniku pojawiła się cyfra 500. Upał robił się dość męczący, nieco częściej zatrzymywałem się w cieniu na odpoczynki.
POŁUDNIOWA SJESTA GDZIEŚ NA MAZOWSZU :-) © MARECKY


Wkrótce dotarłem do DK 50 popularnie zwaną ,,obwodnicą Warszawy dla Tir-ów'' :-). Na szczęście była niedziela i te kolosy grzecznie stały na przydrożnych parkingach w ilościach dość ogromnych. Nie znaczy to, że droga była zupełnie ich pozbawiona, ale jechało się dobrze. Przez Sochaczew dotarłem do kolejnego punktu kontrolnego na stacji benzynowej w Guzowie.
GUZÓW- PUNKT KONTROLNY © MARECKY


Miła pogawędka z obsługą, jedzenie arbuza i uzupełnienie płynów to czynności wykonane przez mnie + oczywiście podpisanie listy obecności :-).

Za Guzowem wjechałem do Żyrardowa, miasta w którym przeprowadza się ciekawą rewitalizację zabytkowych budynków przędzalni i tkalni dawnych zakładów lniarskich. Obecnie jest to jeden z nielicznych zachowanych zespołów urbanistycznych miasta przemysłowego XIX w. Dawne hale produkcyjne są przerabiane na lofty, centra handlowe i magazyny. Wszystko zachowuje wysoką estetykę i urodę.
ŻYRARDÓW-STYLOWY BUDYNEK POCZTY © MARECKY

ŻYRARDÓW-URZĄD MIEJSKI © MARECKY

ŻYRARDÓW-LOFTY © MARECKY

ŻYRARDÓW-KOŚCIÓŁ PW. MATKI BOŻEJ POCIESZENIA © MARECKY


Z urokliwego Żyrardowa jadę w kierunku Mszczonowa, który omijam obwodnicą. Potem zaczynają się po obu stronach drogi sady jabłoniowe-widomy znak, że zbliżamy się do Grójca-stolicy polskiego sadownictwa.W jednym z takich miejsc widzę liczną ekipę rowerzystów zażywającą popasu w cieniu jabłonek i odsypiającą trudy podróży :-).

W rowerowo brzmiącej nazwie Bikówek był zlokalizowany kolejny punkt kontrolny w zajeździe o nazwie ,,Miraż''. Patrząc na jego brzydotę i gargamelowatość, powinien się nazywać ,,sen pijanego architekta''. Mi się kojarzy z okolicami Mławy ;-).
BIKÓWEK-PK W ,,GARGAMELU'' :-) © MARECKY


W ten sposób żegnam się z DK 50 i pamiętając o zakazie orgów jazdy S7 szukam dogodnego wjazdu na drogę techniczną wiodącą obok ekspresówki. Pomaga mi w tym grupa bikerów, ale ich poszukiwania kończą się przejazdem nad S7, co kompletnie nie pasuje do rzeczywistości.

Techniczna jest wszak poprowadzona po prawej stronie w stronę Radomia, a nie po lewej :-). Szybko zawracam, im sugerując to samo i przez chwilę pomykam poboczem S7, aby na wysokości zajazdu z wiatrakiem dostrzec szukaną drogę.
GRÓJEC-DROGA TECHNICZNA WZDŁUŻ S7 © MARECKY


W międzyczasie do wiatraka dojeżdża ekipa z WTR i szuka w tym miejscu, nie, nie drogi technicznej... Szukają punktu kontrolnego! Gdy im mówię, że był przed Grójcem, to nie są delikatnie mówiąc zadowoleni ;-).

Ja tymczasem ładuję się przez barierę na pustą aleję serwisową i w drogę :-). Przebiega ona w bezpośredniej bliskości ekspresówki, także hałas jest nieprzeciętny, ale przynajmniej ruch jest kilkadziesiąt razy mniejszy. W dwóch momentach odchodzi ona od S7, ale intuicja i oznakowanie wskazują właściwy kierunek jazdy.

Wkrótce docieram do Białobrzegów, robię fotkę ciekawej betonowej konstrukcji mostu nad rzeką Pilicą i wjeżdżam do miasta.
BIAŁOBRZEGI-MOST NAD PILICĄ © MARECKY


Za Białobrzegami dalej jadę drogą techniczną z której zjeżdżam w Jedlińsku, gdy kończą się znaki drogi ekspresowej. Pozostaje kilka kilometrów do Wsoli, gdzie orgowie przygotowali punt kontrolny w hotelu, konkret jedzenie, prysznic, a nawet możliwość noclegu.
WSOLA-19.50 © MARECKY


Podpisuję listę, idę na obiado-kolację, a potem na pokoje. Dziwi mnie kolejka do prysznica, okazuje się że nie cały hotel jest zarezerwowany, ale tylko 4 pokoje. W każdym z nich kłębi się kilka osób czekających na prysznic.
Szybka i stanowcza interwencja w recepcji przynosi sukces i z kluczem do pokoju rezerwowego maszeruję do góry.

W pokoju ładowanie akumulatorów, prysznic i trzy godzinki sjesty do góry nogami :-). O 23.30 pobudka i czas w drogę. O północy opuszczam hotel i uśpioną DK 7 kieruję się do widocznego już Radomia.

Dalej

PEŁNE FOTO Z CAŁEGO WYJAZDU JEST TUTAJ.

Kategoria SUPERMARATONY