INFO

avatar Ten blog rowerowy prowadzi MARECKY z miasta Elbląg. Mam przejechane od 1995r. 318.150 kilometrów, czyli zaraz po raz ósmy okrążę równik :-). Pomykam po drogach i dróżkach z prędkością 20.86 km/h i tak jest OK.
Więcej o mnie.

MOJA STRONA INTERNETOWA

marecki.home.pl

KATALOG ŻUŁAWSKICH DOMÓW PODCIENIOWYCH

DOMY PODCIENIOWE Z XVIII/XIX w.

MOJE GALERIE

FOTOSIK (do 30.04.2023)



baton rowerowy bikestats.pl 2025 button stats bikestats.pl 2024 button stats bikestats.pl 2023 button stats bikestats.pl 2022 button stats bikestats.pl 2021 button stats bikestats.pl 2020 button stats bikestats.pl 2019 button stats bikestats.pl 2018 button stats bikestats.pl 2017 button stats bikestats.pl 2016 button stats bikestats.pl 2015 button stats bikestats.pl 2014 button stats bikestats.pl 2013 button stats bikestats.pl 2012 button stats bikestats.pl 2011 button stats bikestats.pl 2010 button stats bikestats.pl 2009 button stats bikestats.pl 2008 button stats bikestats.pl

ARCHIWUM BLOGA

Wpisy archiwalne w kategorii

OR

Dystans całkowity:10220.00 km (w terenie 230.50 km; 2.26%)
Czas w ruchu:203:16
Średnia prędkość:16.49 km/h
Maksymalna prędkość:57.00 km/h
Suma podjazdów:9741 m
Maks. tętno maksymalne:179 (95 %)
Maks. tętno średnie:137 (73 %)
Suma kalorii:118701 kcal
Liczba aktywności:408
Średnio na aktywność:25.05 km i 4h 19m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
30.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:30.00 km/h
Temperatura:30.0
Podjazdy: m
Rower:BOCAS

To tu, to tam po Elblągu

Czwartek, 24 lipca 2025 · | Komentarze 2

Dawno nie byłem na Kalbarze ;-)



Kategoria OR


Dane wyjazdu:
187.00 km 0.00 km teren
15:08 h 12.36 km/h:
Maks. pr.:33.00 km/h
Temperatura:25.0
Podjazdy:1169 m

GTG - ETAP 3

Poniedziałek, 14 lipca 2025 · | Komentarze 2

Trasa: RADZIŁÓW-Kolno-Myszyniec-Wielbark-Nidzica-GRUNWALD

GPS (całość)

MAPA (całość)

GALERIA (całość, z opisem) + foto Andrzej, Jacek, Beata, Zenek, Szczepan

WYNIKI





Pobudka o 0:30 została mi zafundowana przez Zdzisława i dlatego już go nie lubię 😂 Ultra ma to do siebie że śpi się raczej krótko, albo i wcale 😉

O godzinie 1 opuściliśmy Radziłów do którego właśnie wjechała Sylwia z Wojtkiem.

Nic nie padało, nie grzmiało, wyglądało na to że zapanował spokój w niebie i na ziemi. Z tą ziemią to może nie do końca było spokojnie, bo pod naszymi kołami pojawił się jakiś dziwny, chropowaty, nierówny, plackowaty, asfalt który na szczęście był generalnie podjazdem i nie trwał zbyt długo. To było odcinek (z przerwami) Przytuły – Stawiski.

Śniadanie zaplanowałem na Orlenie w Kolnie, który był nieco poza śladem, ale tylko nieco. Jak to w nocy, piec na stacji był wyłączony serwisowo i zostało posilić się hot-dogami i popić to kawą.

W międzyczasie coś tam parę razy błysnęło się na niebie, ale daleko i zagrożenia nie było.

Nasza grupka powoli nabierała dwóch prędkości i od okolic Myszyńca ja kręciłem z Andrzejem, a Zdzisiek ruszył z Jackiem nieco szybszym tempem.

Uprzedzając nieco fakty dodam, że z chłopakami zobaczyliśmy się na mecie, którą osiągnęli około 100 minut szybciej.
My tymczasem zatrzymaliśmy się na ciepłe drożdżówki przy sklepie GS Myszyniec i to było dobre 😉

I tak kilometr za kilometrem przemierzaliśmy Kurpie, a potem południowe rubieże województwa warmińsko-mazurskiego. Andrzej nieco cierpiał z powodu bólu stóp, ale kręcił bo motywacji nie brakowało.

Rekord 709 km pokonał już dawno, gdzieś w okolicach Sejn, a teraz czekał 1000 km tuż przed Grunwaldem.
Zatrzymaliśmy się jeszcze w Wielbarku żeby uzupełnić picie i wyremontowaną drogą wojewódzką 604 Wielbark-Nidzica ruszyliśmy dalej na zachód.

Trochę obawiałem się tego odcinka z uwagi na poniedziałkowy poranek i spodziewany w związku z tym duży ruch, ale nic takiego tam nie wystąpiło.
Można było w spokoju przyjrzeć się drogowemu odcinkowi lotniskowemu, który jest w ciągu tej drogi. Ciekawe miejsce.

Przed Nidzicą dostrzegliśmy burzę nad tym miastem, więc nieco zwolniliśmy i puściliśmy ją przodem. Wystarczy już tej wody.

Za Nidzicą rozpoczął się już naprawdę ostatni odcinek maratonu, ostatnie 30 km. W większości było to kilometry nieco pod górę z kulminacją przed wzgórzami Grunwaldu.
We znaki dał się zmasakrowany odcinek asfaltu Gardyny-Łodwigowo, który chyba był zemstą organizatorów, ale nie wiem za co?😁

Opony jednak wytrzymały i nie doszło do przebicia dętki. Na tej końcówce znowu czaiła się jakaś burza, ale nas nie dogoniła i tak to o godzinie 12:09 wjechaliśmy na metę GTG przy dźwiękach Bogurodzicy z mojej komórki.

Nie wiem czy ktoś to na mecie usłyszał, ale to był taki nasz pomysł nawiązujący do przebiegu Bitwy pod Grunwaldem, gdzie ta pieśń była śpiewana 😊 Zabrakło tylko mieczy, żeby od razu ruszyć na Krzyżaków 😉

Teraz nadszedł czas odpoczynku, jedzenia, rozmów i komentarzy. A po tej szybkiej regeneracji trzeba było wrócić do Elbląga, co też niebawem nastąpiło.
I tak to epopeja grunwaldzka dobiegła końca.

Wyrazy podziękowania dla organizatorów pod wodzą komandora Mirka Czaplińskiego za przygotowanie dobrze zorganizowanej imprezy i za trud włożony w obsługę tak dużej i urozmaiconej trasy.

Szacun dla wszystkich którzy poprawili swoje życiówki, szczególnie dla Andrzeja i Jacka. Brawo Panowie, świetna robota!

Dziękuję także Panu Michałowi Missanowi, Prezydentowi Elbląga, w imieniu naszej urzędowej Trójki za możliwość wystąpienia pod flagą Elbląga i reprezentowania Urzędu Miejskiego w Elblągu.







Dane wyjazdu:
296.00 km 0.00 km teren
25:01 h 11.83 km/h:
Maks. pr.:40.00 km/h
Temperatura:35.0
Podjazdy:1718 m

GTG - ETAP 2

Sobota, 12 lipca 2025 · | Komentarze 0

Trasa:TROKI (LT) - Daugi-Merecz-Łoździeje-Hołny Mejera (LT/PL)-Augustów-Grajewo-Szczuczyn-RADZIŁÓW

GPS (całość)

MAPA (całość)

GALERIA (całość, z opisem) + foto Andrzej, Jacek, Beata, Zenek, Szczepan

Dalej>>>




Troki opuściliśmy o godzinie 3 w niedzielę i w blasku nadchodzącego dnia ruszyliśmy w kierunku Polski. Czekał na nas odcinek w lasach, z zakrętami i bez dużych podjazdów. Takie Żuławy z lasem, jak orzekł Mirek Czapliński, komandor maratonu.

Niebawem do naszej trójki dojechał Zdzisiek, który zdążył jeszcze odwiedzić Wilno. No, ale to biker z tych szybszych. Nasze spokojne i wolne tempo miało mu jednak nie przeszkadzać prawie do mety i od tej pory kręciliśmy razem.

W tym kręceniu razem była mała przerwa spowodowana skuchą nawigacyjną, kiedy to zagadałem się z nim i przeoczyliśmy jeden zakręt. Przez kilkanaście km jechaliśmy sami, nie widząc nikogo przed sobą i dopisując kilka km. Cóż 😉

Jedną grupą staliśmy się ponownie w miasteczku Merkine, gdzie śniadanie i lody zapewniła nam stacja paliw Baltic Petroleum. W niedzielny poranek to było jak oaza na pustyni, bo sklepiki były jeszcze pozamykane.

Jak jesteśmy przy temacie logistyki zakupów to trzeba przyznać, że Litwa stoi o niebo lepiej niż Czechy podczas Tour de Silesia 2023. Sklepów jest dużo, czynnych normalnie w sobotę, czynnych w niedzielę, przyjmujących karty płatnicze. Nie było problemów.

Tak to można podróżować. Zatrzymaliśmy się jeszcze przy drogowskazie Druskienniki 12. Nieprzypadkowo, bo to miasto partnerskie Elbląga na Litwie i przez chwile mieliśmy plan, żeby je odwiedzić. No ale 24 dodatkowe km w upale nie wchodziły tym razem w rachubę.

I tak to każdy kilometr przybliżał nas do granicy z Polską, którą zgodnie z planem przekroczyliśmy na przejściu granicznym Ogrodniki, chociaż to jest druga miejscowość po polskiej stronie. Pierwszą są Hołny Mejera, gdzie czekał na nas bufet i punkt kontrolny w ośrodku Politechniki Białostockiej.

Dotarliśmy tutaj razem około godziny 13, czyli w czasie obiadu i tworzącej się burzy. Nie spieszyliśmy się zatem z opuszczeniem tego miejsca. Był czas na miseczki zup, pyszne kanapki, banany i arbuzy. Były także materace na których na chwilę zalegliśmy, bo nie było się gdzie spieszyć.

A może jednak było, bo w pewnym momencie zobaczyłem Sylwię z Wojciechem Łuszczem sposobiących się do jazdy, a mojej ekipy jakby nie było. Ancymonki ruszyli bez Mareckiego! 😂🤔

Mając po lewej stronie burzę i jadąc na jej krawędzi kilka razy otrzymałem drobne strzały deszczowe, ale to było dobre przy cały czas dość wysokiej temperaturze.

Ekipę doszedłem na ulicach Augustowa i ponownie ruszyliśmy wspólnie. Na horyzoncie formowała się już kolejna burza, która zatrzymała nas na malutkim, wąziutkim i do tego blaszanym przystanku przed Grajewem.

Jakoś się na nim zmieściliśmy i jak główne uderzenie deszczu minęło ruszyliśmy dalej. Jechaliśmy z wiatrem, kolejna burza była za nami, ale szczęśliwie Grajewo ją zatrzymało.

Za chwilę asfalt pod naszymi kołami był już suchy, za to Andrzej zgłosił potrzebę odpoczynku. Zadeklarował, że samodzielnie dotrze do punktu kontrolnego w Radziłowie, więc my ruszyliśmy bez niego.

W Radziłowie zaatakowałem się pyzami z mięsem i ostatnią porcją makaronu, który został znaleziony chyba specjalnie dla mnie. Dzięki! To było wspaniałe.

Pogoda wkoło była dynamiczna, Andrzej dojechał kilkanaście minut po nas nieco zmoczony i patrząc na ściągawkę postanowiliśmy zdrzemnąć się przed ostatnimi 180 km.

Dochodziła godzina 22, więc z 3 godziny można było się regenerować na wygodnych materacach Urzędu Gminy w Radziłowie.






Dane wyjazdu:
545.00 km 0.00 km teren
30:55 h 17.63 km/h:
Maks. pr.:51.00 km/h
Temperatura:15.0
Podjazdy:3708 m

GTG - ETAP 1

Piątek, 11 lipca 2025 · | Komentarze 2

Trasa: GRUNWALD-Ostróda-Łukta-Dobre Miasto-Jeziorany-Bisztynek-Korsze-Węgorzewo-Bolcie-Wisztyniec (PL/LT)-Skrawdzie-Preny-TROKI

GPS (całość)

MAPA (całość)

GALERIA (całość, z opisem) + foto Andrzej, Jacek, Beata, Zenek, Szczepan

Dalej>>>





Maraton Grunwald-Troki-Grunwald (GTG) został po raz pierwszy rozegrany w roku 2019 na niebagatelnym i nieprzypadkowym dystansie 1410 km. Od razu mi się spodobał, a że zamek w Trokach – znany mi tylko z fotografii Wilka jeżdżącego regularnie do Wilna – podobał mi się już wcześniej, no to czekałem na rok 2020 żeby sobie tam pojechać. No, ale przyszła pandemia i trzeba było poczekać nieco dłużej.

I tak nadszedł rok 2025 kiedy to impreza została wskrzeszona przez ludzi ze Stowarzyszenia Warnija i Randonneurs Lithuania. Przy okazji dystans został nieco skrócony i wynosił w tym roku całkiem normalne 1012 km. Limit na ich pokonanie ustalono na 75 godzin. Zostało się zapisać i przy okazji rozpromować imprezę rozgrywaną w zasadzie ,,po sąsiedzku” 😉

Akcja pro frekwencyjna przyniosła całkiem okazałe efekty, bo na 82 zapisane osoby 12 pochodziło z Elbląga i okolic. Ostatecznie wyruszyło w trasę 9. Całkiem nieźle!

Do tego doszła przyjemność reprezentowania Urzędu Miejskiego z którego poza mną na tę oryginalną imprezę postanowili jechać Andrzej Demczuk i Patrycja Mazurowska.

W takim też składzie dotarliśmy w strugach deszczu do Grunwaldu, gdzie spod nowej siedziby Muzeum Bitwy pod Grunwaldem był start maratonu. Po serii rozmów, wywiadów i nagrania dla TVP Olsztyn ruszyliśmy w trasę o godzinie 14:00 w pierwszej grupie startowej i od tej godziny liczył się dla nas limit 75 godzin.

W grupie była jeszcze Sylwia Kopaczewska oraz dwóch innych bikerów. Założeniem mojej jazdy była pomoc i wsparcie Andrzeja i Patrycji w zrobieniu przez nich po raz pierwszy w życiu 1000 km. Ja zaś miałem plan jechać spokojnie i ostrożnie, tak aby nie zrobić sobie kuku przed MRDP, który startuje już 23 sierpnia🙂

Deszczowa aura trwała z przerwami do zachodu słońca, potem nadeszła pogodna nocka i była szansa, że zamek w Trokach uda się sfotografować bez towarzystwa sinych chmur i deszczu.

Tymczasem pierwszy punkt kontrolny był w Bisztynku, gdzie jeszcze padał deszcz i gdzie na bufecie była zupa pomidorowa z makaronem, zawsze doskonała na ultramaratonach i schabowy, doskonały nieco mniej 😉. Chwilę tam posiedzieliśmy i ruszyliśmy w dalszą drogę już bez Sylwii, za to w towarzystwie Jacka, który też nigdy 1000 km nie zrobił. I tak to miałem teraz trójkę debiutantów na oku 😂 Poczułem tremę 😉

Dalsza droga prowadziła bezproblemowo i z wiatrem w plecy do Węgorzewa, gdzie planowaliśmy na tamtejszej stacji paliw BP napić się kawy przed nocką. Cóż, BP była nieczynna, więc zamieniliśmy ją na Orlen, położony nieco poza śladem GTG. Doszło + 3 km, a mi nawet z dwa razy więcej, bo musiałem wracać się po zostawione bidony. Historia lubi się powtarzać …, co ja mam z tymi bidonami!

Dalsze kilometry prowadziły w kierunku Gołdapi, którą ominęliśmy objazdem przez Kowale Oleckie i Przerośl zaliczając najwyższy punkt maratonu na zboczach Szeskiej Góry.
Na drogę prowadzącą w kierunku trójstyku, gdzie był bufet nr 2 wróciliśmy za Dubeninkami. Objazd był spowodowany rozpoczętym remontem DW 651 od Gołdapi do granicy województwa w Bolciach. Na naszej trasie zastaliśmy trzy odcinki z ruchem wahadłowym i ze słabą nawierzchnią.

Od jakiegoś czasu podążałem z Patrycją, której uszkodziła się manetka tylnej przerzutki i miała do dyspozycji jeden bieg, niezbyt lekki. Andrzej i Jacek jechali zaś nieco z przodu. W Żytkiejmach uzupełniłem prowiant, zrobiłem zdjęcie sękaczowi w postaci niejadalnego, drewnianego pomnika i chwilę odpocząłem.

W tym czasie dojechała Sylwia z dwoma rowerzystkami, które towarzyszyły jej od Bisztynka. Chwilę pogadaliśmy i dowiedziałem się od nich, że Sylwia jest ,,naszym GPS-em”! Wytrzeszczyłem oczy, bo to była bardzo dobra wiadomość! Naprawdę dobra 😊

Tymczasem trzeba było jechać dalej i tak to pogoniłem za oddalającą się Patrycją. Zaraz potem wyłonił się trójstyk granic Wisztyniec PL/LT/RUS, gdzie chłopaki czekali na nas od dłuższego czasu.

Tutaj niestety zakończyła się jazda Patrycji, bo na jednym biegu to może i by się udało dotrzeć do mety, jakby ona była oddalona 100-200 km, a nie 700 km. Naprawić tego w warunkach polowych nie było możliwości. Widać było sportową złość, a nawet wściekłość, no ale cóż. Są rzeczy nieprzewidywalne i to właśnie była taka sytuacja.

Od tego momentu jechaliśmy w trójkę i chwilę potem wjechaliśmy na Litwę nie budząc większego zainteresowania funkcjonariuszy SG. Fajnym asfaltem i z wiatrem w plecy pognaliśmy w dół wzdłuż Jeziora Wisztynieckiego, które robi wrażenie swoją wielkością.

I tak rozpoczął się prawie 400 km odcinek GTG po Litwie. Kraju w którym nigdy nie byłem i stąd ciekawość moją budziło w zasadzie wszystko. Nazwy miejscowości, jakość dróg, styl jazdy kierowców, domy, kościoły, wszystko 🙂

Chwilę jeszcze jechaliśmy z wiatrem, ale w końcu skręciliśmy na wschód i wiatr zupełnie przestał sprzyjać. Do tego doszły długie, płaskie proste i można było poczuć się jak na Żuławach Wiślanych. Nie zapomniał też o nas lipcowy upał, także zrobiło się …fajnie.

Jechaliśmy sobie zgodnie z przygotowaną rozpiską czasową (ściągawką), która wskazywała jak stoimy z czasem względem limitu. Nie było źle, cały czas 1-2 godziny zapasu były.
Toczyliśmy się spokojnie, robiąc krótką sjestę przed Wyłkowyszkami na trawie w cieniu drzew. Droga miała numer A7 więc chyba była jakąś autostradą, ale rowery po niej jeździły. Polskiej autostrady to jednak nie przypominało.

I tak to dojechaliśmy w końcu do bufetu/punktu kontrolnego w Skrawdzie, gdzie rzuciłem się na zupę kalafiorową z klopsikami i kaszą pęczak. Rewelacja, zjadłem chyba z 4 miseczki.
Chwile odpoczęliśmy i obraliśmy kierunek na Troki. Litewskie krajobrazy powoli zaczęły się robić bardziej urozmaicone, pojawiły się lasy, przeskoczyliśmy nad litewskim Nemunasem, czyli polskim Niemnem no i zaczęły się górki. No, dobra – hopki 😉

Dzień powoli dobiegał końca, a że moim celem pobocznym było też obejrzenie i sfotografowanie zamku w Trokach, toteż ruszyłem do przodu i nieco szybciej – tak z 30 minut – dotarłem na półmetek imprezy, główny cel wyjazdu, bufet, przepak i miejsce spania, czyli Troki.

Zamek w świetle zachodzącego słońca prezentował się znakomicie i tak jak sobie wyobrażałem. Same Troki także mogą się podobać, klimatyczne miasteczko otoczone jeziorami na Pojezierzu Wileńskim. Późna pora przybycia sprawiła, że nie udało się kupić żadnej pamiątki, ale ja tutaj wrócę – Wilno jest tak niedaleko.

Nadszedł czas spania w normalnych warunkach sali gimnastycznej i materacy oraz prysznica. Jedzenia nie tknąłem, nie chciało mi się zupełnie. Skorzystałem za to z przepaku którym wysłałem, skoro była taka możliwość. Wykorzystałem nowe spodenki na nowe 500 km, a reszta rzeczy w tym brudne wróciła na Grunwald.

Spało tutaj wiele osób, było światło i hałas, ale nie było to przeszkodą aby zasnąć. Odpowiedni stopień zmęczenia robił swoje ;-) Nie wiem do dzisiaj tylko, kto zarzucił na mnie koc (Dzięki! 😍) pod którym sobie spałem, aż Jacek mnie obudził i trzeba było wstawać.




Dane wyjazdu:
15.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:24.00 km/h
Temperatura:21.0
Podjazdy: m
Rower:BOCAS

MIEJSKI PRZEJAZD ROWEROWY

Niedziela, 29 czerwca 2025 · | Komentarze 0

Dzisiejsza akcja była podsumowaniem czerwcowej rywalizacji Aktywnych Miast w ramach Rowerowej Stolicy Polski.

Naszym przejazdem wpisaliśmy się w obchody Dni Elbląga 2025 i pewnie w związku z bogatą konkurencją innych imprez oraz trwającymi już wakacjami frekwencja przypominała bardziej miejską wycieczkę rowerową.

Ale to nieważne, kilometry dla Elbląga można kręcić i poza miastem :-)

TRASA

GALERIA

Fot. Piotr S.



Kategoria OR


Dane wyjazdu:
23.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:33.00 km/h
Temperatura:20.0
Podjazdy: m
Rower:BOCAS

To tu, to tam po Elblągu

Wtorek, 24 czerwca 2025 · | Komentarze 2

Największy parking rowerowy w Elblągu powstał i jest przy ........ Liczy sobie ... stojaków co daje ... miejsc parkingowych. Rozwiązanie konkursu jutro, ale nie musicie czekać - sekcja komentarzy jest wasza :-))





Kategoria OR


Dane wyjazdu:
15.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:32.00 km/h
Temperatura:20.0
Podjazdy: m
Rower:BOCAS

WARSZTATY MIEJSKIEJ JAZDY NA ROWERZE

Wtorek, 17 czerwca 2025 · | Komentarze 0

Za nami druga edycja warsztatów miejskiej jazdy na rowerze. Dzisiaj z trzyosobową grupą w towarzystwie rowerowego patrolu Wydziału Prewencji Komendy Miejskiej Policji w Elblągu (funkcjonariuszy Straży Miejskiej zatrzymały obowiązki służbowe)

zapoznaliśmy się z jednokierunkową drogą rowerową wzdłuż ulicy płk. Dąbka, zajrzeliśmy na Zawadę i Kamionkę przyglądając się i analizując niebezpieczne i nieoczywiste miejsca na rowerowej mapie Elbląga - nie tylko na drogach rowerowych.

Dowiedzieliśmy się także, kiedy literalne czytanie przepisów może być niebezpieczne i groźne. Było także o sygnalizowaniu swoich zamiarów za pomocą rąk oraz o tym, że znajomość topografii miasta jest sprawą bardzo przydatną.

W drodze powrotnej zajrzeliśmy do centrum Elbląga, na ulicę Nowowiejską i do parku Traugutta. A nasza jazda zakończyła się na Placu Jagiellończyka, czyli tam gdzie się zaczęła. 

Warsztaty są organizowane w ramach Programu Bezpieczny Elbląg - Współdziałanie i Aktywizacja Społeczna przez Pełnomocnika Prezydenta Miasta Elbląg ds. Koordynacji i Rozwoju Ruchu Rowerowego i Pieszego przy współudziale Straży Miejskiej, Wydziału Prewencji Komendy Miejskiej Policji w Elblągu i Wojewódzkiego Ośrodku Ruchu Drogowego w Elblągu. Są przeznaczone przede wszystkim dla osób pełnoletnich, które mają niewielkie doświadczenie w poruszaniu się rowerem po Elblągu.

Bardzo dziękuję wszystkim partnerom za pomoc przy ich przeprowadzeniu.

Teraz przed nami wakacyjna przerwa podczas której życzymy wszystkim zdrowego i aktywnego wypoczynku na ulubionych pojazdach. Na warsztatach zobaczymy się we wrześniu, a że będzie to Europejski Tydzień Mobilności (16-22 września) to zajęć będzie naprawdę dużo :-)





Dane wyjazdu:
15.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:40.00 km/h
Temperatura:25.0
Podjazdy: m
Rower:BOCAS

BIKEPARK ELBLĄG

Sobota, 14 czerwca 2025 · | Komentarze 2

Wysiłkiem i staraniem klubu sportowego Energa MKS Truso Elbląg został dzisiaj uroczyście otworzony i od razu przetestowany pierwszy elbląski Bikepark.

Tym samym po skateparku i pumptrackach oferta dla kolarstwa MTB i grawitacyjnego w Elblągu uległa poszerzeniu. Dziękuję za zaproszenie i okolicznościowe wyróżnienie. 

Sam się raczej na rowerze tam nie wybieram - nie ten PESEL, no i nieco inne priorytety😂

GALERIA

PORTEL





Kategoria OR


Dane wyjazdu:
12.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:30.00 km/h
Temperatura:20.0
Podjazdy: m
Rower:BOCAS

VELO-CITY GDAŃSK

Środa, 11 czerwca 2025 · | Komentarze 2

Pierwszy i zapewne ostatni raz miałem przyjemność wziąć udział w światowym święcie rowerów o nazwie Konferencja Velo-city. Spektakularne w formie i treści wydarzenie miało miejsce po sąsiedzku, w Gdańsku. Tak blisko, że grzechem było nie skorzystać z okazji. 

GALERIA

Cztery dni przebywania w jakże odmiennym świecie rowerowym było okazją do zapoznania się z nowościami, posłuchania ludzi ze znacznie większym doświadczeniem i przemyślenia, co da się wdrożyć na naszej elbląskiej ziemi. 

Najbardziej aktywnym rowerowym akcentem Velo-city był 12 km przejazd ulicami Gdańska w środę 11 czerwca. W tym celu dostaliśmy miejskie rowery MEVO - ja wybrałem wersję zwykłą, bo trzeba się szanować 😁 - na których bezpłatnie można było trasę pokonać. Podczas niej miałem okazję jechać lewym pasem Al. Zwycięstwa - kto zna Gdańsk, to wie, że to nie zdarza się codziennie 😉

A pierwszego dnia odebrałem - reprezentując Michała Missana, Prezydenta Elbląga - pierwszą nagrodę za najwyższy wynik frekwencyjny Elbląga w Badaniu Klimatu Rowerowego 2024 w kategorii miast 100.000 - 200.000 mieszkańców. 




Kategoria OR


Dane wyjazdu:
2.00 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:25.00 km/h
Temperatura:
Podjazdy: m
Rower:BOCAS

MARATON ELBLĄSKI 2025

Sobota, 7 czerwca 2025 · | Komentarze 4

Ponownie w roli organizatora, sponsora i obsługi bufetu/punktu kontrolnego w - nowość - Górowie Iławeckim i tamtejszej Restauracji Róża Wiatrów.

Do tego doszła obsługa mety od pierwszego do ostatniego zawodnika dystansu 500 km przy czym pomagała mi Małgorzata Gabryszuk. Dzięki!

Do Górowa i z Górowa jechałem samochodem z kolegą Dawidem,  bo inaczej w żaden sposób nie zdążyłbym przed zawodnikami dystansu 500 km, którzy tam mieli swój pierwszy bufet. Dzięki Dawid za transport i za pomoc przy obsłudze Ultrasek i Ultrasów na punkcie - miałem trochę mniej pracy🙂




RELACJA MARCIN 

GALERIA (+ Gabs, Penelopa, Ania, Endrju, Beata, Bodek, Kristofer, Heniu)

PROFI GALERIA - MAREK LEWSKI

GALERIA ORNETA - RENIA

GALERIA JELONKI, DZIERZGOŃ - DZIERZGOŃ TEAM

KLASYFIKACJA 500 km

KLASYFIKACJA 250 km

MAPA 500 km

MAPA 250 km

GPS 500 km

GPS 250 km

PORTEL


Za nami siódma edycja szosowego Maratonu Elbląskiego. Tym razem w nowej formule - mającej coraz mniej z dawnym województwem elbląskim - zawierającej dwie trasy długości 500 km i 250 km.  W tym roku na starcie stanęła ponownie rekordowa ilość uczestniczek i uczestników. Było to równo 50 osób.

Dystans mini wybrały 23 osoby, dystans dłuższy 27 osób. Patrząc kategoriami startowymi to należy stwierdzić, że nie została tylko obsadzona kategoria SOLO 500 km wśród kobiet. Natomiast cała lista startowa przez chwilę liczyła solidne 54 osoby i to też było piękne :-)

Przypomnę, że kategoria SOLO wymaga jazdy samotnej, bez kontaktu na trasie z innymi zawodnikami. Dlatego uchodzi za trudniejszą, rzadziej wybieraną i przez to bardziej prestiżową.

Dystans 250 km ruszył na trasę w dwóch grupach startowych w sobotę  o godzinie 9:00. Czas na pokonanie trasy wynosił 15 godzin i kończył się dokładnie o północy. Nikt nie miał dużych kłopotów na trasie i wszyscy dotarli na metę w komplecie i mieszcząc się spokojnie w limicie. 

Pierwszy zawodnik dystansu 250 km SOLO, Dariusz Bartos, zameldował się na mecie po 7h 41 minutach. Pierwsza zawodniczka w tej kategorii, Magdalena Stankiewicz pojawiła się zaś po 10 h 17 minutach. W kategorii OPEN pierwszy finiszował Marcin Muński z czasem 8h 14 minut, a wśród Pań wygrała Joanna Matyjek-Macholla z czasem 11 h 10 minut. Brawo Mistrzynie i Mistrzowie Maratonu Elbląskiego Mini👋

Ta czwórka otrzymała, poza medalami, pamiątkowe statuetki oraz rowerowe prezenty od Salon-Serwis Rowerowy Wadecki.

Natomiast start trasy 500 km zaczął się o godzinie 13:00 i w trzech grupach startowych zawodniczki i zawodnicy opuścili Elbląg. Statystyka tej trasy wygląda tak, że jedna osoba przerwała jazdę z powodów technicznych i z Pasłęka zjechała do Elbląga.

Pozostałe dotarły do mety w limicie czasu określonego na 30 godzin, a ostatni zawodnicy i zawodniczki przybyli na prawie 3 godziny przed jego upływem.  Wniosek z tego płynie taki, że trzeba będzie za rok limit zmniejszyć, bo jest za duży 😁


Na dystansie 500 km SOLO najszybciej finiszował Łukasz Taz
uszel z czasem 15 h 35 minut,  w kategorii OPEN kobiet wygrała Kamila Lichtoń z czasem 18 h 1 minuta. Tomasz Libura z czasem 18 h 1 minuta (przyjechali razem) wygrał rywalizację mężczyzn w kategorii OPEN  Przy okazji ustanowili one rekordy nowej trasy, bo była jechana po raz pierwszy. Brawo Mistrzyni i Mistrzowie Maratonu Elbląskiego👋

Ta trójka otrzymała, poza medalami, pamiątkowe statuetki oraz bezterminowe vouchery do 
Salon-Serwis Rowerowy Wadecki.

Na trasie 500 km czekały tym razem cztery punkty żywieniowo-kontrolne na których można było zjeść, napić się i należało podpisać listę obecności. Catering w Górowie Iławeckim zapewniła 
Restauracja Róża Wiatrów. To punkt nieprzypadkowy, gdyż jest od dawna Miejscem Przyjaznym Rowerzystom GreenVelo i to było czuć i widać. 

Punkt w Jelonkach ponownie powstał dzięki uprzejmości Zbigniewa Lichuszewskiego, wójta gminy Rychliki i był obsadzony przez członków 
Stowarzyszenia Dzierzgoń Team, którym przewodził Rafał Żemojdzin robiąc ucztę dla jadących z zupą pomidorową na czele.  Nebrowo Wielkie to tradycyjnie właścicielka Pani Ania i debiutująca w roli wolontariuszki Joasia Konieczna. No i rosół😉

A Mikoszewo i pomidorową z makaronem w towarzystwie prezesa PTTK Leszka Marcinkowskiego oraz przewodniczki PTTK Adriany Strukowicz  w domu podcieniowym zawdzięczacie Katarzynie i Michałowi Pielaszkiewiczom.

Trasa krótsza, 250 km miała przygotowany jeden bufet. Mieścił się on w 
Hotelu Pruskim znajdującym się w Ornecie. Tam pomagała Wam Renia Błaszkiewicz, także debiutująca w roli wolontariuszki. 

Na mecie obu dystansów w Elblągu czekał na Was makaron w sosie z kurczakiem/pieczarkami przygotowany przez 
Restaurację Galeona mieszczącą się w Hotelu Galeona, czyli w siedzibie PTTK Oddział Ziemi Elbląskiej.

Wszystkim zaangażowanym bardzo za to dziękuję!

Po raz czwarty formalnym organizatorem był PTTK Oddział Ziemi Elbląskiej w którego Ptasim Ogrodzie urządziliśmy biuro zawodów i z którego dziedzińca ruszaliście na trasy Maratonu Elbląskiego. Tam też była meta imprezy. PTTK zapewnił także konkretny wkład w otrzymane przez Was pakiety startowe.

W tym roku Maraton Elbląski był ponownie zaliczany do cyklu 
Ultracup. Tym razem w dwóch kategoriach - mini i ultra.

Sponsorem głównym imprezy, który ufundował nagrody rzeczowe oraz vouchery dla zwycięzców w łącznie 7 kategoriach SOLO i OPEN był Adam Wadecki, właściciel Salonu-Serwisu Rowerowego Wadecki z Elbląga. Bardzo za to dziękuję. Pomoc popłynęła także od Urzędu Miejskiego w Elblągu oraz od MOSIR Elbląg 😍

Specjalne podziękowania składam 
Marcinowi Koszyńskiemu, kolarzowi startującemu od samego początku w Maratonie Elbląskim, za opracowanie i przygotowanie całej szaty graficznej imprezy, za projekt medalu i numerów startowych oraz wykonanie pamiątkowych naklejek.

Doceniam także obecność wśród nas Marka Lewskiego, zawodowego fotoreportera – freelancera, którego perfekcyjne zdjęcia można oglądać w galerii powyżej.

Dziękuję Wam za emocjonującą walkę na trasie z przeciwnikami, z pogodą a przede wszystkim z własnymi słabościami. Gratuluję licznych życiówek w jeździe non stop  Dziękuję za docierające od Was miłe słowa.

Mam nadzieję, że zobaczymy się za rok na 8 edycji Maratonu Elbląskiego 😉

Rowerpower!