INFO
Więcej o mnie.
MOJA STRONA INTERNETOWA
marecki.home.plKATALOG ŻUŁAWSKICH DOMÓW PODCIENIOWYCH
DOMY PODCIENIOWE Z XVIII/XIX w.MOJE GALERIE
FOTOSIK (do 30.04.2023)
2025
2024
2023
2022
2021
2020
2019
2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
2008
MOJE POJAZDY
ARCHIWUM BLOGA
- 2026, Październik2 - 0
- 2026, Wrzesień28 - 15
- 2026, Sierpień27 - 8
- 2026, Lipiec20 - 6
- 2026, Czerwiec27 - 13
- 2026, Maj28 - 12
- 2026, Kwiecień26 - 22
- 2026, Marzec25 - 10
- 2026, Luty27 - 17
- 2026, Styczeń28 - 39
- 2025, Grudzień27 - 6
- 2025, Listopad27 - 35
- 2025, Październik29 - 19
- 2025, Wrzesień25 - 6
- 2025, Sierpień30 - 17
- 2025, Lipiec25 - 25
- 2025, Czerwiec22 - 20
- 2025, Maj29 - 6
- 2025, Kwiecień30 - 14
- 2025, Marzec28 - 24
- 2025, Luty25 - 17
- 2025, Styczeń27 - 35
- 2024, Grudzień26 - 28
- 2024, Listopad27 - 34
- 2024, Październik27 - 16
- 2024, Wrzesień27 - 28
- 2024, Sierpień26 - 13
- 2024, Lipiec22 - 19
- 2024, Czerwiec27 - 16
- 2024, Maj29 - 22
- 2024, Kwiecień28 - 21
- 2024, Marzec28 - 21
- 2024, Luty24 - 10
- 2024, Styczeń29 - 19
- 2023, Grudzień28 - 16
- 2023, Listopad29 - 25
- 2023, Październik26 - 22
- 2023, Wrzesień28 - 36
- 2023, Sierpień27 - 8
- 2023, Lipiec26 - 38
- 2023, Czerwiec29 - 28
- 2023, Maj32 - 22
- 2023, Kwiecień26 - 36
- 2023, Marzec30 - 19
- 2023, Luty20 - 21
- 2023, Styczeń29 - 29
- 2022, Grudzień26 - 27
- 2022, Listopad26 - 16
- 2022, Październik27 - 25
- 2022, Wrzesień27 - 34
- 2022, Sierpień26 - 21
- 2022, Lipiec29 - 37
- 2022, Czerwiec26 - 29
- 2022, Maj24 - 20
- 2022, Kwiecień27 - 19
- 2022, Marzec28 - 17
- 2022, Luty25 - 18
- 2022, Styczeń31 - 36
- 2021, Grudzień24 - 23
- 2021, Listopad25 - 19
- 2021, Październik28 - 13
- 2021, Wrzesień28 - 22
- 2021, Sierpień25 - 26
- 2021, Lipiec27 - 27
- 2021, Czerwiec29 - 25
- 2021, Maj29 - 30
- 2021, Kwiecień28 - 29
- 2021, Marzec28 - 25
- 2021, Luty25 - 55
- 2021, Styczeń26 - 29
- 2020, Grudzień24 - 23
- 2020, Listopad13 - 4
- 2020, Październik27 - 33
- 2020, Wrzesień26 - 51
- 2020, Sierpień27 - 32
- 2020, Lipiec15 - 34
- 2020, Czerwiec29 - 107
- 2020, Maj29 - 55
- 2020, Kwiecień26 - 89
- 2020, Marzec10 - 23
- 2020, Styczeń1 - 6
- 2019, Grudzień23 - 43
- 2019, Listopad22 - 37
- 2019, Październik21 - 47
- 2019, Wrzesień22 - 16
- 2019, Sierpień23 - 35
- 2019, Lipiec23 - 31
- 2019, Czerwiec27 - 80
- 2019, Maj26 - 35
- 2019, Kwiecień28 - 35
- 2019, Marzec27 - 43
- 2019, Luty24 - 32
- 2019, Styczeń25 - 53
- 2018, Grudzień22 - 33
- 2018, Listopad24 - 51
- 2018, Październik26 - 75
- 2018, Wrzesień24 - 79
- 2018, Sierpień14 - 13
- 2018, Lipiec27 - 60
- 2018, Czerwiec29 - 54
- 2018, Maj30 - 47
- 2018, Kwiecień23 - 37
- 2018, Marzec26 - 43
- 2018, Luty24 - 86
- 2018, Styczeń27 - 65
- 2017, Grudzień20 - 43
- 2017, Listopad26 - 32
- 2017, Październik26 - 18
- 2017, Wrzesień29 - 36
- 2017, Sierpień22 - 36
- 2017, Lipiec27 - 35
- 2017, Czerwiec28 - 39
- 2017, Maj28 - 26
- 2017, Kwiecień24 - 25
- 2017, Marzec29 - 22
- 2017, Luty24 - 24
- 2017, Styczeń28 - 41
- 2016, Grudzień25 - 33
- 2016, Listopad12 - 13
- 2016, Październik7 - 5
- 2016, Wrzesień30 - 39
- 2016, Sierpień27 - 51
- 2016, Lipiec21 - 14
- 2016, Czerwiec29 - 26
- 2016, Maj26 - 140
- 2016, Kwiecień29 - 15
- 2016, Marzec26 - 56
- 2016, Luty22 - 27
- 2016, Styczeń24 - 44
- 2015, Grudzień29 - 25
- 2015, Listopad25 - 37
- 2015, Październik28 - 19
- 2015, Wrzesień25 - 24
- 2015, Sierpień25 - 20
- 2015, Lipiec18 - 16
- 2015, Czerwiec28 - 35
- 2015, Maj26 - 22
- 2015, Kwiecień25 - 9
- 2015, Marzec27 - 30
- 2015, Luty27 - 17
- 2015, Styczeń30 - 58
- 2014, Grudzień26 - 32
- 2014, Listopad26 - 35
- 2014, Październik30 - 61
- 2014, Wrzesień32 - 30
- 2014, Sierpień25 - 58
- 2014, Lipiec20 - 25
- 2014, Czerwiec28 - 68
- 2014, Maj31 - 51
- 2014, Kwiecień27 - 35
- 2014, Marzec27 - 46
- 2014, Luty27 - 52
- 2014, Styczeń26 - 46
- 2013, Grudzień27 - 42
- 2013, Listopad24 - 13
- 2013, Październik25 - 33
- 2013, Wrzesień24 - 28
- 2013, Sierpień11 - 36
- 2013, Lipiec25 - 20
- 2013, Czerwiec28 - 45
- 2013, Maj27 - 28
- 2013, Kwiecień25 - 38
- 2013, Marzec27 - 44
- 2013, Luty26 - 24
- 2013, Styczeń25 - 19
- 2012, Grudzień25 - 28
- 2012, Listopad27 - 42
- 2012, Październik27 - 38
- 2012, Wrzesień29 - 22
- 2012, Sierpień13 - 136
- 2012, Lipiec27 - 23
- 2012, Czerwiec26 - 50
- 2012, Maj27 - 57
- 2012, Kwiecień27 - 43
- 2012, Marzec27 - 42
- 2012, Luty27 - 42
- 2012, Styczeń23 - 43
- 2011, Grudzień23 - 51
- 2011, Listopad25 - 45
- 2011, Październik27 - 40
- 2011, Wrzesień26 - 16
- 2011, Sierpień25 - 15
- 2011, Lipiec8 - 36
- 2011, Czerwiec25 - 54
- 2011, Maj26 - 64
- 2011, Kwiecień23 - 34
- 2011, Marzec27 - 68
- 2011, Luty22 - 50
- 2011, Styczeń28 - 52
- 2010, Grudzień31 - 103
- 2010, Listopad31 - 84
- 2010, Październik31 - 47
- 2010, Wrzesień29 - 40
- 2010, Sierpień30 - 61
- 2010, Lipiec31 - 64
- 2010, Czerwiec31 - 58
- 2010, Maj31 - 72
- 2010, Kwiecień32 - 72
- 2010, Marzec32 - 75
- 2010, Luty28 - 53
- 2010, Styczeń31 - 133
- 2009, Grudzień31 - 88
- 2009, Listopad30 - 42
- 2009, Październik32 - 55
- 2009, Wrzesień30 - 57
- 2009, Sierpień31 - 62
- 2009, Lipiec31 - 34
- 2009, Czerwiec31 - 18
- 2009, Maj32 - 18
- 2009, Kwiecień31 - 11
- 2009, Marzec31 - 16
- 2009, Luty28 - 7
- 2009, Styczeń31 - 10
- 2008, Grudzień31 - 21
- 2008, Listopad30 - 26
- 2008, Październik31 - 7
- 2008, Wrzesień30 - 12
- 2008, Sierpień31 - 17
- 2008, Lipiec31 - 20
- 2008, Czerwiec30 - 27
- 2008, Maj31 - 5
- 2008, Kwiecień30 - 12
- 2008, Marzec31 - 29
- 2008, Luty29 - 6
- 2008, Styczeń31 - 8
Wpisy archiwalne w kategorii
SUPERMARATONY
| Dystans całkowity: | 37028.00 km (w terenie 918.00 km; 2.48%) |
| Czas w ruchu: | 1681:28 |
| Średnia prędkość: | 21.13 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 75.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 193435 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 188 (100 %) |
| Maks. tętno średnie: | 174 (92 %) |
| Suma kalorii: | 761880 kcal |
| Liczba aktywności: | 97 |
| Średnio na aktywność: | 381.73 km i 20h 45m |
| Więcej statystyk | |
Dane wyjazdu:
296.00 km
0.00 km teren
14:02 h
21.09 km/h:
Maks. pr.:45.00 km/h
Temperatura:-8.0
Podjazdy:1802 m
Rower:CUBE REACTION
ELBLĄG-JÓZEFÓW
Sobota, 29 listopada 2014 · | Komentarze 6
Trasa:ELBLĄG-Pasłęk-Małdyty-Ostróda-Gierzwałd-Uzdowo-Działdowo-Mława-Ciechanów-Pułtusk-Serock-Legionowo-Warszawa-JÓZEFÓWFOTOGALERIA (z opisem)
Z Elbląga wyjechałem z Robertem już w piątek o godzinie 18, tak aby zdążyć na początek warsztatów w sobotę o godzinie 10.00. Jazda miała charakter czysto komunikacyjny, bez zwiedzania, oglądania i robienia fotek. Chociaż jak na przejeździe kolejowym w Mławie przejechał nam przed nosem Pendolino to za aparaty chwyciliśmy, ale było już za późno :-).
Od początku nasza jazda to była wojna z silnym, czołowym lub bocznym wiatrem. Dodatkowo jechałem po asfalcie na oponach terenowych, aby móc wziąć udział w niedzielnym treningu po terenowych okolicach Józefowa. To też dodatkowo spowalniało naszą jazdę.
Przerwy na ogrzanie się nie mogły być w związku z tym długie, najdłuższa była na stacji Orlenu w Ciechanowie. Było to po strasznym odcinku Mława-Ciechanów, gdzie nawet mocarne rękawice Chiba Alaska zaczęły mnie zawodzić. Potem było już lepiej, ale do Józefowa dotarliśmy jednak spóźnieni o godzinie 11, pomimo skorzystania z PKP na odcinku Legionowo-Warszawa Wschodnia.
Szybko się zakwaterowaliśmy, odświeżyliśmy i na wykłady. Nasze pojawienie się w strojach BB Tour wywołało niemałe zdziwienie; a sposób przyjazdu na zajęcia wywołał lekkie niedowierzanie :-). Uczestników warsztatów było około 20 osób. Każdy mógł się zapisać na indywidualne, krótkie konsultacje z fachowcem od pozycjonowania na rowerze ze sklepu AirBike. Skorzystałem rzecz jasna z tej możliwości. W trakcie pierwszej części zajęć zdążyliśmy dowiedzieć się, że bikefitting zapewnia maksymalne dopasowanie roweru do użytkownika ( a nie odwrotnie) i są możliwe szczegółowe ustawienia tak drobnych elementów jak kształt, długość i grubość wkładki do butów. Nie mówiąc o długości mostka, siodła, kierownicy czy innych dużych rzeczy.
Potem były wykłady i zajęcia z treningu funkcjonalnego prowadzone przez trenerkę z CRS. Polegały one na pokazaniu ćwiczeń, które pomagają korygować różnego rodzaju problemy charakterystyczne dotykające rowerzystów. Trzeba było trochę pozginać się i pomęczyć i tak zmęczone kolana :-).
Po zajęciach udaliśmy się na zasłużony odpoczynek w czym standard hotelu **** niewątpliwie pomagał ;-).
Kategoria SUPERMARATONY
Dane wyjazdu:
1054.00 km
0.00 km teren
42:36 h
24.74 km/h:
Maks. pr.:62.00 km/h
Temperatura:18.0
Podjazdy:5673 m
Rower:CUBE REACTION
BAŁTYK-BIESZCZADY TOUR 2014
Sobota, 23 sierpnia 2014 · | Komentarze 26
Trasa: ŚWINOUJŚCIE-Płoty-Drawsko Pomorskie-Kalisz Pomorski-Bydgoszcz-Toruń-Włocławek-Łąck-Gąbin-Sochaczew-Żyrardów-Mszczonów-Grójec-Białobrzegi-Radom-Rzeszów-Brzozów-Sanok-Lesko-Ustrzyki Dolne-USTRZYKI GÓRNE
FOTOGALERIA (łącznie z dojazdem do Świnoujścia i powrotem do Przemyśla - 490 zdjęć)
Po pierwszej, typowo turystycznej w 2010 roku jeździe na trasie BB Tour (TU i TU) nadszedł czas na jazdę bardziej zgodną z ideą tej imprezy, która jest w końcu wyścigiem. Oczywiście wszystko było osadzone w granicach rozsądku, bo na trasę zabrałem mojego ulubionego ,,Kubusia’’, który tylko oponami przypominał rower szosowy. A czerwony bagażnik o wszystko mówiącej nazwie Piknik sprawiał wrażenie jazdy na podmiejską działkę :-).
Podstawowym celem jazdy było sprawdzenie, czy zeszłoroczna kontuzja karku podczas MRDP ponownie objawi się w podobny sposób i po podobnym dystansie. Dlatego też zdecydowałem się obudować BB Tour 2014 dodatkowymi wycieczkami, tak aby łącznie zbliżyć się do dystansu 1500 km pokonanego podczas zeszłorocznego MRDP w podobnym czasie. Celami pobocznymi było poprawienie czasu przejazdu BB Tour z 2010 roku , który wynosił 65 h 8 minut oraz sprawdzenie nowej (w stosunku do 2010 roku) trasy tego maratonu.
Nocna jazda ze Szczecina do Świnoujścia i objazd wyspy Wolin dzień później to ponad 300 km przygotowawczych, potem nastąpiła jazda zasadnicza i na deser 150 kilometrowy powrót z Ustrzyk Górnych do Przemyśla na PKP. Przeżyłem :-).
Start w sobotę miałem wyznaczony o godzinie 9:58 co pozwoliło mi niesamowicie się wyspać, najeść, spakować się i bez pośpiechu zameldować się na starcie. Był czas na kilka rozmów, fotek z Robertem, spokojny montaż GPS i słuchanie zapowiedzi spikera wyprawiającego w Polskę kolejne grupy szosowych harpaganów.
Wreszcie nadeszła oczekiwana godzina i ruszyliśmy. Wiadomo było, że wieje bardzo korzystny wiatr, a i chmury nie zwiastowały problemów. Szosowcy od razu wskoczyli na poziom ponad 30km/h i nie musiałem się głowić, jak zachować regulaminowy odstęp kategorii solo :-)).
Krajowa ,,3’’ wprowadziła mnie pod górę ze Świnoujścia i niebawem na terenie Wolińskiego Parku Narodowego pojawiły się pierwsze hopki. W okolicach Dargobądza pojawiły się znaki zakazu dla rowerów i trzeba było jechać przez wieś. Podjazdu to nie pozwoliło ominąć ;-).
Wyspę Wolin opuszczam przez miasto o tej samej nazwie po niespełna godzinie kręcenia i widzę, że z tym wiatrem to będzie jazda! Adrenalina podsuwa pomysł aby cisnąć dobrze ponad 30 km/h ale rozum podpowiada, że wtedy z Torunia, no najdalej z okolic Warszawy, wrócisz sobie do domku pociągiem.
Pierwszy postój robię w Golczewie, gdzie kupuję colę i loda. Zaś na pierwszy punkt kontrolny w Płotach (12:47) docieram 17 minut po jego zamknięciu (wg. opisu w karcie kontrolnej), ze średnią prawie 29 km/h. Oczywiście zamknięty nie był, ja zaś o dziwo nie byłem ostatni. Bułki drożdżowe znikają w oka mgnieniu i ruszam dalej. Tutaj też zmieniam mocowanie GPS bo niefortunne umieszczenie go w Świnoujściu nad górną rurą powoduje, że obcieram o niego udami.

PK Płoty© MARECKI
Ktoś mnie wyprzedza, kogoś wyprzedzam ja, jest ruch na szosie. W końcu startuje nas prawie 180 osób, dobrze ponad sto więcej niż w 2010 roku. W Drawsku Pomorskim (15:00) punkt kontrolny wg. opisu jest przy Biedronce z lewej strony drogi wjazdowej i widząc ją niewiele namyślam się i daję na skróty przez pole. W końcu mój rower ma geny MTB :-). Punktu kontrolnego jednak nie ma, innej Biedronki w Drawsku też nie ma i już wiadomo, że punkt kontrolny jest błędnie opisany. Cóż, zdarza się na elbląskich alleycatach, bywa i na BB Tour. Wracam do głównej drogi i natykam się na punkt, też przy sklepie, ale o nazwie Intermarche czy jakoś tak. Mają drożdżówki za które dziękuję, biorę kanapki, wodę i jazda.

PK Drawsko Pomorskie© MARECKI
Jazda przez Pojezierze Drawskie to zawsze wspaniałe przeżycie. Nie dziwię się, że jest tutaj park narodowy. Emocjonujące są też tablice w pięciu, jak dobrze pamiętam, językach zabraniające wstępu do lasu z uwagi na poligon wojskowy. Ciekawe jakby wyglądała nasza jazda podczas działań poligonowych i ostrych strzelań? Też by była ostra?
Na jednym z podjazdów zatyka mnie na moment i powoduje że spuszczam nieco z tempa, a tętno osiąga swój max – 177/min. Nie ma co chojrakować. Niebawem długim zjazdem docieram do Kalisza Pomorskiego i skręcam na zachód. Jadę bardzo przepisowo, zatrzymuję się na czerwonym świetle chociaż w pobliżu ani żywej duszy. Ach te kary regulaminowe ;-).
Teraz do Torunia jazda będzie się toczyć (z małymi wyjątkami) DK 10, która nie ma pobocza ale i ruch jest przeciętny. Wiatr za to jest niezmiennie sprzyjający, a ja częściej niż na licznik prędkości patrzę na kadencję. Staram się trzymać ją w granicach 90 obrotów na minutę, tak aby nie było młynka, ale i przepychania korb kolanami. Wyprzedzam kilkunastu bikerów, jeden z nich utkwił mi w pamięci bo jechał z dwoma sakwami. A mi się wydawało, że to ja robię za turystę :-). Interesujące są też tablic ostrzegające przed …żubrami! Wiecie coś o żubrach w tych okolicach?
,,Nielegalny’’ postój robię na Orlenie w Wałczu. Obdzwaniam rodzinę, bo widzę że spragnieni wieści, wciągam dwa hot dogi, kanapki, sezamki. To moja obiadokolacja, bo nie udaje mi się znaleźć baru w którym w 2010 roku konsumowałem pyszne, energetyczne i tanie pierogi z soczewicą. Licznik wskazuje 200 km pokonane w czasie 7,5 godziny brutto. Pytanie, czy to nie za szybko kołacze mi się z tyłu głowy?
Dalsza jazda to zjazd z DK 10 gdzieś za Wałczem, krótka jazda w deszczu sprowadzonym przez pojedynczą chmurkę i wjazd do Piły inną drogą niż w 2010 roku. Punkt kontrolny znajduję bez problemu (19:17) . Pobieram kanapki i wodę, drożdżówek mam już dość. Ruszam dalej i mało optymalnie wyjeżdżam z miasta wbijając się w środek obwodnicy (DK 10). Z pewnością kilka kilometrów już mam gratis.

PK Piła© MARECKI
Teraz należy pamiętać o zakazie jazdy rowerem na S 10 w okolicach Wyrzyska i konieczności wjazdu do miasta. Tak też robię i podjazdem z kostki kamiennej wracam na DK 10. Zapadł już zmrok i należy rower przygotować do jazdy nocnej. Wkrótce mijam Nakło nad Notecią i zbliżam się do dużego punktu kontrolnego w ,,Chacie Skrzata’’ w Kruszynie. Duży punkt oznacza możliwość zjedzenia coś na ciepło, przespania się i wykąpania. Melduję się tam o 22:50 i na kolację zjadam schabowego z ziemniakami i surówką oraz dużo rosołu z makaronem. Biwakuję tam około 40 minut i ruszam w dalszą drogę.

PK Kruszyn© MARECKI
Pomny zbędnego wjazdu w 2010 roku do Bydgoszczy, teraz pilnuję się aby w odpowiednim momencie skręcić w prawo. Zaraz zaczyna się nawigowanie aby nie wjechać na S 10 i poruszać się drogą techniczną. Bardzo się przydało sprawdzenie tego odcinka podczas czerwcowego Maratonu 777, kiedy to za dnia zapamiętałem wszystkie szczegóły. A więc jak mijałem kościół w miejscowości Ciele, wiedziałem że jest OK. Potem jeszcze jeden węzeł drogowy pokonany jak po sznurku i zanurzyłem się w czerń lasów Puszczy Bydgoskiej. Jest coś niesamowitego w samotnej jeździe nocą przez las. Dlatego jak tylko zobaczyłem przed sobą czerwone, mrugające światełka postanowiłem je dogonić. Minąłem trójkę kolarzy, ale ich tempo było zbyt wolne dla rozpędzonego Mareckiego :-).
Przed Toruniem mijam bar w którym podczas mojej pierwszej edycji BB Tour spałem na krześle czekając na hamburgera dobre dwie godziny. Teraz na hamburgera jakoś nie mam ochoty ;-). Zbliżam się do toruńskiego punktu kontrolnego, który został przeniesiony z pierwotnie podanej w karcie kontrolnej lokalizacji. Nie mam jednak trudności z jego odnalezieniem i o 1:50 podpisuje listę obecności. Coś tam jem, ale doprawdy nie pamiętam już co.

PK Toruń© MARECKI
Dalsza droga to krajowa ,,15’’ przez przedmieścia Torunia i dojazd do DK 1, która po otwarciu A 1 w niczym nie przypominała dawnej ,,jedynki’’ Cisza, spokój i pustki. Zanim to jednak nastąpiło miałem przymusowe postoje pod sygnalizatorami na skrzyżowaniach. Czujniki nie wykrywały rowerzystów dlatego jazda na czerwonym było nieunikniona. Po co swoją drogą w weekend sygnalizacja działa całą dobę?
Po przejechaniu nad autostradą (ona nie spała) zacząłem odczuwać trudy jazdy i oczy zaczęły się same zamykać. Do tej pory ożywczo działał na mnie ruch samochodowy, ale tutaj nic się nie działo. A autostrada była zbyt oddalona od DK 1 aby jej hałas mógł coś pomóc. Uznając więc, że nie warto kopać się z koniem skorzystałem z ,,wygodnego’’ przystanku autobusowego w okolicach Wagańca. Zbyt ciepło nie było, toteż włożyłem na siebie wszystko co miałem i tak sobie około godziny pospałem.
Pobudka nastąpiła około 4 rano, ledwie ruszyłem w trasę a wyłonił się zajazd ,,Wagant’’. Fajna nazwa - tak nazywał się 20 lat temu mój pierwszy poważny rower. Pora na śniadanie było idealna, więc postanowiłem skorzystać. Zestaw śniadaniowy za 17 złotych (jajecznica z 3 jaj, pieczywo, szynka, ser żółty, herbata, ogórki i pomidory) wsparłem 10 pierogami z mięsem i po takiej biesiadzie byłem gotowy na niedzielne kręcenie korbą po kujawsko-mazowieckich równinach.
Włocławek pojawił się kilka minut po godzinie 6, punkt kontrolny zorganizowany przez niezawodnego Rebego z WTR był wyposażony we wszystko co trzeba. Ale że ja byłem napchany to i za dużo nie zabrałem. Wyjazd z miasta na drogę wzdłuż Zalewu Włocławskiego jest podobno łatwy i intuicyjny, ale ja temat tak zamotałem, że wylądowałem z powrotem na DK 1 (dobrze że nie na punkcie kontrolnym). Powolne zwiedzanie miasta w końcu udało mi się zakończyć, ale co dokręciłem kilometrów to moje.

PK Włocławek© MARECKI
Dalsza jazda wiodła drogą poznaną podczas maratonowej jazdy Vistula Tour w 2010 roku. Teraz tylko należało pamiętać, aby w miejscowości Soczewka skręcić na Łąck. Zjazdu udało się mi nie przegapić i dalsza droga prowadziła drogami gmin Łąck i Gąbin. Pojawiły się interesujące, asfaltowe drogi dla rowerów z których momentami nawet próbowałem korzystać. Na asfalcie widać było ślady deszczu, a prognoza pogody zapowiadała deszczowy Armagedon w okolicach Warszawy. Na razie jednak było ciepło, słonecznie i z lekkim wiatrem z boku.
W Gąbinie mieścił się kolejny punkt kontrolny na którym zameldowałem się o 9:36. Widok śpiących ludzi w namiotach wojskowych nieco zaczął podkopywać moje morale, więc zabrałem swoje zabawki i ruszyłem dalej. Niebawem minęła doba od startu ze Świnoujścia a licznik pokazywał 500 km z małym okładem.

PK Gąbin© MARECKI
Jazda obwodnicą dla TIR-ów, bo tak popularnie nazywa się DK 50 okrążająca Warszawę to zawsze dreszczyk emocji. Chociaż w niedzielę większość z nich stoi na parkingach to jednak nie wszystkie. Pojawiły się też znaki zakazu jazdy rowerem co zmusiło do jazdy przez Sochaczew, potem Żyrardów ( w którym byłem o 13: 05 na ósmym na trasie punkcie kontrolnym z doskonałym, makaronowym menu. ) i Mszczonów.

PK Żyrardów© MARECKI
W tym ostatnim mieście zaczął padać deszcz, który z różną intensywnością towarzyszył mi do Radomia. Jeszcze przed Mszczonowem z parą bikerów poszukiwaliśmy drogi aby nie jechać na zakazach, ani tym bardziej nie władować się na A 2 przez węzeł Wiskitki :-). I znowu doszło kilka kilometrów gratis.
Byłem wyposażony w ochraniacze Fast Rider, ale jakoś tak je umiejętnie założyłem, że został otwór który został przez wodę skwapliwie wykorzystany. I tak miałem mokre nogi w ochraniaczach :-) . Ale przynajmniej ciepło było.
Za Mszczonowem kończyła się powoli jazda DK 50, by w Grójcu zjechać z niej i popedałować wśród sadów jabłoniowych i innych upraw w kierunku Pilicy. Zanim to nastąpiło trzeba było jednak zasięgnąć języka wśród mieszkańców bo wyjazd z miasta prosty nie był, a ja już miałem dość gratisowych kaemów.
Droga wśród jabłonek była ładna, dobrej jakości i kusząca, tak bardzo kusząca że jak zobaczyłem drzewko wyraźnie poza płotem to skorzystałem z okazji i spróbowałem dorodnego okazu. Oj, nie wie Putin co traci :-).
Punkt kontrolny w Białobrzegach (17:03) to odliczone drożdżówki i coś do picia, a że w sąsiedztwie odbywał się jakiś festyn z dziką muzyką to uciekałem stamtąd szybko nie biorąc nic. Teraz zaczął się nawigacyjnie najtrudniejszy dla mnie odcinek, bo droga techniczna wzdłuż S7 meandrowała jak, nie przymierzając, zakola Amazonki. Do tego, żeby nie było zbyt łatwo drogowskaz ,,Radom’’ pojawił się słownie raz. Gdyby nie pomoc okolicznych kierowców, których bez pardonu zatrzymywałem z wyciągniętą mapą krążyłbym tam długo. I tak przeżyłem chwile grozy, jak droga asfaltowa zgrabnie przeszła w stumetrowy odcinek gruntowy. Właśnie kładli tam asfalt :-).

PK Białobrzegi© MARECKI
W końcu dotarłem do Jedlińska, gdzie S 7 przechodzi w DK 7 i można było jechać już bez łamańców. W Radomiu lekko wjechałem do centrum i po swojemu dotarłem do DK 9, która była ostatnią krajówką na trasie BB Tour. Wyjazd z Radomia w okolicach godziny 20:00 w strugach deszczu, za pomocą asfaltowych ścieżek rowerowych aby zmniejszyć chlapanie wodą przez setki, tysiące samochodów wracających z weekendu do miasta to zdecydowanie najtrudniejsze doświadczenie tegorocznej edycji.
W końcu jednak blachosmrody poszły spać, a TIR-y jeszcze się nie obudziły ( nastąpiło to po 22:00) i na spokojnie dotarłem do drugiego dużego punktu kontrolnego w Iłży. Zajazd MOYA (21:15) oferował tak jak Chata Skrzata posiłek w postaci rosołu, schabowego z ziemniakami i surówką, możliwość noclegu i prysznica. Schabowego skonsumowałem ze smakiem, chociaż nie ma to jak makaron z sosem lub inny ryż.
Nocleg nie był mi potrzebny, postanowiłem wykorzystać definitywny koniec deszczu (prognoza na poniedziałek była wzorcowa włącznie z kierunkiem wiatru) i od razu ruszać dalej. Uczciwie przejechana nocka gwarantowała dojazd na metę za dnia. Po kilku kilometrach doszedłem grupę 4 bikerów i zachowując stosowny odstęp jechałem sobie za nimi. Jeden z nich co podjazd ( zaczęły się bardziej konkretne podjazdy) wyraźnie odpadał od grupy, ale jego towarzysze czekali na niego. Mnie taka jazda nie urządzała, także włączyłem 5 bieg i kolegów szosowców odstawiłem. Moc w nogach czułem potężną, trafiłem chyba na swój dzień. Dodatkowo pomagał mi ruch ciężarówek, bo ich hałas odganiał sen i powodował skupienie na jeździe.
Nie potrafiłem jednak zrezygnować z nocnej fotki iluminowanej Bramy Warszawskiej w Opatowie (0:20) i dłuższej przerwy konsumpcyjno-fotograficznej przy moście kolejowo-drogowym na Wiśle koło Tarnobrzegu (2:20). Tym samym wjechałem do ostatniego województwa trasy wyścigu - podkarpackiego. Zbliżał się punkt kontrolny w Nowej Dębie, opisany skomplikowanie: ,,50 metrów za Karczmą Jargula, po prawej stronie’’. Weź tu człowieku znajdź Jargula w środku nocy :-). Nowa Dęba mocno się zmieniła w stosunku do 2010 r. Ruch w miasteczku uspokoiły dwa ronda, przez które przejechałem z duszą na ramieniu, że karczmę gdzieś minąłem, ale w końcu ją dojrzałem.

PK Nowa Dęba© MARECKI
Teraz tylko chwila i już pakowałem się w ciepłe mury, chyba szkoły (3:55). Ciepło pochodziło z elektrycznych ogrzewaczy i jedną z tych ,,farelek’’ postanowiłem podsuszać sobie buty. Po dobrej godzinie takiego grzania byłem prawie suchy i niebezpiecznie zacząłem się kiwać na krześle, a oczy zaczęły się zamykać. Poza tym chrapanie z głębi korytarza zupełnie nie nastrajało do jazdy :-). Oj, dobrze tam było, ale szybko poderwałem się na równe nogi, założyłem buty i w drogę. Zaczynało świtać i to też pomogło spędzić ochotę na sen. Dodam, że punkt było obsługiwany przez sympatyczną ekipę, służącą rowerzystom na osiemsetnym kilometrze wszystkim co najważniejsze. W menu był makaron i to też miało potężne znaczenie. Na tym punkcie spędziłem najwięcej czasu, prawie dwie godziny.
Dalsza droga zbliżała mnie do ostatniego dużego miasta na trasie – Rzeszowa. Pojawiłem się tam w porannym szczycie komunikacyjnym (był już poniedziałek) i ten Sajgon ogarnąłem bez większych trudności. Doświadczenie w jeździe miejskiej procentowało, a że ktoś tam trąbił . Życie :-).
Dwunasty punkt kontrolny to zajazd Taurus w Boguchwale (7:57), na granicy z Rzeszowem. Punkt przygotowany bardzo profesjonalnie przez Rowerowy Lublin z odżywkami, owocami (pokrojone brzoskwinie!!!), słodyczami, sokami, napojami oraz żurkiem w zajeździe. Miało się ochotę zabrać całe stoły, tylko jak :-). Po takim naładowaniu akumulatorów jazda przez góry wydawała się lekka, łatwa i przyjemna.

PK Rzeszów© MARECKI
W sumie tak też było, po drodze pamiętam poczucie smutku że zbliżam się do końca tej fajnej imprezy. Zanim jednak ujrzałem metę był jeszcze punkt w Brzozowie (10:21), gdzie w 2010 roku lokalne OSP przygotowało super menu, a teraz w ich rolę wcieliły się sympatyczne panie z Koła Gospodyń Wiejskich. W ofercie był .. żurek. W sumie bardzo lubię tą zupę, dlatego nie było problemem zjeść ją po raz kolejny.

PK Brzozów© MARECKI
Zaraz potem zaliczyłem Sanok, gdzie zatwardzenie na ulicach osiągnęło lekko apokaliptyczny wymiar. Wszystko stało, a ja jechałem chociaż z trudem, bo lokalni kierowcy nie mają w dobrym zwyczaju zostawić marginesu z prawej strony. No, ale jakoś udało się bez strat przelecieć i do Zagórza dotarłem chwilę potem. Wspinaczkę na sławną serpentynę nad miastem odbyłem sam, bo ruch wahadłowy wstrzymał na chwilę blachosmrody.
Szybki zjazd do Leska, postój w sklepie i nadszedł czas na wspinaczkę do Ustrzyk Dolnych. Najpierw powoli, a od Uherców Mineralnych to już regularnie pod górę. Nie forsowałem się, jechałem 13-15 km/h, podziwiając widoki i ciesząc się jak dziecko ładną pogodą.
Ostatni punkt kontrolny w Ustrzykach Dolnych osiągnąłem o godzinie 14:05 po szaleńczym zjeździe z Ustjanowej Górnej. Coś tam zjadłem, chwilę odpocząłem i ruszyłem na ostatnie 46 km. Tylko kataklizm mógł sprawić, że nie dałbym rady dotrzeć na metę.

PK Ustrzyki Dolne© MARECKI
Spokojne patataj , pozwalające mimo wszystko wyprzedzić jeszcze kilka osób, doprowadziło mnie do Ustrzyk Górnych , gdzie o godzinie 17.06 dzwon oznajmił mi po 55 godzinach 8 minutach koniec wyścigu. Ostatnie kilometry jechałem w towarzystwie bikera, którego doszedłem przed Lutowiskami i spędziliśmy ten czas na rozmowie oraz degustacji mini-oscypka kupionego u przydrożnego sprzedawcy. Na mecie czekał obiad i zimny radler od Warki. Smakowite. Na zasłużony wypoczynek w Hotelu Górskim PTTK poszedłem około 19 i spałem do rana dnia następnego.

PK - meta Ustrzyki Górne© MARECKI
Tym samym poprawiłem wynik 65 godzin 8 minut z 2010 roku o dokładnie 10 godzin. Biorąc pod uwagę czas netto jazdy (42,5h) widać, że jest jeszcze z czego ściągnąć. Tylko po co? Szkoda zdrowia :-).
Dziękuję wszystkim osobom zaangażowanym w organizację tej oryginalnej imprezy za ich pracę. Gratuluję triumfatorom, triumfatorkom i finiszerom, a reszta niech się nie przejmuje tylko podchodzi spokojnie do kolejnej edycji. To już za 2 lata. Pozdrower.
Ps. A tutaj czeka już przyszłoroczne wyzwanie :-). Się kręci i to jest najważniejsze!
Kategoria SUPERMARATONY
Dane wyjazdu:
777.00 km
0.00 km teren
33:11 h
23.42 km/h:
Maks. pr.:62.00 km/h
Temperatura:25.0
Podjazdy:3702 m
Rower:CUBE REACTION
MARATON 777
Sobota, 7 czerwca 2014 · | Komentarze 20
Trasa: ELBLĄG-Pruszcz Gdański-Kościerzyna-Bytów-Miastko-Biały Bór-Szczecinek-Okonek-Jastrowie-Złotów-Więcbork-Mrocza-Nakło nad Notecią-Bydgoszcz-Solec Kujawski-Toruń-Golub Dobrzyń-Rypin-Brodnica-Nowe Miasto Lubawskie-Ostróda-Morąg-Małdyty-Pasłęk-Rzeczna-Jelonki-Stankowo-Krzewsk-Raczki Elbląskie-Elbląg-Władysławowo-Kępa Rybacka-Nowakowo-ELBLĄGTRASA
FOTOGALERIA


Idea maratonu 777 powstała w mojej głowie po uzyskaniu informacji, że Elbląg w roku 2014 będzie obchodził 777-lecie założenia. Od pomysłu przeszedłem do planowania trasy i w ten sposób powstała pętla z Elbląga przez Kościerzynę, Bytów, Szczecinek, Bydgoszcz, Toruń, Mławę i Ostródę do Elbląga. Pozostało namówić paru pozytywnie zakręconych ,,wariatów’’ i pojechać w trasę :-)
Namawianie poszło całkiem sprawnie, tak sprawnie że w trasę ruszyły dwie ekipy. Jedna już o 18 (Krzysiek, Mariusz, Leszek) ruszyła na trasę, obawiając się niepotrzebnie zbyt dużego tempa grupy drugiej, która o godzinie 22 wystartowała z Placu Słowiańskiego w towarzystwie licznego grona kibiców na rowerach. Ludzi było tyle, że sam nie wiedziałem kto ile zamierza jechać, poza Robertem rzecz jasna.
Peletonik ruszył w trasę ulicami Warszawską i Żuławską, aby potem skręcić na obwodnicę Elbląga i DK 7 popedałować na zachód. Zdążyłem ustalić, ze dalej niż granice miasta zamierza jechać osiem osób. Mirek towarzyszył nam do Nowego Dworu Gdańskiego, a Radek do Wisły w Kiezmarku. W międzyczasie dogoniliśmy bikera, który jechał na Hel i do ronda w Przejazdowie jechał on z nami. Tempo jazdy było wspomagane wiatrem w plecy, co skutkowało wskazaniami licznika w granicach 30 km/h.
Niebawem zameldowaliśmy się więc w Pruszczu Gdańskim ( 60 km) i zaczęła się wspinaczka na Kaszuby. Wysokościomierz niebawem dotarł w okolice 250 metrów n.p.m a tempo jazdy zbytnio nie spadło! Czas było ogarnąć chłopaków, bo istniało ryzyko przegrzania się już po 100 km. ,,Szczęście’’ sprzyjało, bo w Kościerzynie podczas popasu stacji benzynowej ujawniła się przebita dętka i postój się przedłużył. Zadzwoniłem też do Krzyśka z pytaniem, gdzie są i usłyszałem że w Szczecinku. Oznaczało to, że około 100 km przed nami.
Chwilę potem zaczęło świtać i mogliśmy zacząć podziwiać urokliwe kaszubskie krajobrazy. Poranne mgły przed Bytowem skusiły nas do krótkiej sesji foto, po której poddaliśmy analizie zamek krzyżacki w tym mieście, jeden z ostatnich na szlaku zamków gotyckich którego jeszcze nie miałem w swojej kolekcji. Tutaj też trzech kolegów (Mariusz, Sławek i trzeci biker – sorry, imię umknęło mi w mrokach nocy) zawróciło do Elbląga.
Dalszą jazdę kontynuowałem z Robertem i Wojtkiem. Chłopaki na szosówkach jechali nieco z przodu, ale czekali na mnie co jakiś czas :-). Odcinek między Bytowem a Miastkiem to bardzo sympatyczna droga w lesie z licznymi zakrętami, podjazdami i zjazdami co powodowało że jazda była ciekawa i urozmaicona .
W Miastku zrobiliśmy pierwszą próbę śniadaniową, ale otwarty pensjonat gotował tylko dla swoich gości. Dla trzech bikerów składników na śniadanie nie było. Skończył się też pomagający wschodni wiatr i teraz wiało z boku. Szukając dalej śniadania dotarliśmy do sławnej z licznych fotoradarów miejscowości Biały Bór, gdzie w Hubertusie udało nam się złapać Pana Boga za nogi. Za 20 zł zaoferowano nam śniadanie w formie … bufetu. Stół opustoszał prawie zupełnie po naszym ,,śniadanku’’ – zrobiliśmy istny twister :-)).
Teraz można było spokojnie jechać dalej, chociaż trzeba przyznać, że jak na drogi krajowe okolice te nie są bogato wyposażone w gastronomię.
W Szczecinku zatrzymaliśmy się przy sklepie, współczując przy okazji mieszkańcom miasteczka życia na rozwidleniu dwóch dróg krajowych, gdzie nawet w sobotę ruch był duży. Za Szczecinkiem jazda prowadziła w kierunku południowym, a wiatr zaczął wariować. Tak bardzo, ze zdobyłem się na wysiłek dogonienia traktora z przyczepami i w jego tunelu powietrznym spędziłem kilka kilometrów.
Chłopaki w tym czasie relaksowali się w fontannie w Okonku, gdzie i ja do nich dołączyłem. Fajna sprawa, bo i upał po drodze się zrobił ;-). Niebawem pożegnaliśmy się z drogami krajowymi i za Jastrowiem skręciliśmy w kierunku Złotowa i Więcborka. Tutaj rzucił się nam w oczy oryginalny most kolejowy, na widok którego palce same zacisnęły się na klamkach hamulcowych.
Dalsza droga to mozolne pedałowaniu po nudnej drodze, z długimi prostymi i bez lasów. I tak aż do Nakła nad Notecią, które ominęliśmy obwodnicą na DK 10 i trasą znaną z BB Tour ruszyliśmy w kierunku Bydgoszczy.
Obiadokolację zjedliśmy w przydrożnym zajeździe przed miastem i omijając centrum pojechaliśmy obwodnicą poznając przy okazji szczegóły trasy BB Tour, który w sierpniu będziemy ponownie jechać. Obwodnica jest bowiem na odcinku drogą ekspresową i rowerem nie można się tam poruszać. Za Bydgoszczą zaczął zapadać zmrok i zaczęła się druga noc w siodle.
Na początek nocki pewne ożywienie wprowadziła grupa rowerzystów, która jechała poboczem po lewej stronie, celując na czołowe zderzenie z nami. Przed Toruniem odwiedziłem stację benzynową, gdzie przetestowałem kawę mrożoną. Dobra rzecz, chociaż droga.
Chłopaki w tym czasie byli już na dworcu PKP w Toruniu, bo Wojtek postanowił zakończyć jazdę na 470 km. Nasze namowy i przekonywania, że to już blisko i z ,,górki’’ nie przyniosły efektu. Kupił bilet i oddalił się na zasłużony odpoczynek. Gratuluję życiówki osiągniętej w bardzo dobry sposób i wiem, że masz potencjał na nieco więcej.
Nocny Toruń to fotografie na moście drogowym przez Wisłę, rzut oka na tętniącą życiem starówkę ( godzina 0.00), nowa estakada przy wyjeździe z miasta i zarys nowego mostu drogowego przez Wisłę. To także kryzys senny, który zmusił mnie do krótkiej pauzy na przystanku autobusowym w Lubiczu Górnym.
Robert w tym czasie odpowiadał na pytania zaniepokojonych służb, co nam się stało, że jeden śpi na przystanku, a drugi siedzi w trawie :-)
Dalsza jazda prowadziła do Golubia-Dobrzynia. Tempo jazdy siadło, 50 km jechaliśmy około 3 godzin, ratując po drodze życie sympatycznego jeża i gdzieś tam jeszcze przysypiając. Za Golubiem trasa prowadziła do Rypina, gdzie w lokalnym sklepie wzbudziliśmy lekki popłoch pytając się o możliwość zjedzenia śniadania. Możliwości nie było.
Postanowiliśmy nie pchać się dalej drogami wojewódzkimi na Mławę, gdzie pewnie nic nie było, a mapa mówiła że drogi nie mają zakrętów i lasów też brak, i ruszyliśmy na północ w kierunku Brodnicy. Kierunek wiatru też pewnie miał znaczenie.
W Brodnicy udało się znaleźć wyszynk, na śniadanie zjadłem spaghetti, a Robert schabowego. Typowe polskie śniadanie ;-). Interwały okolic Kurzętnika przelecieliśmy jak z procy. Nawiązałem kontakt telefoniczny z ekipą jadącą od godziny 18 i ku mojemu lekkiemu, a w zasadzie dużemu zdziwieniu usłyszałem, że są w Ostródzie!!! Szok :-).My w tym momencie mieliśmy do niej 40 km, ale chłopakom nie chciało się czekać.
W Ostródzie nadszedł czas na obiad (pizza) i lody. Zgodnie z planem ruszyliśmy na Łuktę aby przez Morąg i Małdyty zameldować się w Pasłęku. Na liczniku miałem 700 km i należało teraz ,, cudownie’’ rozmnożyć 20 km i zrobić 70. Normalnie bowiem z Pasłęka do Elbląga jest 20 km. Robert nie miał takich problemów bowiem jemu 777 km pojawiło się na liczniku szybciej z tego powodu, że jeździł w piątek przed głównym wyjazdem.
W Pasłęku zatem pożegnaliśmy się, a ja ruszyłem dookoła Jeziora Druzno, a potem na Wyspę Nowakowską. Wjeżdżając ulicą Mazurską do Elbląga miałem 762 km i po ponad 30 godzinach jazdy trzeba było jeszcze 15 km dokręcić. Czegóż się nie robi dla magii cyferek, ale to był już lekki masochizm :-)
W końcu trzy siódemki pojawiły się na liczniku i w ten sposób można było zjechać do domu. Gratuluję wszystkim finiszerom maratonu 777, niezależnie ile kilometrów wykręcili. Tyle osób pobiło swoje rekordy życiowe, że to coś niesamowitego. Jest moc w narodzie elbląskim :-).
Kategoria SUPERMARATONY
Dane wyjazdu:
530.00 km
0.00 km teren
24:01 h
22.07 km/h:
Maks. pr.:46.00 km/h
Temperatura:5.0
Podjazdy:2160 m
Rower:CUBE REACTION
WROCŁAW
Wtorek, 25 marca 2014 · | Komentarze 23
TRASA: Elbląg-Dzierzgoń-Susz-Kisielice-Radzyń Chełmiński-Stolno-Unisław-Bydgoszcz-Mogilno-Słupca-Pyzdry-Kalisz-Ostrów Wielkopolski-Oleśnica-WrocławGPS (łączony w Bikemap)

W związku z otrzymanym zaproszeniem na Kongres udałem się do Wrocławia. To miasto jest jednym z polskich liderów systemowego promowania komunikacji rowerowej, dlatego też wziąłem rower aby na miejscu dokonać terenowego audytu wrocławskiej infrastruktury.
Wyjechałem o godzinie 10 we wtorek, zakończyłem jazdę w środę około godziny 17. Jazda była bardzo urozmaicona, wiosenna i jak znalazł marcowa. Nie poskąpiono mi i deszczu, i gradu, i wiatru, i słońca, i mgły, i mrozu też. Zwłaszcza te dwa ostatnie składniki bardzo utrudniły mi jazdę, bo od Bydgoszczy do Pyzdr musiałem często stawać i wykonywać rozgrzewające ,,fikołki'' na przystankach. Były też odcinki, gdzie mgła zamarzała nie tylko na mnie ale i na asfalcie, co przy oponach 1,1 dodawało jeździe emocji ;-). Serdecznie dziękuję za taką adrenalinę!
Potem wyszło słońce i towarzyszyło mi już do końca jazdy. Drogę do Wrocławia poprowadziłem co do zasady drogami wojewódzkimi, aby uniknąć zmasowanego ruchu samochodowego. Plan się udał, poza odcinkiem Kalisz-Ostrów Wielkopolski, gdzie natężenie blachosmrodów przeszło wszelkie oczekiwania.
Końcówka jazdy to dawna DK 8, gdzie od Oleśnicy do Wrocławia nie ma zakazów jazdy rowerem, a dwujezdniowa szosa jest bardzo komfortową drogą rowerową.
Wszystkie fotki z trasy poniżej.

Ostatnia droga wieprzowinki© MARECKI

Dolina rzeki Osy© MARECKI

Dolina rzeki Osy© MARECKI

Dolina rzeki Osy© MARECKI

Dolina rzeki Osy© MARECKI

Dolina rzeki Osy© MARECKI

Dolina rzeki Osy© MARECKI

Radzyń Chełmiński - zamek krzyżacki w oryginale© MARECKI

Radzyń Chełmiński - makieta zamku© MARECKI

Radzyń Chelmiński - makieta zamku© MARECKI

Amber One czyli A1 niedaleko Grudziądza© MARECKI

Kalisz - fabryka dzinsów© MARECKI

Kalisz - COSSW© MARECKI

Kalisz - COSSW© MARECKI

Kalisz - COSSW© MARECKI

Odpoczywam sobie© MARECKI

Twardogóra - kościół p.w. Św. Trójcy i Matki Boskiej© MARECKI

Twardogóra - kościół p.w. Św. Trójcy i Matki Boskiej© MARECKI
Kategoria SUPERMARATONY
Dane wyjazdu:
385.00 km
0.00 km teren
17:04 h
22.56 km/h:
Maks. pr.:51.00 km/h
Temperatura:8.0
Podjazdy:450 m
Rower:
OPŁOTKAMI Z WARSZAWY
Czwartek, 7 listopada 2013 · | Komentarze 6
TRASACzemu tak? Bo pogoda była dobra a i w Ostrołęce nie byłem :-)). Towarzyszył mi południowy wiatr, brak deszczu, dobre asfalty i tylko noc mogłaby być nieco krótsza. Najbardziej emocjonujący był wyjazd z Warszawy, bo rzadko mam okazję jeździć po trzypasmowych ulicach w towarzystwie stada samochodów. Jednak na zachowanie kierowców blachosmrodów nie mogę narzekać, bo jeździli poprawnie.

Ostrołęka - most na Narwi© MARECKI

Ostrołęka - urząd miejski© MARECKI

Przystankowa twórczość ludowa na Kurpiach :-))© MARECKI

Przystankowa twórczość ludowa na Kurpiach :-))© MARECKI

Tajemnicze magazyny balotów© MARECKI

Tajemnicze magazyny balotów© MARECKI

Szczytno - urząd miejski w zamku krzyżackim© MARECKI

Szczytno - zamek krzyżacki© MARECKI

Szczytno - karuzela na plaży© MARECKI

Duże zmiany nad jeziorem© MARECKI

Urzekające :-))© MARECKI
Kategoria SUPERMARATONY
Dane wyjazdu:
73.00 km
0.00 km teren
03:53 h
18.80 km/h:
Maks. pr.:46.00 km/h
Temperatura:25.0
Podjazdy:273 m
Rower:CUBE REACTION
MRDP - VI etap
Piątek, 23 sierpnia 2013 · | Komentarze 12
Trasa: Tylicz-Stary Sącz. Zjazd z trasy maratonu na PKP w Nowym Sączu.FOTOGALERIA
Pobudka o 1 w nocy, ( te moje noclegi trwały po 4-5 godzin, najdłużej biwakowałem z suszarką w dłoni w Ustrzykach Dolnych), śniadanie i w drogę.
Do Muszyny (punkt kontrolny tylko z fotką) towarzyszy mi kosmiczna mgła, tak że korzyści ze zjazdu nie mam zbyt wielkich. Mijam jeszcze w Tyliczu wytwórnię wód mineralnych (chyba Kropla Beskidu), a w Muszynie Muszyniankę.
Urokliwą drogą widokową wzdłuż Popradu mijam kolejne miejscowości zdrojowe i zastanawiam się jak jechać dalej, skoro widzę na 4-5 metrów przed rowerem. Najlepiej jedzie mi się na zjazdach, bo wtedy człowiek naturalnie patrzy w dół. No, ale do Rozewia cały czas z górki nie będzie :-)). Wzdłuż drogi prowadzi linia kolejowa i jadący pociąg podpowiada mi jedyną słuszną koncepcję.
Na rogatkach Starego Sącza jestem o 7 rano, postanawiam dokonać rewolucji w kokpicie mojego roweru. Podnoszę kierownicę, odwracam mostek na ,,+’’( ten ruch konsultuję telefonicznie z Jankiem z elbląskiego Neksusa, który perfekcyjnie przygotował mi sprzęt do jazdy), pionuję rogi i obniżam lekko siodełko. Robi się z tego prawie rower miejski, siedzi mi się nawet wygodnie, ale prędkość jazdy to około 15 km/h. To już za wolno nawet jak na urlopową jazdę :-).
Mimo wszystko jadę jeszcze do centrum Starego Sącza na rynek. Kiedy jednak na jednym ze skrzyżowań prawie nie dostrzegam samochodu, bo akurat patrzę w dół, dochodzę do wniosku, że robi się niebezpiecznie. Zbyt niebezpiecznie. To jest koniec.
Licznik wskazuje przejechane 1554 km. Mam poprawiony rekord życiowy w jeździe non-stop i teraz to musi wystarczyć. Przywracam rowerowi starą geometrię i jadę na objazd Starego Sącza. Potem kieruję się do nieodległego Nowego Sącza, tam zalegam na dobre kilka godzin w fajnej knajpce, porządkuję notatki, kupuję pamiątki i odpoczywam, a wieczorem nocny pociąg wiezie mnie na północ.
Podsumowanie.
Źle zaczęło się już podczas pierwszej doby, kiedy to straciłem mnóstwo czasu na pozbieranie się po problemach żołądkowych. Obawa przed powtórzeniem się dolegliwości zmusiła mnie do skorygowania planów noclegowych i w zasadzie odpuszczenia walki o powrót do Rozewia.
Mocno się jednak rozczarowałem będąc zmuszonym przerwać jazdę z powodu urazu, którego przyczyny nie potrafię sobie wytłumaczyć i którego nigdy nie zaznałem. Byłem przygotowany na bóle kolan, ścięgien, pleców, połamanych w czerwcu żeber. Przypuszczałem, że d… może mi odpaść od tylu godzin w siodełku :-). Dopuszczałem, że nie będę mógł patrzeć na rower po iluś tam dniach. Ale szyja? Tutaj nawet tabletki przeciwbólowe nie pomogły. Swoje jedyne podejrzenia kieruję na rogi zamontowane w moim rowerze na których opierałem się przez długie kilometry walcząc na ścianie wschodniej z południowym wiatrem. Może taka wyciągnięta i dość nietypowa dla mnie geometria miała wpływ na ten uraz. Pozostaje mi to sprawdzić już w przyszłym roku.
Sama idea imprezy bardzo mi się podoba i już wiem, że za 4 lata spróbuję tej sztuki która nie udała się w tym roku. Do tego czasu postaram się objechać pozostałe odcinki MRDP, tak aby w 2017 r. nic mnie turystycznie nie rozpraszało. Nie ukrywam, że ciężko było mi jechać obok takich znanych miejsc ściany wschodniej jak Supraśl, Grabarka, Jabłeczna, Kostomłoty, czy też Sobibór lub Bełżec ze świadomością, że nie mogę ich dokładnie obejrzeć. Że nie wspomnę o moich ulubionych górach, nieznanym mi Beskidzie Sądeckim, Pieninach czy Sudetach.
Bogatszy w tegoroczne doświadczenia spróbuję jeszcze raz i wierzę, że ta sztuka uda mi się również na rowerze MTB.
Pozdrower :-).
Ps. Rzućcie też okiem na inne relacje z MRDP. Pasjonująca lektura :-).
Kategoria SUPERMARATONY, G/MRDP
Dane wyjazdu:
244.00 km
0.00 km teren
12:32 h
19.47 km/h:
Maks. pr.:61.00 km/h
Temperatura:23.0
Podjazdy:3139 m
Rower:CUBE REACTION
MRDP - V etap
Czwartek, 22 sierpnia 2013 · | Komentarze 3
Trasa: Ustrzyki Dolne-Tylicz.FOTOGALERIA
Kolejny dzień zaczynam o 3 rano i ruszam dużą obwodnicą bieszczadzką. Trasa mi dobrze znana i z BB Tour, i z innych wojaży sakwiarskich. Za Ustrzykami Górnymi zaliczam konkretne podjazdy na przełęcze Wyżną i Wyżniańską, a potem zjazd do Wetliny. W Cisnej jestem w porze śniadania, ale że brakuje kilkunastu minut do godziny 8, to obsługa w jednym z barów nie jest jeszcze gotowa, a raczej nie chce być gotowa. Nie to nie, są też inne możliwości.
Zbliżam się do Komańczy i opuszczam Bieszczady. Droga do Tylawy poprawiona w stosunku do zeszłorocznej jazdy i jedzie się przyjemnie. Za Tylawą pojawiam się na DK 9 i od razu na ,,dzień dobry’’ TIR zdmuchuje mnie prawie do rowu. Bo po co zachować większy odstęp? W Dukli zjadam obiad i ruszam dalej.
Do Nowego Żmigrodu (punkt kontrolny w kwiaciarni, gdzie pani od razu wiedziała, że jadę MRDP:-) ruch duży, potem im bliżej Gorlic tym jedzie się spokojniej. Podziwiam energetyczny krajobraz okolic – elektrownie wiatrowe przeplatają się z szybami naftowymi. Taki mały Kuwejt :-). Tutaj też zaczynam odczuwać pierwsze problemy ze sprawnym podnoszeniem głowy – na razie przechylam ją lekko w bok i tak jadę.
Przelatuję przez Gorlice i jadę dalej pamiętając, aby w Ropie zjechać z DK 28. Zjeżdżam, robię zakupy i ruszam w Beskid Niski i Sądecki. Ten drugi po raz pierwszy rowerem. Pierwszy podjazd pokonuję w siodle, ale jak widzę już kościół (dawna cerkiew) w Banicy i za nim ściankę odpuszczam od razu :-). Co za sens jechać 3 km na godzinę całą szerokością drogi. A jeszcze coś mi wyskoczy z góry :-).
Sekcja druga podjazdu do Mochnaczki Wyżnej też daje ognia, ale że jest znacznie dłuższa i przez to mniej stroma, to udaje mi się wdrapać bez podchodzenia. Myślami już jestem na zjeździe do Tylicza i Muszyny, ale na razie podziwiam widoki. Na zjeździe wykręcam 61 km/h i gdyby nie widok stojącego radiowozu to kto wie, kto wie :-).
Ściemnia się, a że szukanie noclegu po zmroku nie jest łatwe postanawiam zostać w Tyliczu i tutaj regenerować się przed jutrzejszymi Tatrami. Szyja przestaje działać, nawet nie boli mocno, tylko po prostu nie mogę podnieść głowy.
Kategoria SUPERMARATONY, G/MRDP
Dane wyjazdu:
243.00 km
0.00 km teren
11:52 h
20.48 km/h:
Maks. pr.:55.00 km/h
Temperatura:24.0
Podjazdy:1964 m
Rower:CUBE REACTION
MRDP - IV etap
Środa, 21 sierpnia 2013 · | Komentarze 4
Trasa: Zosin-Ustrzyki Dolne.FOTOGALERIA
Znad granicy ruszam o godzinie 3, śniadanie zjadam na stacji benzynowej w Hrubieszowie i przez Tomaszów Lubelski i Lubaczów kieruję się do Radymna. Asfalty na tym etapie w niczym nie przypominają wczorajszych zmagań z materią. Do tego wiatr zmienił kierunek i wieje z północy. Odcinek z Radymna do Przemyśla zapowiada się bajkowo :-).
Przed Radymnem, gdzie jest punkt kontrolny jadę przez las po nowym asfalcie i na mapie widzę rzeczkę, której linia drogi nie przecina. Zastanawiam się czy przyjdzie brodzić w wodzie z rowerem, co w końcu na maratonie szosowym byłoby sporą atrakcją :-).
Mostki jednak są, bez problemów zatem docieram do DK 4, gdzie ruch jest bardzo duży, bo to droga do przejścia granicznego w Korczowej. Do Radymna daleko jednak nie jest, podbijam kartę i ruszam dalej. Klasyczny odcinek interwałowy do Przemyśla pomaga mi pokonać wiatr w plecy, a ładny zjazd do miasta zapamiętam na długo.
W Przemyślu czas na obiad i ruszam dalej. Nawigacja po mieście jest nieco zawiła, ale czytelna i niebawem wyjeżdżam z jednego z większych miast na trasie MRDP. Jest wtorek 21 sierpnia, godzina 12. Minęły cztery doby jazdy. Mam zrobione 1171 km i nie widzę możliwości zdążyć na metę w limicie czasu. Straty czasowe są zbyt duże, robić 300 km w górach nie wydaje mi się realne bez zarzynania się, a w końcu jestem na urlopie wypoczynkowym :-). Szczecin w 10 dób to mój aktualny cel.
Za Fredropolem widzę zbierające się na niebie chmury burzowe, więc wkładam na siebie przygotowane na taką okazję rzeczy – kurtkę i ochraniacze na buty. Lokalni bikerzy mówią, aby w taką pogodę nie jechać remontowaną drogą na Huwniki, ale skorzystać z objazdu. Stosuję się do ich rady i jadę objazdem. W czasie podjazdu niebo się otwiera i rzeka wody leci na mnie. Asfalt na podjeździe słabo istnieje – wygląda to jak sekcja dla MTB :-). Do tego ulewa nie przeszkadza ciężarówkom normalnie pracować, a to doprawdy ciekawy widok jak sypią się kamyki z góry, a za nimi toczy się kilkutonowy samochodzik. Rowerzyście pozostaje integrować się prawie z poboczem i mocno trzymać kierownik.
W końcu dotarłem do Huwnik, na zjeździe zdejmując okulary bo tylko przeszkadzały. Terenowe ochraniacze Endury po drodze dokonały żywota przemakając zupełnie razem z butami. Wcześniej neopren wytrzymywał opady, ale widocznie nie aż takie.
Za Huwnikami rozpoczynam 9 km wspinaczkę do Arłamowa, gdzie także trwają prace drogowe. Niebawem będzie ładny asfaltowy dywanik, ale na razie jest brzydko, pada deszcz a ciężarówki jeżdżą z przodu i z tyłu. Na szczęście wszyscy mamy świadomość trudności i na drodze panuje pełna empatia.
Z Arłamowa do Krościenka jadę już bez towarzystwa całej tej menażerii, deszcz także ode mnie odstąpił. Z uwagi na totalne przemoczenie nóg decyduję, że nocleg będzie w Ustrzykach Dolnych, a nie Górnych bo trzeba szukać suszarki i suszyć w szybkim tempie buty.
Nocuję zatem w agroturystyce vis-a-vis ustrzyckiej Biedronki, gdzie robię też zakupy na jazdę górską.
Kategoria SUPERMARATONY, G/MRDP
Dane wyjazdu:
294.00 km
0.00 km teren
14:10 h
20.75 km/h:
Maks. pr.:44.00 km/h
Temperatura:25.0
Podjazdy:850 m
Rower:CUBE REACTION
MRDP - III etap
Wtorek, 20 sierpnia 2013 · | Komentarze 5
Trasa: Dubicze Cerkiewne-Zosin.FOTOGALERIA
Noc jest bardzo jasna, łysy świeci mocno i jedzie się bardzo przyjemnie. W Dubiczach spałem z nogami w górze, co sprawiło że i one dobrze wypoczęły. Dodam, że po problemach żołądkowych z pierwszej doby zdążyłem już zapomnieć. Zwracam jednak nadal dużą uwagę na to co jem.
Mijam Kleszczele, widzę drogowskaz na Grabarkę i z bólem turystycznego serca rezygnuje z odwiedzin. W Siemiatyczach jestem o 3 rano i na stacji benzynowej spożywam śniadanie. Potem zjeżdżam w dolinę Bugu, który od tej pory będzie stałym towarzyszem jazdy aż do Zosina. Droga prowadzi nieco lepszymi asfaltami w kierunku Janowa Podlaskiego, ale zanim tam dojadę korzystam ze sklepo-piekarni w Konstantynowie, której zapachy przyciągają i kuszą z daleka :-).
W Janowie Lubelskim widzę, że do sławnej stadniny są 4 km w jedną stronę i ze smutkiem rezygnuję z jej odwiedzin. Za to w Pratulinie nie mam wątpliwości, aby odwiedzić Sanktuarium Męczenników Podlaskich, bo słyszę o nim po raz pierwszy.
Niebawem natykam się na pole kukurydzy dozorowane przez … czołg, chyba T-34 :-). Punkt kontrolny w granicznym Terespolu osiągam o 7.30, wcześniej przejeżdżając nad drogę celną z Koroszczyna do przejścia w Kukurykach. Tylu kamer na metr kwadratowy jeszcze nie widziałem.
W Terespolu dłuższy postój mam na przejeździe kolejowym gdzie przetacza się z rowerową prędkością rosyjski skład towarowy. Z nudów robię kilka fotek.
Za Terespolem na trasie jest Kodeń, gdzie poddaję analizie znane sanktuarium maryjne i robię kilka zdjęć. Towarzyszy mi piękne bezchmurne niebo i nieodmiennie południowy wiatr. Momentami droga (bardzo nierówny asfalt) dotyka granicznej rzeki Bug co wykorzystuję na wykonanie zdjęć malowniczo meandrującej rzeki. Pora obiadowa wypada we Włodawie, ładnym miasteczku na ścianie wschodniej. Raczę się makaronem i tak wzmocniony ruszam w lasy włodawsko-sobiborskie. Na polach zieleni się tytoń, wszak Lubelszczyzna to krajowe zagłębie upraw tej ładnej, a jakże szkodliwej rośliny. Mijam Sobibór, odpuszczając sobie wizytę w dawnym obozie zagłady z czasów II wojny światowej, przejeżdżam przez Wolę Uhruską i docieram do Dorohuska.
Tutaj zaczyna się jazda szlakiem poznanym w zeszłym roku w ramach rekonesansu przed MRDP. Mam jednak nieodparte wrażenie że z asfaltem na odcinku do Zosina stało się przez zimę coś strasznego. Zamierzam nocować w Horodle, gdzie jest duży dom weselny, ale okazuje się być cały zajęty przez ekipę budowlaną. Ruszam więc do Zosina i tam nocuję w motelu przy przejściu granicznym, przy okazji podstemplowując kartę kontrolną.
Kategoria SUPERMARATONY, G/MRDP
Dane wyjazdu:
297.00 km
0.00 km teren
13:11 h
22.53 km/h:
Maks. pr.:45.00 km/h
Temperatura:22.0
Podjazdy:1604 m
Rower:CUBE REACTION
MRDP - II etap
Poniedziałek, 19 sierpnia 2013 · | Komentarze 0
Trasa: Stańczyki-Dubicze Cerkiewne.FOTOGALERIA
Mijam uśpione miejscowości, docieram do kolejnego punktu kontrolnego w Wiżajnach na polskim biegunie zimna. Nie ma mowy o pieczątce, musi wystarczyć fotka z tablicą. Docieram do Szypliszek przy DK 8 gdzie spotykam otwarty bar. Pora na śniadanie jest dobra (3 rano;-) więc jajecznica z gorzką herbatą ląduje na stole. Po jedzeniu czuję się jak nowo narodzony i ruszam dalej.
Droga prowadzi z góry mapy na dół, więc śmieję się że mam teraz z górki. Stan dróg pozostawia jednak wiele do życzenia, chociaż zdarzają się odcinki przyjemne.
Mijam Sejny (kolejny punkt kontrolny) i już jadę DK 16 w kierunku Augustowa. Na tej drodze mam najbardziej niebezpieczny incydent na trasie MRDP. Tir wyprzedzając traktor zmusza mnie do zjechania na trawiaste pobocze, które na szczęście jest równe i rower utrzymuje równowagę. Serdecznie pozdrawiam kierowcę słowami powszechnie stosowanymi w takich sytuacjach i jadę dalej.
Niebawem opuszczam krajówkę i dalej kryjąc się w cieniu lasów Puszczy Augustowskiej jadę w kierunku Lipska. Tutaj kończą się lasy i wracamy do walki z południowym wiatrem. Do Sokółki gdzie wyznaczono punkt kontrolny docieram około 10 rano. Prowiantuję się w sklepie i ruszam na Supraśl w którym nigdy jeszcze nie byłem. Będąc tam nie mogę sobie odmówić kilku zdjęć prawosławnego klasztoru, a że lokalna restauracja ma w swojej ofercie pierogi z kaszą gryczaną … :-). W międzyczasie mija druga doba od czasu ruszenia z Rozewia. Licznik pokazuje 603 km. Nie mam w zasadzie żadnego zapasu kilometrów przed etapami górskimi.
Po obiedzie drogą przez Puszczę Knyszyńską docieram do Michałowa i zbliżam się do zalewowego Jeziora Siemianowskiego, które słynie z grobli na której jest linia kolejowa. Robię tutaj krótki odpoczynek podczas którego obserwuję spory ruch jachtów i żaglówek na zalewie. Kolejny punkt kontrolny to Narewka na obrzeżach Puszczy Białowieskiej. Jestem w niej przed 16. Niebo w końcu zachmurzone, kropi deszcz, fajnie.
W okolicach Hajnówki korzystam z nowej drogi rowerowej, której asfalt jest równy jak stół i w porównaniu z szosą - ech, to nie ma co porównywać. Jadę tak dobre kilka kilometrów!, aż docieram do Hajnówki. W mieście trzeba bacznie obserwować drogowskazy, bo jest dużo skrzyżowań i łatwo o pomyłkę.
Wyjazd na Białowieżę wyprowadza mnie z miasta i od razu wbijam się w przebudowę drogi i znane z Mazur wahadło. Wykorzystuję ponownie obecność amortyzatora w moim uszosowionym góralu i lecę poboczem. Za szybko jechać się nie da, ale przynajmniej nie stoję w korku i nie wybijam się z rytmu.
Do Siemiatycz, gdzie chciałem nocować mam jeszcze 70 km i raczej nie dotrę tam w rozsądnej porze, a muszę naładować akumulatory do oświetlenia. Korzystam więc z reklamy przydrożnej, która mówi że w Dubiczach Cerkiewnych jest schronisko PTSM. Zjawiam się tam, ale że w nocy nikt nie z niego nie wypuści to dziękuję i idę na kwaterę prowadzoną przez baptystów. Tutaj nie ma problemu, aby o północy wyjść z domu i dlatego zostaję na odpoczynek, który trwa do 1 w nocy. W międzyczasie ładuję baterie i loggera ( nie wiem w sumie po co) i ruszam w trasę.
Kategoria SUPERMARATONY, G/MRDP




